poniedziałek, 20 października 2014

Aktualizacja:05:22:29 PM GMT

Goracy Temat:
Tu jestes: SATYA Publicystyka Dzieje człowieka po wyjściu z Raju - Wtajemniczenia eleuzyńskie

Dzieje człowieka po wyjściu z Raju - Wtajemniczenia eleuzyńskie

Email Drukuj PDF
Spis treści
Dzieje człowieka po wyjściu z Raju - Wtajemniczenia eleuzyńskie
cz.2 - Tymoteusz Leary - święty, szaleniec i bun
cz.3 - Michaił Bułhakow-
cz.4 - Świat przedstawiony w powieści Mistrz i Małgorzata
cz.5 - Główne wątki „Mistrza i Małgorzaty
cz.6 - Znaczenie tytułu i motta „Mistrza i Małgorzaty
cz.7 - Obraz Moskwy lat trzydziestych XX wieku - w oparciu o powieść Mistrz i Małgorzata
cz.8 - Kwestia Boga
cz.9 - Ukryte prawdy o naturze człowieka Mistrza i Małgorzaty
cz.10 - Michaił Bułhakow - życie i twórczość
cz.11 - Historia Poncjusza Piłata i Jeszui Ha - Nocri
cz.12 - Kompozycja i struktura Mistrza i Małgorzaty
cz.13 - Mistrz i Małgorzata jako arcydzieło literatury światowej
cz.14 - Motyw miłości w Mistrzu i Małgorzacie
cz.15 - Motywy literackie w powieści Mistrz i Małgorzata
cz.16 - Nawiązania w Mistrzu i Małgorzacie
cz.17 - Mistrz i Małgorzata jako powieść wielogatunkowa
cz.18 - Humor w Mistrzu i Małgorzacie
cz.19 - Powieść w powieści na przykładzie Mistrza i Małgorzaty
cz.20 - Najważniejsze cytaty Mistrza i Małgorzaty
cz.21 - Mistrz - charakterystyka postaci
cz.22 - Piłat z Pontu - charakterystyka postaci
cz.23 - Wizja szatana (Woland) Mistrza i Małgorzaty
cz.24 - Jeszua Ha-Nocri charakterystyka postaci
cz.25 - Charakterystyka bohaterów powieści mistrza
cz.26 - Siódma pieczęć (Det Sjunde inseglet) Ingmara Bergmana
cz.27 - GRA W SZACHY - królewska gra w życie
cz.28 - Życie jest (prawie) jak partia szachów
cz.29 - Tajemne misteria wtajemniczeń eleuzyńskich
cz.30 - Spisek pitagorejczyków w Rzymie
cz.31 - Reinkarnacja według Wergiliusza
cz.32 - Teoria wiecznych powrotów Fryderyka Nietzschego
cz.33 - Ofiary z dzieci w okultyzmie we Francji, Niemczech i w Bohemian Grove
cz.34 - Dodatek - 33 stopnie wtajemniczenia
Wszystkie strony
Raj
Timothy Leary
mistrz i malgorzata
mistrz i małgorzata
Alchemia koła

 

Zapytany, czy droga wyrzeczeń prowadzi do raju, opat Antonio odrzekł: - Istnieją dwie takie drogi. Pierwsza jest drogą człowieka, który się umartwia i czyni pokutę, ponieważ wierzy, iż wszyscy jesteśmy przeklęci. Czuje się winny i niegodny szczęśliwego życia. On nigdy donikąd nie dojdzie, ponieważ Bóg jest święty i bezgrzeszny. Druga droga jest ścieżką wybraną przez człowieka, który zdaje sobie sprawę, że świat nie jest tak doskonały, jakim chcielibyśmy go widzieć. Niemniej jednak modli się, odprawia pokutę oraz nie szczędzi czasu i sił, aby otaczający go świat stał się lepszy. W jego przypadku obecność Boga jest nieustanną pomocą, a skutki tego owocować będą w raju.

   DARIUSZ MISIUNA

  Jest koniec lat 30-tych XX wieku. Niemcy powoli toczą się ku wojnie, lecz w ciemnych zaułkach Berlina trwają przygotowania do niezwykłej wyprawy. Standanterfuhrer SS, Schafer, członek władz nazistowskiego Instytutu Studiów Nad Historią Ducha, wybiera się na poszukiwania tajemniczej krainy Agarta, o której mówi się, że istnieje gdzieś ukryta w połaciach śnieżnych Tybetu. Oczy Schafera chłodne grzeje wewnętrzny żar. Nie jedzie na spotkanie Wielkiego Białego Człowieka - Yeti. Nie, to inna historia. Ma odnaleźć zapiski tantrycznych rytuałów, które pozwalają wojownikowi po śmierci dostać się do rajskiej krainy Szambala. Zanim tam dotrze, odbędzie długą drogę, lecz gra jest warta świeczki. Bóg Wotan chce tego - tak mu powiedział Himmler.

Schafer nigdy nie odnajdzie Agarty. Większość inicjatorów tej wyprawy w poszukiwaniu kluczy do Raju zostanie skrycie zamordowanych wkrótce po tym, jak Hitler straci złudzenia. Wotan i tak zrobi swoje, a jego demony w sześć (sic!) lat splądrują Europę. Na tym jednak nie koniec. Gdy koszmar wojny przeminie, pojawią się plotki, iż Shafer naprawdę odnalazł Agartę, a faszystowskie kreatury na czele z Hitlerem wciąż ją wypełniają, wysyłając tylko od czasu do czasu Niezidentyfikowane Obiekty Latające dla zorientowania się w sytuacji na Ziemi. Zwolennicy tej teorii powołują się na t.zw. koncepcję pustej Ziemi (wytwór XIX-wiecznej teozofki - Heleny Pietrownej Bławatskiej), zgodnie z którą na biegunie północnym znajduje się wejście do środka Ziemi. Wewnątrz Ziemii jest całkiem przyjemnie - to Raj obejmujący niespotykane bogactwa. Raj plądrowany przez faszystowskie kreatury. Hitler nadal tam siedzi i tylko czeka na odpowiedni moment, by potomstwo byłych SS-manów wyszło na świat i dokonało ustanowienia Nowego Porządku . 

 Jest to mit synkretyczny, łączący wiele wątków z legend i mitów dotyczących Piekła i Raju. Mit nazistów wewnątrz Ziemi ucieleśnia ideę piekło-raju, albowiem kraina cudowności znajduje się w czeluściach, do których można zstąpić. Nie jest to znowu coś nowego. Mit Raju występuje w prawie wszystkich kulturach świata. Zazwyczaj powiada się w nim, iż kiedyś ludzie byli równi bogom, między Niebem a Ziemią istniała stała łączność, bogowie zstępowali na Ziemię, ludzie wstępowali do Nieba. Łączność tą przerwał nagły kataklizm spowodowany gniewem boskim. Biblia powiada, iż Bóg wygnał Adama i Ewę z Raju po tym jak skosztowali zakazanego owocu z Drzewa Wiadomości Dobrego i Złego. U Aszanitów bóg Onyankopong zerwał więzi z ludźmi po tym, jak kobiety obiły go tłuczkami, by nie był tak wścibski. Z kolei, lud Yao powiada, iż bóg Mukung opuścił Ziemię z powodu okrucieństwa ludzi wobec zwierząt. Mity podają, że po oddaleniu się Raju (lub po wygnaniu ludzi z Raju), nastała katastrofa, podczas której ludzie cierpieli kataklizmy i musieli się zdać na okrutną walkę o zachowanie swojego bytu.

Od tego czasu - mówi się - ludzie wciąż tęsknią do Raju. I tak większość religii zapewnia, że gdy będzie się w nie wierzyło, to po śmierci odejdzie się do krainy wiecznej szczęśliwości. Niektóre z nich podają też, że niewierni znajdą swoje miejsce w Piekle. Islam wyszczególnia kilka poziomów Piekła. Najpłytszy poświęcony jest monoteistom, pośrednie - złodziejom i mordercom, najgłębsze - politeistom i ateistom.

Gdy w 1968 r. anarchistyczna trupa teatralna, Living Theatre wystawiła przedstawienie "Raj - Teraz!" obiło się ono szerokim echem nie tylko w środowisku artystycznym. Wyrażało nadzieje rodzącej się kontrkultury, nadzieje przywrócenia Raju tu na Ziemii. Coraz częściej mówiono o urzeczywistnianiu boskości wewnętrznej, czego przejawem społecznym miały być tworzące się komuny, w których hippisi realizowali ideały wolności, wspólnotowości i miłości. Kontrkultura zmieniła już swoje oblicze, lecz dawne ideały przywrócenia ziemskiego Raju wciąż są obecne.

Na jakich podstawach zbudowany jest mit Raju i Piekła? Istnieje kilka teorii. Jedna z nich powiada, iż niegdyś, u zarania dziejów, ludzkość żyła w pokoju, dostatku i miłości. Nie było chorób, życie trwało długo, a wypełniały je beztroski i zabawy. Ów Złoty Wiek minął wraz z ekspansją ludzkiej populacji i pojawieniem się nowej formy rządów - patriarchatu, a my coraz dalej się odeń oddalamy i brniemy ku mrocznej przyszłości. Z kolei duchowi materialiści przejawiają tęsknoty bliskie Standartenfuhrerowi Shaferowi. Szukają Raju ukrytego gdzieś na Ziemi lub w odległym kosmosie. Sporządzają mapy, które mają ich zaprowadzić do krainy, gdzie ból i cierpienie nie istnieje. Zapominają o tym, że mapa to nie terytorium.

Spośród wielu innych koncepcji najbliższa memu postrzeganiu świata jawi się teoria psychologa i psychoterapeuty, Stanislava Grofa. Otóż Grof powiada, iż mit Raju jest odbiciem śladów zostawionych w pamięci jednostki podczas pobytu w łonie matki. To, jak się Raj postrzega, zależy od tego, jak przebiegała ciąża naszych matek. Zazwyczaj są to bardzo przyjemne doświadczenia jedności ze wszystkim. Ta jedność zostaje brutalnie zerwana wraz z pierwszymi skurczami macicy. Poród jest bolesnym procesem dla dziecka i stąd się bierze koszmar wygnania z Raju. Piekło jest tylko tym, co sami w tej chwili przeżyliśmy.

Niezależnie od tego, ile racji jest w tej koncepcji, a potwierdzają je liczne zapisy sesji psychoterapeutycznych, fakt wyjścia z Raju jest oczywisty. To, co się z nami później dzieje jest sumą tego, co doświadczamy i tego, jak doświadczamy. Posłużę się tutaj koncepcją neurologicznego relatywizmu, której zręby stworzył Prof. Timothy Leary. Przyjmuje ona, iż człowiek jest swoistym bio-komputerem, gigantyczną siecią powiązań nerwowych, które popychają nas do działania i decydują o tym, co postrzegamy. Nasz bio-komputer składa się z "twardego dysku" (DNA, czyli zapisu genetycznego) i "miękkich dysków" (teorii, idei, światopoglądów, kodeksów moralnych, wzorów reakcji i zachowania itp.). "Twardego dysku" nie da się zmienić, lecz można wdrukowywać i wymazywać zapisy "miękkich dysków". Jeśli mocno wierzymy w to, że już wkrótce nadejdzie Wielki Czarny Kot Zbawiciel, to z dużym prawdopodobieństwem tak się w końcu stanie. Dokonaliśmy bowiem zapisania programu, który w każdej chwili może być uruchomiony. Kontakty z UFO, czy też widzenia Matki Boskiej Fatimskiej są tego najlepszym przykładem.

Neurologiczny relatywizm powiada, iż nasz Centralny System Nerwowy składa się z ośmiu obwodów neurologicznych (niektórzy nazywają je biegami). Cztery spośród nich włączamy wraz z wkraczaniem w świat dorosły, pozostałe cztery dostępne są tylko nielicznym. Od wdrukowania tych obwodów zależy jakość naszego życia, bo jeśli je źle wdrukujemy albo nie wdrukujemy ich wcale, jesteśmy w jakimś stopniu upośledzeni. Raz wdrukowane obwody można zmienić tylko poprzez "pranie mózgu" lub chemiczne reprogramowanie. Najważniejszy jest ten pierwszy wdruk. Reszta to już zwykłe modyfikacje, związane z procesem uczenia się i uwarunkowywania.

Noworodek może poruszać się tylko do przodu i do tyłu. Podstawową jego funkcją biologiczną jest ssanie, które zapewnia mu przetrwanie biologiczne. Dzieci do trzeciego roku życia odczuwają silną więź z matką, która zapewnia im pokarm, a pokarm to bezpieczeństwo. Tak więc, matka uosabia bezpieczne środowisko - sytość, ciepło i ochronę. Jeśli w okresie tym otrzymujemy dużo ciepła matczynego i niczego nam nie brakuje, otrzymujemy pozytywny wdruk Pierwszego Obwodu Neurologicznego Biologicznego Przetrwania. Oznacza to postawę "do przodu", bowiem wszystko jest bezpieczne. Inni są dla nas dobrzy - będziemy postrzegać świat jako dobry. Gdy zaś brakuje nam pokarmu, nasza matka jest dla nas zła lub po prostu brakuje nam opieki, otrzymamy negatywny wdruk. Przyswoimy postawę "do tyłu" - na wycofanie. Świat jawić się nam będzie obcy i niebezpieczny, wokół nas będą tylko źli ludzie. Raz wdrukowany obwód przetrwania biologicznego stanowi bazę dla naszego przyszłego rozwoju. W skrajnych przypadkach następuje powrót do tej fazy po zażyciu morfiny lub produktów opiatopochodnych. Dlatego też Freud twierdził, iż narkomania jest wyrazem potrzeby powrotu do łona matki.

Każdy z nas, kto choć trochę obcował z dziećmi, dobrze wie, iż poważnym elementem polityki pędraków są roszczenia terytorialne. Dziecko, gdy wstaje na nogi, zaczyna postrzegać świat w kategoriach "góra-dół". Rozpoczyna się identyfikowanie z ojcem i pojawiają tendencje do rywalizacji z innymi pędrakami. O ile pierwszy obwód dotyczył w znacznej mierze naszej konstytucji fizycznej, o tyle teraz dokonuje się budowa naszego szkieletu emocjonalnego. Dlatego też ten drugi obwód nazywa się Obwodem Emocjonalno-Terytorialnym. Wiele zależy od tego, czy w tej fazie byliśmy tłumieni, czy też mogliśmy w pełni wyrażać nasze roszczenia. Istotne jest także to, jakie miejsce zajmujemy w grupie rówieśniczej. Jeśli będziemy dominować, otrzymamy pozytywny wdruk tego obwodu, co oznacza, iż będziemy myśleć o sobie dobrze. Jeśli będziemy ulegli, otrzymamy negatywny wdruk i przez resztę swojego życia będziemy siebie obwiniać i myśleć o sobie źle. Pierwszy obwód wyznacza naszą postawę wobec innych, drugi obwód wyznacza naszą postawę wobec siebie. Klasyczną używką sprowadzającą nas do poziomu tego obwodu jest alkohol. Gdy jesteśmy pijani, od razu pojawiają się w nas roszczenia terytorialne i chęć dominacji. Podobne reakcje można wywołać w wyniku prania mózgu, jakie się dokonuje w wojsku. Młody żołnierz musi przejść przez szereg inicjacji, które mają mu zakodować, że świat jest zły, a on sam potężny. Wojsko jest w swej istocie taką instytucją reprogramowania ludzkiego.

Nie trzeba chyba wiele udawadniać, że od tych pierwszych dwóch obwodów zależą wszelkie zaburzenia emocjonalne i choroby psychiczne. Paranoik postrzega siebie źle i świat źle. Typ psychopatyczny myśli o sobie dobrze, a swoim środowisku źle. Z kolei, melancholik będzie siebie udręczał i szukał pomocy na zewnątrz. Ten ostatni z resztą jest najbardziej częstym klientem psychoterapeutów.

Nastolatek zazwyczaj nie musi już więcej walczyć o terytorium. Zdarza się, że wiele osób posiada tylko pierwsze dwa obwody, ale większość w szkole podstawowej przyswaja sobie podstawowe zdolności intelektualne i manualne. Od tego, czy środowisko, w którym przebywamy, wymagać będzie od nas zręczności umysłowej i manualnej, zależeć będzie pozytywny lub negatywny wdruk Obwodu Manipulacji Symbolicznej. Krótko mówiąc, myślimy tu o inteligencji. W "bystrym" środowisko nastolatek jest bodźcowany do tego, by nabierać sprawności technicznej i intelektualnej. Gdy mu takiego środowiska brak,zawsze będzie cierpiał na niedobór umysłowy. Powiada się, iż specyficznymi narkotykami sprowadzającymi do tego obwodu są amfetamina i kokaina. Dlatego wielu nieświadomych licealistów sięga po nie przed egzaminami, w nadziei na lepsze wyniki. Wpływ ich jest jednak iluzoryczny i co najwyżej tymczasowy. Umysł cechuje się swoistą polityką dążenia do równowagi energetycznej. Przypływ energii po narkotyku zawsze odbywa się kosztem upływu energii, gdy narkotyk przestanie działać.

Nastolatek jest już w pełni ukształtowanym fizycznie, emocjonalnie i umysłowo człowiekiem. Brakuje mu tylko jednego - funkcji społecznej. Każdy eko-system zapewnia sobie przetrwanie jedynie dzięki reprodukcji, a w społeczności ludzkiej jest ona obwarowana szczególnymi ceremoniami i regułami, których łamanie wiąże się z potępieniem. Gdy pierwsze hormony seksualne dostają się do krwioobiegu, mówi się, że dojrzewamy. Dojrzewaniu płciowemu towarzyszy dojrzewanie społeczne. Pierwsze kontakty seksualne lub związki uczuciowe wyznaczają nasze przyszłe zachowania seksualne. Wraz z wyborem opcji seksualnej wybieramy pewien rodzaj moralności. Moralność nie jest bowiem niczym więcej jak kanonem zachowywania się w społeczeństwie. Onegdaj sądzono, że tzw. dewiacje seksualne wiążą się z genetycznym upośledzeniem. Tymczasem, badania Mastersa i Johnsona wykazały, że rozmaite fetyszyzmy, sadomasochizm i homoseksualizm wiążą się właśnie z naszymi pierwszymi doświadczeniami seksualnymi. Raz wdrukowany Obwód Społeczno-Seksualny decyduje o tym, w jaki sposób się kochamy i o tym, jaki jest nasz stosunek do obyczajów społecznych.

Powyższe cztery obwody występują w rozmaitej barwie u większości ludzi. Timothy Leary nazywa je grawitacyjnymi, gdyż wiążą się one bezpośrednio z naszą egzystencją na planecie Ziemia. Znane są jednak przypadki przekraczania grawitacji ziemskiej. Świadczą o tym lewitujący jogini, ludzie doświadczający stanów wyjścia z ciała, a także mistycy i założyciele wielkich religii, którym udało się dotrzeć do Wyższej Jaźni. Co więcej, istnieją specyficzne techniki, które pozwalają te stany osiągnąć. Oznacza to, że każdy z nas może wykroczyć poza cztery potoczne obwody i o tym mówi Leary, postulując zgłębianie czterech dalszych obwodów neurologicznych.

Piąty obwód neurologiczny Leary nazywa Obwodem Neurosomatycznym. Na tym poziomie stajemy się świadomi swojego ciała. Możemy się w nie wsłuchiwać i kierować jego rozwojem. Różne tradycje podają rozmaite techniki świadomości ciała. Do najbardziej znanych należy pranajama, czyli jogiczna metoda oddychania. Oddech jest tym, co ożywia ciało. Jego opanowanie tożsame jest z opanowaniem ciała, a wtedy możliwe się staje samoleczenie, czy też przebywanie w stanie wiecznej rozkoszy. Pozytywny wdruk tego obwodu charakteryzuje się właśnie błogością i ekstazą, negatywny - chorobami psychosomatycznymi, dreszczami, hipochondrią. Specyficznym psychedelikiem dającym namiastkę tego obwodu jest marihuana.

Świadomość ciała jest tylko wstępem do obcowania ze światem archetypów. Bogowie i demony wypełniają świat, gdy wdrukujemy sobie Obwód Neurogenetyczny. Wyzwalają go długotrwałe ćwiczenia Radża Jogi, głęboka psychoterapia, jak i kwas lizergowy. Bardzo często dochodzi do spontanicznego wdrukowania tego obwodu. Wiele osób przeżywa stany komunikowania się z bogami. Na tym poziomie zachodzą także wspomnienia reinkarnacyjne. Leary tłumaczy to w ten sposób, iż bogowie i demony to postacie ze słownika, jakim się posługuje DNA, komunikując się z nami za pośrednictwem kwasu rybonukleinowego. Obwód Neurogenetyczny daje nam zatem możliwość poznawania potencjału naszej przyszłości zapisanej w kodzie genetycznym.

Wydawałoby się, że ponad światem bogów już nic nie może się znajdować. A jednak w głębokiej medytacji można dojść do takiego stanu, gdy znikają też bogowie, albowiem podmiot medytacji (czyli my) i przedmiot medytacji stają się jednym. Taki stan buddyści zen nazywają Nie-Umysłem, gnostycy Duszą, a hinduiści Sziwa-Darszana. Odkrywamy, że sami jesteśmy panami swojej rzeczywistości. Możemy rozmawiać ze swoim kodem genetycznym i zmieniać go wedle własnej Woli. Niemniej jednak zdarza się to nielicznym, takim jak Budda, Lao-Tsy, Jezus Chrystus czy Aleister Crowley. Obwód ten Leary nazywa Obwodem Metaprogramowania.

Wreszcie ostatni poziom - Obwód Kwantowy. Teoremat Bella w fizyce wykazał, że wszechświat jest zbiorem informacji, do którego każdy z nas może mieć dostęp, a postrzeganie czasu i przestrzeni jest tylko złudzeniem. W istocie zawsze jesteśmy tu i tam, w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości naraz. Stąd biorą się fenomeny telepatii, czy też nagłego przemieszczania się w przestrzeni. Prawdopodobnie, od odkrycia tego obwodu zależeć będą także podróże w czasie. Wydaje się, że nie jest to takie odległe. Przypadki telepatii należą nadal do wyjątków, ale ludzie coraz bardziej interesują się rozwijaniem swoich mocy.

To już koniec naszej podróży. Tak wyglądają lub też mogą wyglądać dzieje człowieka po wyjściu z Raju. W Biblii jest mowa o tym, iż upadek człowieka spowodowało zjedzenie jabłka z Drzewa Wiadomości Dobrego i Złego. Rzadko się wspomina o tym, iż w Raju wciąż znajduje się jeszcze inne drzewo - Drzewo Życia, które tym, którzy na nie wejdą, nie bacząc na strzegących go Ognistych Aniołów, zapewnia nieśmiertelność. Może więc Raj nie jest tak daleko?
 .


Timothy Leary
D - Tymoteusz Leary - święty, szaleniec i bun

UWAGA: Ten tekst jest wycinanką różnych przekazów neurologicznych, z których niektóre były ujawniane w "Wegetariańskim Świecie", a inne pojawiły się w ramach spontanicznych erupcji świadomości pogrążonej w mroku nocy. Nie należy zatem przypisywać wartości obiektywnej przedstawionemu tu układowi liter, ponieważ równie dobrze mógłby wyglądać inaczej. Jest to historia Timothyego Leary, pirotechnika świadomości, który wystrzelił umyjsły "dzieci kwiatów" na orbity dotąd nie odwiedzane przez przybyszów z planety G. Jest to historia agenta Leri, który po zakończeniu swej misji 31 V 1997 roku wystrzelił swoją świadomość ku gwiazdom. Jest to jego opowieść, w której uczestniczą on, mój system nerwowy i komputer.


Proszę, rozprostuj mięśnie, usiądź spokojnie, zrelaksuj się i wsłuchaj się w grę czcionek. Już za chwilę obcować będziesz z tajemnicą pewnej wyjątkowej istoty z gatunku homo sapiens. A więc zachowaj skupienie. 3...2....1.....0...... Są ludzie cisi i ludzie głośni. Twórcy i konsumenci. Codziennie, w każdej minucie toczy się ewolucyjna gra między dogmatykami dbającymi o zachowanie status quo poziomu ewolucyjnego na świecie i popierającą ich "milczącą większością", a heretykami i odstępcami kwestionującymi dogmaty dominującej wiary i przekonań. W każdym stuleciu agenci inteligencji knują ewolucyjne spiski przeciw panom i kapłanom, którzy pragną mieć monopol na "wizję". Ich efekty widać dopiero po wiekach, albowiem są to ludzie, którzy "wyprzedzają swój czas", którzy "urodzili się w odpowiednim miejscu, ale nie w odpowiednim czasie" i dlatego spotykają się z piętnem heretyków, dewiantów i outsiderów. Czasami trzeba wyjść poza nawias własnej kultury, aby odkryć nowe możliwości znajdujące się przed nią. We współczesnych czasach, u progu cyber-informacyjnej ery takich agentów inteligencji jest coraz więcej, co sprawia, że stają się coraz mniej wyjątkowi. Są jednak tacy wśród nich, którym potomność odda hołd należny i uczci ich "szaleństwo", albowiem to oni są "głosem z przyszłości", który wzywa nas abyśmy wyszli z okowów własnej niemożności i przekroczyli horyzont własnych mniemań. Jednym z najważniejszych agentów inteligencji, który wpłynął na losy kultury Zachodu ostatniego ćwierćwiecza, był Timothy Leary. Przez jednych nazywany "apostołem rewolucji psychedelicznej", przez innych żartobliwie zwany "wujkiem Timem", Leary całe swoje życie poświęcił badaniu tajemnic psychiki ludzkiej. Jego kariera, jak na człowieka, który stał się symbolem epoki "dzieci kwiatów", zaczęła się dość nietypowo. Urodził się 22 października 1920 roku w tradycyjnej rodzinie irlandzkich katolików, którzy znaleźli swe schronienie w Stanach Zjednoczonych. Jego ojciec był kapitanem armii i, zgodnie z wolą ojca, młody Timothy przeszedł krótką edukację wojskową. Kariera wojskowa nie pociągała go jednak. Porzucił wojsko, wyjechał do Kalifornii, gdzie rozpoczął studia psychologiczne na Uniwersytecie w Berkeley. Studia te były na tyle owocne, że w 1950 roku opublikował pracę "Interpersonalna Diagnoza Osobowości", która przeszła do kanonu dzieł zajmujących się analizą charakteru. Sformułował w niej hipotezę, że osobowość ludzka jest procesem grupowym określanym przez reguły interpersonalnej polityki. Dotychczas uznawano, że każda jednostka posiada wpływ na swoją osobowość i że jest on w dużej mierze zdeterminowany genetycznie. Modne były takie pojęcia psychologiczne jak "choroba psychiczna", "neuroza", "ego", "instynkt" i "dojrzałość". Tymczasem Leary twierdził, że są to pojęcia metafizyczne, mające się nijak do procesów formowania się osobowości. Uznawał bowiem, że duży wpływ na formowanie się naszej osobowości mają inni ludzie, z którymi obcujemy. Jest ona zmienna, w zależności od tego, jak zmienia się definicja sytuacji w grupie. W jednej grupie mogą nas uznawać za szaleńca, w innej za świętego, a w jeszcze innej za nad wyraz rozgarniętego człowieka, ale to wcale nie oznacza, że jesteśmy którymś z nich. Nieustannie uczestniczymy w grze interpersonalnej podczas której toczy się między różnymi grupami bój o przestrzeń neurologiczną. W wyniku tej gry możemy zostać nienormalnymi, możemy także innych "skazać na szaleństwo".

Współcześnie, takie podejście jest podzielane przez większość psychologów społecznych, ale w latach 50-tych uznawane było za herezję. Trzeba pamiętać, że w tamtych czasach ulubionym sposobem resocjalizacji były elektrowstrząsy i lobotomia (rozcięcie połączenia między dwoma półkulami mózgowymi). Tymczasem, Timothy Leary (jako pierwszy na świecie!) proponował, aby tzw. problemy psychiczne rozwiązywać w trakcie terapii grupowej. Na początku, starsi koledzy traktowali z pobłażliwością jego pomysły. Mówili mu: "Młody człowieku, terapia grupowa - to pojęcia sprzeczne!". Ale z czasem, gdy jego teoria zdobywała rozgłos, coraz chętniej utrudniali mu pracę. Dokładnie w tym czasie, Leary otrzymał zaproszenie od antropologa, Gerharta Brauna, aby odwiedził go w Meksyku. Ponieważ na uczelni chmury się nad nim zbierały, postanowił przyjąć to zaproszenie. Kto wie, jak potoczyłyby się jego losy, gdyby stało się inaczej? Leary pojechał do Meksyku, a Gerhart Braun poczęstował go znaną wśród meksykańskich Indian substancją psychedeliczną, grzybami psylocybinowymi. Dla Leary'ego był to moment przełomowy w życiu, pisał: "W ciągu tych czterech godzin spędzonych nad basenem w Cuernavaca nauczyłem się więcej o umyśle, o mózgu i jego strukturach, aniżeli w ciągu 15 lat praktyki psychologicznej. Nauczyłem się, że mózg jest słabo wykorzystywanym biokomputerem, składającym się z miliardów niedostępnych neuronów. Nauczyłem się, że zwyczajna świadomość jest kroplą w oceanie inteligencji. Wynikało z tego, że świadomość i inteligencję można systematycznie rozwijać, a mózg poddawać reprogramowaniu. Ogarnął mnie entuzjazm. Zrozumiałem, że wiedza o tym jak działa mózg jest najbardziej naglącą kwestią naukową w naszych czasach."

Te nowe odkrycia w tak dużym stopniu wstrząsnęły nim, że postanowił poświęcić się wnikliwym badaniom wpływu, jaki substancje psychodeliczne wywierają na funkcjonowanie umysłu ludzkiego. Do tego celu powołał na Harvardzie program Badań nad Substancjami Psychodelicznymi. W trakcie tych badań odrzucił hipotezę, że odmienne stany świadomości są wynikiem urojeń i halucynacji spowodowanych zażyciem narkotyku. Sądził, że substancje te jedynie powodują głęboką psychoanalizę, podczas której wydobywane są nieznane treści umysłu. Uważał też, że podczas odmiennych stanów świadomości człowiek wrażliwy jest na sugestie dochodzące go z otoczenia, przez co może łatwo poddać się zarówno psychoterapii, jak i "praniu mózgu" (w istocie, psychoterapia jest jedną z form "prania mózgu"). Postanowił sprawdzić te hipotezy, przeprowadzając w latach 1961-62 na zlecenie Massachusetts Department of Corrections serię eksperymentów z kryminalistami mającymi wkrótce wyjść na wolność. W eksperymentach tych chodziło o sprawdzenie czy kryminaliści, poddani pozytywnej sugestii w trakcie odmiennych stanów świadomości, zrezygnują z łamania prawa po wyjściu na wolność. Wyniki okazały się nadspodziewanie pomyślne. W ciągu dwóch lat po tym eksperymencie 80% jego uczestników nadal przebywało na wolności, podczas gdy zwykle zdecydowana większość kryminalistów powraca do więzień. Leary był zaskoczony, a jego przełożeni na Harvardzie przerażeni perspektywą wykorzystywania psychodelików w psychoterapii. Otrzymał ultimatum: albo zakończy badania nad psychodelikami, albo pożegna się z Harvardem. Mógł wrócić do normalnej kariery naukowej. Wybrał poszukiwania na własną rękę i opuścił Harvard.

Był rok 1963. Nastały czasy buntu młodzieży przeciwko dewastacyjnej polityce establishmentu i wojnie w Wietnamie. Leary świadom był tego, że jego badań nad umysłem ludzkim nie da się oddzielić od kontekstu społecznego. Walka o rozwój świadomości jest również bojem o lepszy świat. Zmień dominującą w społeczeństwie świadomość, a dokona się zmiana społeczna. Dopatrując się w młodym pokoleniu nośnika idei wolności poznawczej, Leary postanowił zaangażować się w ruch kontrkultury. Jeździł na wiece protestacyjne przeciwko wojnie w Wietnamie, otwierał nowe ośrodki badań nad świadomością. Znani wykonawcy muzyki rockowej, John Lennon, Yoko Ono, Rolling Stonesi i Jimi Hendrix zapraszali go do współpracy. Często, ich koncerty przemieniały się w wykłady Leary'ego na temat nowej świadomości. Nazwisko Leary'ego jednakże przede wszystkim kojarzyło się z badaniami nad substancjami psychodelicznymi, przez co obwołano go "guru rewolucji psychodelicznej". Jego siedziba w Millbrook stała się Mekką artystów i alternatywnych psychologów. Leary, nie całkiem chyba świadom tego, że stał się symbolem epoki, jeździł z apostolskimi misjami, promując nowe poszukiwania duchowe i oskarżając establishment o represjonowanie poszukiwań nowego stylu życia i świadomości. Niestety, wiele osób źle rozumiało przekaz Leary'ego. Sądziło, że substancje psychedeliczne zbawią świat, tworząc na własne potrzeby "sztuczne raje". Niektórzy z nich nie tylko "odpadli" od społeczeństwa, ale i nie potrafili stworzyć nic w zamian. Skazani na wizje psychodeliczne, pogłębiali się w narcyzmie i złudzeniach. Leary nigdy nie twierdził, że psychodeliki są same w sobie zbawienne. Uważał tylko, że w kontrolowanych warunkach mogą być pomocne w uświadamianiu sobie nieznanych stron swojej psychiki. Często podkreślał, że równie skuteczne, a nawet lepsze rezultaty można osiągnąć dzięki rozmaitym technikom medytacyjnym i oddechowym. Zrozumiano go wszakże opacznie. Jeszcze mniejszym zrozumieniem darzyły go władze. W 1968 roku, prezydent Nixon ogłosił wojnę przeciwko narkotykom, wojnę, która przyniosła rozwój narkomanii i karteli narkotykowych. Strategia była oczywista. Należało zniszczyć nowy, kontestacyjny ruch społeczny pod pretekstem rozprawiania się ze zjawiskiem narkomanii. Komunikat brzmiał jasno: Zatrzymać Leary'ego. W 1970 roku wsadzono go do więzienia za posiadanie dwóch skrętów marihuany. Skazano go na trzydzieści lat pozbawienia wolności. Przeszło pięćdziesięcioletni Leary, po dziewięciu miesiącach spędzonych w więzieniu, dokonał iście filmowej ucieczki po kablu wiodącym nad murem więziennym. Personelowi więziennemu zostawił list:

"W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego - O Strażnicy - wychodzę teraz na wolność. Modlę się, byście i wy się uwolnili. Trzymanie ludzi w więzieniu jest zbrodnią wobec ludzkości i grzechem wobec Boga. O strażnicy, jesteście kryminalistami i grzesznikami. Odseparujcie się. Bądźcie wolni. Amen!" Rozpoczęła się awanturnicza tułaczka po świecie, lecz pobyt na wolności nie trwał zbyt długo. W ciągu kilku następnych miesięcy Leary ponownie dostał się do więzienia. Tym razem aresztowała go Partia Czarnych Panter w Algierze. Kiedy udało mu się uwolnić i pojechał do Szwajcarii, aresztowano go tam za ucieczkę z amerykańskiego więzienia. Z naukowca i przywódcy ruchu społecznego, stał się błędnym tułaczem i kryminalistą. Dopiero na skutek interwencji Arthura Millera i Allena Ginsberga szwajcarski rząd zgodził się go uwolnić i pozwolił mu pozostać w Szwajcarii. Krnąbrny profesor nie mógł jednakże usiedzieć na miejscu i udał się do Afganistanu, gdzie porwało go CIA, ponownie osadzając w amerykańskim więzieniu. Gehenny nie było dość. Podobne katusze cierpieć musiał dwadzieścia lat wcześniej Wilhelm Reich, niemiecki psycholog i psychoterapeuta, który po wyprodukowaniu swojego medycznego wynalazku, akumulatora energii orgonalnej, został zamknięty w więzieniu, doprowadzony do szaleństwa i otruty.

Leary jednakże z wrodzonym sobie optymizmem nie załamywał się. Czas spędzany w więzieniu przeznaczał na dalsze studia nad funkcjonowaniem umysłu. Medytował, a według relacji strażników więziennych, zdarzało mu się lewitować. Pisał dzieła i manifesty. Coraz bardziej zajmowało go zagadnienie ewolucji gatunku ludzkiego. Twierdził, że egzystencja ludzka jest ukierunkowana celowo, a celem życia jest S.M.I.L.E. (w języku angielskim "uśmiech"). Jest to skrót od trzech zadań, jakie człowiek ma do spełnienia: Space Migration (Kosmiczną Wędrówkę), Intelligence Increase (Zwiększenie Inteligencji), Life Extension (Przedłużenie Życia). Aż do końca życia poświęcał się wyłącznie tym trzem zagadnieniom.

W więzieniu doznał doświadczenia mistycznego, w trakcie którego otrzymał następujący przekaz:

"Czas, aby ludzie opuścili ziemskie łono i nauczyli się podróżować wśród gwiazd... Celem ewolucji jest umożliwienie systemowi nerwowemu komunikacji z Galaktyczną Siecią, z której pochodzą wasi międzygwiezdni rodzice. Życie na Ziemi osiągnęło teraz punkt, w którym możliwe jest przeobrażenie się w wyższe stadium ewolucji... Jesteście bliscy odkrycia klucza do nieśmiertelności w chemicznej strukturze kodu genetycznego, gdzie odnajdziecie zapisany scenariusz życia. Musicie przyjąć na siebie odpowiedzialność nieśmiertelności. Wcale nie musicie umierać. Odkryjecie klucz do rozwoju inteligencji w chemii systemu nerwowego... Całe życie na waszej planecie jest jednością. Całe życie musi powrócić do domu. Dzięki całkowitej wolności, odpowiedzialności i międzygatunkowej harmonii będziecie w stanie udać się w podróż ku gwiazdom. Musicie przekroczyć larwalne tożsamości rasowe, kulturowe i narodowościowe. Możecie polegać jedynie na życiu..."

Na skutek interwencji amerykańskiego PEN-Clubu, Leary wkrótce opuścił więzienie. Dzięki długim chwilom samotności w więziennej celi, stworzył teorię, która stała się jego opus magnum, wielkim dziełem. Była to teoria neurologicznego relatywizmu, która powiada, że człowiek jest bio-kom-puterem, składającym się z gigantycznej sieci powiązań nerwowych, które warunkują nasze działanie i postrzeganie. Ten bio-komputer składa się z "twardego dysku" (DNA, czyli zapisu genetycznego) i "miękkich dysków" (teorii, idei, światopoglądów, kodeksów moralnych, wzorów reakcji i zachowań itp.). Nie posiadamy wpływu na treść "twardego dysku", ale możemy wdrukowywać i wymazywać zapisy "miękkich dysków". Jeśli mocno wierzymy w to, że już wkrótce nadejdzie Wielki Czarny Kot Zbawiciel, to z dużym prawdopodobieństwem tak się w końcu stanie. Dokonaliśmy bowiem zapisania programu, który w każdej chwili może być uruchomiony. Kontakty z UFO, czy też widzenia Matki Boskiej Fatimskiej są tego najlepszym przykładem.

Noworodek może poruszać się tylko do przodu i do tyłu. Podstawową jego funkcją biologiczną jest ssanie, które zapewnia mu przetrwanie biologiczne. Dzieci do trzeciego roku życia odczuwają silną więź z matką, która zapewnia im pokarm, a pokarm to bezpieczeństwo. Tak więc, matka uosabia bezpieczne środowisko - sytość, ciepło i ochronę. Jeśli w okresie tym obcować będziemy z matczynym ciepłem i niczego nam nie będzie brakowało, otrzymamy pozytywny wdruk Pierwszego Obwodu Neurologicznego, Obwodu Biologicznego Przetrwania. Wykształcimy postawę "do przodu". Świat jawić się nam będzie jako dobry. Gdy zaś brakować nam będzie pokarmu i miłości matki, otrzymamy negatywny wdruk. Przyswoimy sobie postawę "do tyłu" - na wycofanie. Będziemy postrzegać świat jako obcy i niebezpieczny, będziemy widzieć tylko złych ludzi. Raz wdrukowany obwód przetrwania biologicznego stanowi bazę dla naszego przyszłego rozwoju. W skrajnych przypadkach następuje powrót do tej fazy po zażyciu morfiny lub produktów opiatopochodnych. Z tej również przyczyny Freud twierdził, iż narkomania jest wyrazem potrzeby powrotu do łona matki.

Każdy z nas, kto choć trochę obcował z dziećmi, dobrze wie, iż poważnym elementem polityki pędraków są roszczenia terytorialne. Dziecko, gdy wstaje na nogi, zaczyna postrzegać świat w kategoriach "góra-dół". Rozpoczyna identyfikować się z ojcem i rywalizować z innymi pędrakami. O ile pierwszy obwód dotyczył w znacznej mierze naszej konstytucji fizycznej, o tyle teraz dokonuje się budowa naszego szkieletu emocjonalnego. Dlatego też ten drugi obwód nazywa się Obwodem Emocjonalno-Terytorialnym. Wiele zależy od tego, czy w tej fazie byliśmy tłumieni, czy też mogliśmy w pełni wyrażać nasze roszczenia. Istotne jest także to, jakie miejsce zajmujemy w grupie rówieśniczej. Jeśli będziemy dominować, otrzymamy pozytywny wdruk tego obwodu, co oznacza, iż wykształcimy wysoką samoocenę. Jeśli będziemy ulegli, otrzymamy negatywny wdruk, a wraz z nim poczucie winy i niską samoocenę. Pierwszy obwód wyznacza naszą postawę wobec innych, drugi obwód wyznacza naszą postawę wobec siebie. Klasyczną używką sprowadzającą nas do poziomu tego obwodu jest alkohol. Gdy jesteśmy pijani, od razu pojawiają się w nas roszczenia terytorialne i chęć dominacji. Podobne reakcje można wywołać w wyniku prania mózgu, jakie dokonuje się w wojsku. Młody żołnierz musi przejść przez szereg inicjacji, które mają mu zakodować, że świat jest zły, a on sam potężny. Wojsko jest w swej istocie taką instytucją reprogramowania ludzkiego.

Nie trzeba chyba wiele udawadniać, że od tych pierwszych dwóch obwodów zależą wszelkie zaburzenia emocjonalne i choroby psychiczne. Paranoik postrzega siebie źle i świat źle. Typ psychopatyczny myśli o sobie dobrze, a swoim środowisku źle. Z kolei, melancholik będzie siebie udręczał i szukał pomocy na zewnątrz. Ten ostatni jest z resztą najbardziej częstym klientem psychoterapeutów.

Nastolatek zazwyczaj nie musi już więcej walczyć o terytorium. Zdarza się, że wiele osób posiada tylko pierwsze dwa obwody, ale większość w szkole podstawowej przyswają sobie podstawowe zdolności intelektualne i manualne. Od tego czy środowisko, w którym przebywamy, wymagać będzie od nas zręczności umysłowej i manualnej, zależeć będzie pozytywny lub negatywny wdruk Obwodu Manipulacji Symbolicznej. Krótko mówiąc, myślimy tu o inteligencji. W "bystrym" środowisku nastolatek rozwija umiejętności techniczne i inteligencję. Gdy mu takiego środowiska brakuje, pojawia się w nim pewien niedobór umysłowy. Powiada się, iż specyficznymi narkotykami sprowadzającymi do tego obwodu są amfetamina i kokaina. Dlatego wielu nieświadomych licealistów sięga po nie przed egzaminami, w nadziei na osiągnięcie lepszych wyników. Wpływ ich jest jednak iluzoryczny i co najwyżej tymczasowy. Umysł cechuje się swoistą polityką dążenia do równowagi energetycznej. Przypływ energii po narkotyku zawsze odbywa się kosztem upływu energii, gdy narkotyk przestanie działać.

Nastolatek jest już w pełni ukształtowanym fizycznie, emocjonalnie i umysłowo człowiekiem. Brakuje mu tylko jednego - funkcji społecznej. Każdy eko-system zapewnia sobie przetrwanie jedynie dzięki reprodukcji, a w społeczności ludzkiej jest ona obwarowana szczególnymi ceremoniami i regułami, których łamanie wiąże się z potępieniem. Gdy pierwsze hormony seksualne dostają się do krwioobiegu, mówi się, że dojrzewamy. Dojrzewaniu płciowemu towarzyszy dojrzewanie społeczne. Pierwsze kontakty seksualne lub związki uczuciowe wyznaczają nasze przyszłe zachowania seksualne. Wraz z wyborem opcji seksualnej wybieramy pewien rodzaj moralności. Moralność nie jest bowiem niczym więcej jak kanonem zachowywania się w społeczeństwie. Onegdaj sądzono, że tzw. dewiacje seksualne wiążą się z genetycznym upośledzeniem. Tymczasem, badania Mastersa i Johnsona wykazały, że rozmaite fetyszyzmy, sadomasochizm i homoseksualizm wiążą się właśnie z naszymi pierwszymi doświadczeniami seksualnymi. Raz wdrukowany Obwód Społeczno-Seksualny decyduje o tym, w jaki sposób się kochamy i o tym, jaki jest nasz stosunek do obyczajów społecznych.

Powyższe cztery obwody występują w rozmaitej barwie u większości ludzi. Timothy Leary nazywa je grawitacyjnymi, gdyż wiążą się one bezpośrednio z naszą egzystencją na planecie Ziemia. Znane są jednak przypadki przekraczania grawitacji ziemskiej. Świadczą o tym lewitujący jogini, ludzie doświadczający stanów wyjścia z ciała, a także mistycy i założyciele wielkich religii, którym udało się dotrzeć do Wyższej Jaźni. Co więcej, istnieją specyficzne techniki, które pozwalają te stany osiągnąć. Oznacza to, że każdy z nas może wykroczyć poza cztery potoczne obwody i o tym mówi Leary, postulując zgłębianie czterech dalszych obwodów neurologicznych. Piąty obwód neurologiczny Leary nazywa Obwodem Neurosomatycznym. Na tym poziomie stajemy się świadomi swojego ciała. Możemy się w nie wsłuchiwać i kierować jego rozwojem. Różne tradycje podają rozmaite techniki świadomości ciała. Do najbardziej znanych należy pranajama, czyli jogiczna metoda oddychania. Oddech jest tym, co ożywia ciało. Jego opanowanie tożsame jest z opanowaniem ciała, a wtedy możliwe się staje samouzdrawianie, czy też przebywanie w stanie wiecznej rozkoszy. Pozytywny wdruk tego obwodu charakteryzuje się właśnie błogością i ekstazą, negatywny - chorobami psychosomatycznymi, dreszczami, hipochondrią. Specyficznym psychodelikiem dającym namiastkę tego obwodu jest marihuana.

Świadomość ciała jest tylko wstępem do obcowania ze światem archetypów. Bogowie i demony wypełniają świat, gdy wdrukujemy sobie Obwód Neurogenetyczny. Wyzwalają go długotrwałe ćwiczenia Radża Jogi, głęboka psychoterapia oraz LSD. Bardzo często dochodzi do spontanicznego wdrukowania tego obwodu. Wiele osób przeżywa stany komunikowania się z bogami. Na tym poziomie zachodzą także wspomnienia reinkarnacyjne. Leary tłumaczy to w ten sposób, iż bogowie i demony to postacie ze słownika, jakim się posługuje DNA, komunikując się z nami za pośrednictwem kwasu rybonukleinowego. Obwód Neurogenetyczny daje nam zatem możliwość poznawania potencjału naszej przyszłości zapisanej w kodzie genetycznym. Wydawałoby się, że ponad światem bogów już nic nie może się znajdować. A jednak w głębokiej medytacji można dojść do takiego stanu, gdy znikają też bogowie, albowiem podmiot medytacji (czyli my) i przedmiot medytacji stają się jednym. Taki stan buddyści zen nazywają Nie-Umysłem, gnostycy Duszą, a hinduiści Sziwa-Darszaną. Odkrywamy, że sami jesteśmy panami swojej rzeczywistości. Możemy rozmawiać ze swoim kodem genetycznym i zmieniać go wedle własnej Woli. Niemniej jednak zdarza się to nielicznym, takim jak Budda, Lao-Tsy, Jezus Chrystus czy Aleister Crowley. Obwód ten Leary nazywa Obwodem Metaprogramowania.

Jest jeszcze ostatni poziom - Obwód Kwantowy. Teoremat Bella w fizyce wykazał, że wszechświat jest zbiorem informacji, do którego każdy z nas może mieć dostęp, a postrzeganie czasu i przestrzeni jest tylko złudzeniem. W istocie zawsze jesteśmy tu i tam, znajdujemy się równocześnie w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Stąd biorą się fenomeny telepatii, czy też nagłego przemieszczania się w przestrzeni. Prawdopodobnie, od odkrycia tego obwodu zależeć będą także podróże w czasie. Wydaje się, że nie jest to takie odległe. Przypadki telepatii należą nadal do wyjątków, ale ludzie coraz bardziej interesują się rozwijaniem swoich mocy.

Leary uważał, że obowiązkiem gatunku ludzkiego jest dążenie do aktywizacji tych obwodów. Twierdził, że tylko dzięki wykorzystaniu ukrytych mocy umysłu możliwe się stanie rozwiązanie kryzysu ekologicznego, w jakim znalazła się Ziemia. Ludzie powinni dążyć do rozwijania nowych sposobów komunikacji. Jest w końcu oczywiste, że telepatia jest bardziej energooszczędna od telefonii.

Po ogłoszeniu koncepcji Ośmiu Obwodów Neurologicznych, Leary zaangażował się w rozmaite projekty polepszania życia ludzkiego. Współpracował z "immortalistami" - naukowcami pracującymi nad sposobami przedłużania życia ludzkiego. Gorąco popierał projekty stacji kosmicznych. W latach osiemdziesiątych skoncentrował swoją energię na tworzeniu programów komputerowych, służących rozwojowi inteligencji. Jego dom w Beverly Hills stał się przystanią dla młodych naukowców i informatyków. Na początku 1995 roku wysłałem do niego list, z propozycją tłumaczenia jego książek na język polski. Nie wiedziałem, że już wtedy był śmiertelnie chory na raka prostaty. O śmierci go czekającej wypowiadał się spokojnie, a nawet z uśmiechem. Uważał, że może być to bardzo ciekawy eksperyment. Chciał celebrować moment swojej śmierci i nagrać go na video. Wreszcie, nadszedł ten czas. 31 V 1996 roku, w pełnię księżyca, odbyła się ostatnia podróż profesora Timothy'ego Leary. Towarzyszyli mu w niej liczni przyjaciele. Jego ostatnim życzeniem było, by jego zwłoki posłano w kosmos. I słowo stało się ciałem. W następnym roku jego prochy wystrzelono w kosmos. Timothy Leary poleciał ku gwiazdom, na należne sobie miejsce.

Polityka Ekstazy powstała pod koniec radosnych lat 1960-tych, kiedy młode pokolenie młodzieży amerykańskiej budowało swój raj na Ziemi, a młodzież z Francji domagała się respektowania swoich praw. Jest to dzieło wyjątkowe, nie tylko ze względu na otwartość, z jaką wypowiada się entuzjastycznie o substancjach chemicznych obłożonych społeczną anatemą, lecz również przez sam fakt stanowienia żywego zapisu uczuć, przekonań i myśli kontrkultury. W czasach współczesnych, na przełomie wieków optymizm Learyego wydaje się nieco przesadzony. Pozostaje jednak ważną wskazówką, że można żyć inaczej niż się to wydaje "moralnej większości" i że można zachować humor nawet wtedy, gdy jest się wyszydzanym i prześladowanym. Timothy Leary potwierdzał to nie tylko dziełem, lecz i czynem.

Pozostaje jeszcze kwestia psychodelików, które w Polityce Ekstazy odgrywają pierwszoplanową rolę. W systemach demokratycznych istotom ludzkim mającym ukończony 18 rok życia gwarantuje się wolność słowa, wyznania, zrzeszania się i przemieszczania. Pozostaje wszak jedna swoboda, o której zapomina się, bądź świadomie milczy - wolność świadomości, swoboda postępowania ze swoim umysłem, w sposób, który uznaje się za słuszny. Ta wolność nieustannie łamana jest w majestacie prawa. Z tej wolności szydzą ludzie władzy i koncerny tytoniowe. Ta wolność ukrywa się w niszach, lecz czasem nie może już dłużej i wybucha, jak w latach 60-tych.

Tej właśnie swobodzie poświęcona jest ta książka.

Dariusz Misiuna 

 


Michaił Bułhakow- "Mistrz i Małgorzata"- problematyka

Czas i miejsce akcji „Mistrza i Małgorzaty"

Czas akcji ująć można trójwymiarowo: teraźniejszość - czas współczesny autorowi powieści - lata trzydzieste XX wieku w Związku Radzieckim, czas historyczny (przeszły) - lata panowania Cezara Tyberiusza i rządy jego namiestnika w Jeruszalaim - Jerozolimie, Poncjusza Piłata (lata 26 - 36 n.e.) i bezczas - „zawieszenie" czasowe - godzina dwunasta na balu u szatana trwa w nieskończoność - „Do północy zostało najwyżej dziesięć sekund - powiedział Korowiow - zaraz się zacznie.
Małgorzacie wydało się, że te sekundy ciągną się niezwykle długo. Najwyraźniej minęły już i nic się w ogóle nie stało.
(...) usłyszała, ku swemu zdziwieniu, że gdzieś bije północ, która według jej rachuby już dawno minęła. Z ostatnim uderzeniem nie wiedzieć gdzie bijącego zegara cisza opadła na tłumy gości." Miejscem innego wymiaru czasu jest przestrzeń, gdzie, po śmierci w ziemskim świecie, zamieszkują mistrz i Małgorzata.
Czas opowieści o Piłacie, „pomyślany jest jako replika czasu współczesnych wydarzeń „Mistrza i Małgorzaty", obejmuje również trzy dni (tak, jak wydarzenia w Moskwie), przy czym w obu wypadkach Bułhakow z wielkim pietyzmem rejestruje jego upływanie. Bardziej jeszcze wyraziste są analogie w obrębie kreacji przestrzennej. Współczesna Moskwa i starożytne Jeruszalaim posiadają prawie identyczny przestrzenny koloryt: nieznośny upał, burze, światło księżyca itp. Zabiegi takie zmierzają do zlania się obu czasów. Dwa tysiąclecia, jakie minęły od kaźni Jeszui, zostają w ten sposób „unicestwione", a realny czas historyczny przechodzi w „bezczasową rzeczywistość mitu." (określenie E. Mieletinskiego)
Rzecz dzieje się w Moskwie, do której przybywa szatan - Woland wraz ze swoją świtą. Zaprezentowane są poszczególne miejsca stolicy - place: Arbat, Patriarsze Prudy, okolice Kremla i rzeki Moskwy, szpital dla psychicznie chorych oraz szczególnie ważna ulica Sadowa, przy której znajduje się kamienica, a w niej „fatalne" mieszkanie numer pięćdziesiąt. To tu zamieszkiwał nieboszczyk Berlioz, obok niego rezydował Stiopa Lichodiejew i również to lokum obrała za swoją siedzibę diabelska asysta.
Także tutaj odbył się coroczny bal wiosenny urządzany przez szatana: „Małgorzata i jej przewodnik stali już w tym momencie pod drzwiami mieszkania numer pięćdziesiąt. (...) Zaczęli wchodzić po jakichś szerokich schodach, Małgorzacie wydawało się, że schody nigdy się nie skończą." Poza Moskwą w powieści wymieniane są takie miejscowości, jak Jałta, gdzie zostaje wysłany Stiopa Lichodiejew, Kijów, skąd przybywa Maksymilian Andriejewicz Popławski oraz Leningrad, gdzie przed popadnięciem w obłęd ucieka Rimski.
Powieściowi bohaterowie mają niezwykłą moc przenoszenia się z miejsca na miejsce. Małgorzata „podróżuje" na miotle i raz jest w Moskwie, a po chwili w nieznanym, tajemniczym miejscu w pobliżu rzeki, gdzie witają ją wiedźmy: „Małgorzata nadal leciała powoli przez nieznane pustynne okolice, nad wzgórzami usianymi leżącymi wśród ogromnych samotnych sosen wielkimi otoczkami. (...)Wyczuwała bliskość wody, domyślała się, że cel musi być niedaleko."
„Przestrzeń Bułhakowa jest wyraźnie trójpoziomowa: przestworza, ziemia, podziemia. Nie ulega kwestii etyczna wyższość poziomu pierwszego nad pozostałymi dwoma oraz trywialność poziomu ziemskiego. Pośrodku plasują się podziemia, czego dowodzi topos domu - przystani i wymarzona suterena Mistrza w arbackim zaułku." (cyt. za J. Karaś. Proza Michała Bułhakowa. Z zagadnień poetyki., Wrocław 1981.)
Mistrz (jeden z bohaterów) pracuje nad powieścią o Poncjuszu Piłacie, jej fragmenty są przywołane i tworzą dodatkową przestrzeń - historyczną, gdy w Jeruszalaim namiestnikiem był właśnie Piłat z Pontu.
Jerozolima - od 30 czerwca 1980 roku, kiedy to izraelski parlament Kneset uchwalił Podstawowe Prawo Jerozolimskie, uznawana za stolicę Izraela. Społeczność międzynarodowa nie akceptuje niniejszego aktu, w związku z czym ambasady obcych państw znajdują się w Tel Awiwie. Hebrajska nazwa Jerozolimy to Yerushalayim - Jeruszalaim (w powieści Bułhakowa) oznacza Miasto Pokoju.
Świat przedstawiony w powieści „Mistrz i Małgorzata" - realizm i fantastyka

Bułhakow w Mistrzu i Małgorzacie kunsztownie połączył ze sobą realizm i fantastykę, a także odwołał się do biblijnych motywów. Te dwa sposoby ujmowania rzeczywistości nie kolidują ze sobą, wprost przeciwnie, wzajemnie się uzupełniają. Obraz Moskwy lat trzydziestych XX wieku wcale nie jest nierealny, dlatego, że działa w nim irracjonalna „szatańska świta", ale to dzięki jej obecności uwypuklają się wszelkie cechy charakteryzujące społeczeństwo rosyjskie tamtych lat.
Świat realistyczny, w którym rozgrywają się wydarzenia, to czasy współczesne pisarzowi. Bułhakow odzwierciedla panujący wówczas w Związku Radzieckim system totalitarny - stalinizm: podporządkowanie się władzy, całkowita ingerencja państwa w sprawy prywatne społeczeństwa, łapówkarstwo, donosicielstwo, bezpodstawne aresztowania, znikanie „niewygodnych" obywateli lub zamykanie ich w szpitalach dla psychicznie chorych, uprzywilejowanie ludzi władzy, biurokratyzm - wszechobecność dokumentacji, o czym świadczyć może stwierdzenie: „skoro nie ma dokumentu, to nie ma również człowieka." Krytyce autora podlega także środowisko literackie, skupione wokół Massolitu i teatru Varietes. Jest ono pełne zakłamania, uzurpujące głównie dla siebie prawa i przywileje. Realizm - forma artystyczna, metoda twórcza stosowana w wielu kierunkach i prądach literackich, polegająca na wierności świata przedstawionego w stosunku do rzeczywistości obiektywnej np. zademonstrowanie problematyki społecznej ważnej w danym momencie historycznym.
W plan realistyczny wpisany jest ponadto obraz rosyjskiej stolicy jako miasta. Wyodrębnione są charakterystyczne dla Moskwy budowle (Kreml), place (Arbat, Patriarsze Prudy), uliczki (Twerska), restauracje (Gribojedow), instytucje społeczno - kulturalne (teatr Varietes). Po ulicach miasta jeżdżą tramwaje, spacerują przechodnie, nad rzeką wypoczywają obywatele. Stolica tętni życiem. Często opromienia ją słońce i gdyby nie absurd panującego systemu, mogłoby to być całkiem przyjemne miejsce: „Burza przeminęła bez śladu i przerzucona łukiem ponad całą Moskwą trwała na niebie wielobarwna tęcza, piła wodę z rzeki Moskwy. (...) Woland, Korowiow i Behemot siedzieli na czarnych osiodłanych koniach, patrzyli na rozpościerające się za rzeką miasto, całe w rozpryskach słońca, pobłyskującego w tysiącach zwróconych ku zachodowi okien, na piernikowe baszty Nowodziewiczego Monasteru."
Równolegle do świata realistycznego istnieje świat fantastyczny. Oto w ateistycznej Moskwie we własnej osobie zjawia się szatan, który usiłuje przekonać „niedowiarków" do istnienia Boga, bo sam funkcjonuje jako Jego przeczenie. Przybywa wraz ze swoją świtą. Za cel obierają sobie zdemaskowanie zła tkwiącego w ludziach oraz absurdalności, w jakiej przyszło im żyć. To diabeł jest w zasadzie konstruktorem fabuły. Już z pierwszych stron powieści wynika, że to on będzie decydował o losach bohaterów. Na wstępie przepowiada śmierć Berlioza: „Zmierzył Berlioza spojrzeniem, jakby zamierzał uszyć mu garnitur (...) i głośno oznajmił - Utną panu głowę!"
Późniejsze wydarzenia również wynikają z jego inicjatywy: magiczny spektakl w teatrze Varietes, dziwne „przemieszczenia" obywateli, zamieszki w stolicy. W trakcie przedstawienia spadają z sufitu pieniądze: „Wirowały, opór powietrza znosił je na boki, spadały na balkon, do orkiestry i na scenę. Po kilku sekundach rzęsisty deszcz pieniędzy dosięgnął parteru i widzowie zaczęli wyłapywać papierki." Zamieniają się później w bezwartościowe nalepki, etykietki lub kąsającą pszczołę. Kobiety podczas seansu wymieniają starą garderobę na nową. Piękna Hella zachęca damy do bezpłatnego „korzystania" z salonu mód, lecz i cudowna odzież, perfumy, nowe botki znikają równie szybko, jak się pojawiły, a „wystrychnięte na dudka" niewiasty „paradują" po stolicy w samej bieliźnie. Teatralni „czarownicy" wiedzą, kto, gdzie i jaką przechowuje biżuterię, pieniądze, kto potajemnie zdradza małżonkę (przykład Arkadiusza Apołłonowicza) lub małżonka, kto nie płaci alimentów itp.
Nieposłuszni obywatele znikają w niejasnych okolicznościach i zostają przeniesieni w odległe rejony. Warionuchę „ciemne moce" uprowadzają, a następnie zamieniają go w wampira - nawigatora, który swoim wyglądem zastrasza Rimskiego. Stiopa Lichodiejew w tajemniczy sposób „przenosi się" do Jałty. Nikt nie pojmuje, jak to możliwe, by w bardzo krótkim czasie pokonał taką odległość: „Jeżeli założyć, że Stiopa natychmiast po rozmowie popędził na lotnisko i że znalazł się tam, powiedzmy, po pięciu minutach (co, nawiasem mówiąc, jest również nie do pomyślenia), to wynika z tego, że samolot, niezwłocznie po wystartowaniu pokonał ponad tysiąc kilometrów. To znaczy, że osiąga szybkość dwunastu tysięcy kilometrów na godzinę! To jest zupełnie wykluczone, z czego wniosek, że Stiopy nie ma w Jałcie."
Podobnie do ludzi giną dokumenty - świadectwa tożsamości, bez których człowiek nie ma prawa istnieć - „nie ma dokumentu, więc nie ma i człowieka". Tylko „papierki" zaświadczają o jego egzystencji. Znika szpitalna karta choroby mistrza: „Korowiow cisnął historię choroby mistrza do kominka." Gubią się i inne przedmioty, na przykład księga meldunkowa, w której miał figurować niejaki Mogarycz, gdy podstępem przejął mieszkania mistrza: „ (...) Korowiow dmuchnął na stronicę księgi meldunkowej. - Raz - dwa i już go nie ma, i nigdy, proszę zwrócić na to uwagę nie było. A gdyby się ten pański gospodarz zadziwił, to niech mu pan powie, że mu się ten Alojzy przyśnił. Mogarcz? Co znowu za mogarycz? Żaden Mogarycz nigdy nie istniał! - I zasznurowana księga ulotniła się z rąk Korowiowa. - I księga jest już w biurku właściciela domku."
Bohaterowie obdarzeni są wszechwiedzą, doskonale orientują się w przeszłości, znają przyszłość i posiadają moc wpływania na nią, przeobrażania jej. Woland zna czas śmierci barona Meigla, a zabicie go na balu tylko przyspiesza mającą niebawem nastąpić „egzekucję", Wyświadcza tym „przysługę" konfidentowi: „ - Ale, ale baronie - (...) ciągnął Woland, rozeszły się słuchy o pańskiej nadzwyczajnej żądzy wiedzy. (...) złe języki puściły już w obieg takie słowa, jak donosiciel i szpicel. A co jeszcze więcej, są pewne oznaki, świadczące o tym, że nie dalej niż za miesiąc doprowadzi to pana do nader żałosnego końca. Tak więc, aby oszczędzić panu nużącego oczekiwania, postanowiliśmy przyjść mu z pomocą, korzystając z tego, że pan sam się zaprosił do mnie z zamiarem podsłuchania i podpatrzenia wszystkiego, co da się podsłuchać i podpatrzyć."
Korowiow precyzuje na co, gdzie i w jakim czasie umrze kłamliwy bufetowy Fokicz: „Umrze on za dziewięć miesięcy, w przyszłym roku, w lutym, na raka wątroby w klinice Pierwszego Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego na sali numer cztery." Szatan radzi mu, póki czas, czerpać radość z życia, zamiast gromadzić niepotrzebne oszczędności: „Czy nie lepiej wydać ucztę za te dwadzieścia siedem tysięcy, a potem zażyć truciznę i przenieść się na tamten świat przy dźwiękach strun, wśród oszołomionych winem pięknych kobiet i wesołych przyjaciół?"
„Cudowne" - fantastyczne wypadki uwydatniają się w całości dzieła Bułhakowa. Prym w tym zakresie wiedzie „kompania" Wolanda - gdziekolwiek się pojawia, następują nieoczekiwane zdarzenia, wymykające się ludzkiej logice. Czasem nawet czarci asystenci nie muszą pojawiać się osobiście, by sytuacja wymknęła się spod kontroli i pokazała swoje „surrealistyczne", groteskowe oblicze. Wystarczy, że jakiś osobnik miał już do czynienia z którymś z magów. Oto na biurku u profesora Kuźmina, tuż po wyjściu zastraszonego przyszłą wizją śmierci Fokicza, tańczy fokstrota niesforny wróbel, który w dodatku tłucze fotografię i paskudzi na kałamarz: „Kuźmin odwrócił się i zobaczył, że po jego biurku skacze sobie ogromny wróbel. (...) Kiesy profesor przyjrzał mu się, od razu spostrzegł, ze wróbel ten to nie jest zwyczajny wróbel. Obmierzły ptak chromał na lewą łapkę, najwyraźniej wymałpiał się, powłóczył nogą, wybijał synkopy, jednym słowem tańczył fokstrota przy dźwiękach patefonu niczym pijany przy barze, zachowywał się tak po chamsku, jak tylko potrafił, i obelżywie patrzył na profesora."
Obydwa zaprezentowane światy wzajemnie się przenikają, uzupełniają, korespondują ze sobą. Obywatele w realnym świecie „znikają" podobnie do magicznych „czerwońców" i wspaniałych kreacji: „I nagle, przed dwoma laty, w mieszkaniu zaczęły się dziać rzeczy niepojęte - jego mieszkańcy jeden po drugim znikali bez wieści.
Pewnego wolnego od pracy dnia zjawił się w mieszkaniu milicjant, wywołał do przedpokoju drugiego lokatora (którego nazwisko utonęło w niepamięci) i powiedział, że jest on proszony, by wpadł na chwileczkę na komisariat i coś tam podpisał. (...) Jednak nie wrócił nie tylko po dziesięciu minutach, w ogóle nie wrócił już nigdy. Najbardziej zdumiewające jest to, że najwyraźniej wraz z nim przepadł i milicjant."
Moskiewska rzeczywistość, wraz z wpisanym w nią obrazem totalitaryzmu, wydaje się czytelnikowi obłędna, wręcz niewiarygodna. Odbiorca odnosi wrażenie, że nie da się w niej naturalnie, po ludzku, funkcjonować. W zaprezentowanym świecie musi zostać przywrócony ład i porządek. W tym celu zjawia się książę ciemności wraz ze swoją świtą. Jego również przeraża zastana sytuacja społeczno - polityczna. Postaci fantastyczne zaczynają wpływać na świat rzeczywisty. „Kompania" Wolanda stosując „serię" satyrycznych sztuczek, ośmiesza i obnaża nonsensowność realiów, uzmysławia systemowe i obywatelskie zakłamanie - kamuflowaną powszechnie hipokryzję.
„Ludzie kulturalni podzielali pogląd prowadzących śledztwo - była to robota szajki hipnotyzerów i brzuchomówców, którzy doszli w swoim rzemiośle do perfekcji. - w ten sposób postrzegano niezwykłe poczynania diabelskiej asysty. Nikt nie chciał wierzyć, że to, co zdarzyło się w stolicy, miało jakikolwiek związek z „siłami nieczystymi". Diabeł przecież nie mógł istnieć - to było zbyt nieracjonalne i niewiarygodne. Niezwykły spektakl w Varietes odebrano jako przejaw zbiorowej hipnozy, a niektórzy widzowie - Arkadiusz Apołłonowicz i konferansjer - Żorż Bengalski wręcz domagali się, by magicy ujawnili wykorzystane „tricki".
W treści utworu fantastyka uwydatnia się poprzez wprowadzenie postaci diabłów, wiedźm, magicznych przedmiotów (latające miotły, cudowny krem Azazella, „plastyczny" globus Wolanda) i wydarzeń wymykających się sferze rozumu, logiki. Fantastyka - utwory literackie o dominujących elementach czerpanych z fantazji, właściwości przedmiotów i zjawisk przedstawionych, które uznajemy za zmyślone, ponieważ nie są zgodne z naszym doświadczeniem, wiedzą i odczuciem prawdopodobieństwa.
Asystenci Wolanda mają nietypowy wygląd: jegomość z pękniętym binoklem - Korowiow, osobnik z kłem - Azazello, naga i ruda pannica z blizną na szyi - Hella, ogromny kocur mówiący ludzkim głosem - Behemot i sam Woland, którego trudno opisać. Tej postaci przyporządkowywano kilka rysopisów: „(...) pierwszy z nich stwierdza, że człowiek ów był niskiego wzrostu, miał złote zęby i utykał na prawą nogę. Drugi zaś twierdzi, że człowiek ten był wręcz olbrzymem, koronki na jego zębach były z platyny, a utykał na lewa nogę. Trzeci oznajmia lakonicznie, że wymieniony osobnik nie miał żadnych znaków szczególnych."
Na „czarodziejskim" przedstawieniu wyraźnie widać interferencję światów: fantastycznego i rzeczywistego. Mieszkańcy Moskwy licznie przybywają, by obejrzeć „nieziemskie" działania tajemniczych „czarowników". Pragną obejrzeć grę „nadprzyrodzonych mocy", sami jednocześnie nie wierząc w możliwość ich istnienia. Traktują całość spektaklu jako wyborną zabawę ze świetnie przygotowanymi aktorami, ale nie całkiem przypadkiem stają się ofiarami owych magicznych aktorów. Ci odkrywają przed nimi, ukrytą za kurtyną kłamstewek, realną osobowość. Przedstawienie powoduje zamieszki w mieście, bo pieniądze okazują się fałszywkami - bezwartościowymi papierkami, a cudowne stroje znikają. Panie, zakrywając się wstydliwie, paradują po mieście w samej bieliźnie. Przy okazji wychodzą na jaw tajemnice uczestników - widzów: romanse, niezapłacone rachunki. W dodatku znika gdzieś personel administracyjny Varietes, niektórzy mieszkańcy stolicy (baron Meigel), ginie ucięta głowa Berlioza.
W powieści Bułhakowa Małgorzata jako wiedźma lata na miotle, podróżuje samochodem z gawronem jako kierowcą, kąpie się we krwi, namaszcza się cudownym odmładzającym kremem. Bohaterowie zamieniają się w duchy, wampiry itp. Najbardziej fantastycznym i ekscytującym wydarzeniem jest pełen przepychu bal u szatana. Na nim nie ma rzeczy niemożliwych. W pomieszczeniach z piątego wymiaru, zdobnych kolumnami, tryskają fontanny alkoholu, grają orkiestry pod batutą najznamienitszych dyrygentów (J. Strauss), goście przybywają z zaświatów, ale mimo że wyłaniają się z piekielnej czeluści, wyglądają stosownie do okoliczności: mężczyźni są we frakach, a kobiety nago przybrane w ozdobne kapelusze i w pantofelkach na nogach. Każdy z nich za życia musiał wsławić się jakimś niecnym uczynkiem: „W następnej sali nie było kolumn, zamiast nich po jednej stronie stała ściana czerwonych, różowych i mlecznobiałych róż, a po drugiej - ściana dubeltowych japońskich kamelii. Między tymi dwiema ścianami biły już z pluskiem fontanny i szampan pienił się bąbelkami w trzech basenach, z których pierwszy był przezroczysty i fioletowy, drugi rubinowy, a trzeci z kryształu. Wśród tych basenów kręcili się Murzyni w jasnoczerwonych turbanach i srebrnymi czerpakami napełniali z basenów płaskie puchary." Całokształt uroczystości przywołuje na myśl noc Walpurgi. Noc Walpurgii - mitologia nordycka tłumaczy ją jako noc zmarłych i złych duchów. Kojarzona jest najczęściej z sabatem czarownic odbywającym się na górze Brocken nocą z 30 kwietnia na 1 maja. Nazwa wywodzi się od kanonizowanej zakonnicy - świętej Walpurgii, która pomagała świętemu Bonifacemu nawracać Niemcy na chrześcijaństwo. Zginęła w 777 roku. Nie wiadomo dlaczego, paradoksalnie, połączono zloty wiedźm z imieniem świętej. Był to czas szatana. Motyw nocy Walpurgii wykorzystał, prócz Bułhakowa, Goethe w „Fauście". Doktor Faust na noc Walpurgii udaje się w towarzystwie Mefistofelesa, który zwie siebie kawalerem Volandem. Zewsząd otaczają przybyłych czarownice i tajemnicze głosy. Faust mówi:„ (...) Już żary widzę, dym się ściele./Tam do szatana rzesze dążą,/Tam się niejedne zagadki rozwiążą." (...)
Kontrastowy do diabelskiego balu jest opis balu w Gribojedowie. Tu brak już przestronnych pomieszczeń, szampan nie leje się strumieniami, a tancerze to znudzeni i przepoceni literaci. Muzyka nie komponuje się z całością atmosfery, jest ogłuszająca, przeraźliwa, czasem nie do zniesienia. „Również dokładnie o północy w pierwszej z owych sal coś gruchnęło, zadzwoniło, potoczyło się i zadygotało. Tak zagrzmiał słynny jazzband Gribojedowa. (...) Pokryte kropelkami potu twarze zajaśniały, wydawało się, jak gdyby ożyły wymalowane na suficie konie, lamp jak gdyby zaświeciły jaśniej i nagle obie sale poszły w tany, jakby się zerwały z łańcucha, a za nimi poszła w tany i weranda. (...) tańczył jakiś wiekowy staruszek z brodą, w którą wplątało się źdźbło szczypiorku, tańczyła z nim leciwa, zżerana przez anemię dziewczynina w wygniecionej sukieneczce z pogniecionego jedwabiu. Zlani potem kelnerzy nieśli ponad głowami spotniałe kufle piwa, krzyczeli ochryple, z nienawiścią: „Najmocniej przepraszam, obywatelu!"
Na tle wszelkich poczynań mających za cel zdemaskowanie panoszącego się zła i absurdu, ukazana zostaje miłość dwojga nieszczęśliwych ludzi: mistrza i Małgorzaty. Ich uczucie zdolne jest przetrwać wszystko. Zakochani pokonują wszelkie bariery, niemały jest tu wpływ władcy piekieł, który staje się orędownikiem miłości. Miłość mistrza i Małgorzaty wyobraża pragnienia każdego człowieka. Wydaje się być tak doskonała i szczera, że niemal ociera się o fantastykę.
Z powieści tworzonej przez mistrza wyłania się niezwykły portret piątego procuratora Judei - Poncjusza Piłata. Jest to fikcyjny obraz realnej osoby, ale w swoim zarysie niemal autentyczny. Wielki hegemon nie dostrzega w skazanym Jeszui żadnej winy i pragnie go ułaskawić. Widzi w nim jedynie nieszkodliwego obłąkanego filozofa, lekarza, który potrafi załagodzić dręczący go ból głowy. Ha - Nocri jest dla niego uosobieniem inteligencji. Nawet w snach, kiedy kaźń stała się faktem, widzi siebie i skazańca na wspólnym spacerze i dysputach: „I procurator, skoro tylko stracił kontakt z otaczającą rzeczywistością, zaraz ruszył po owej jaśniejącej ścieżce i poszedł nią ku górze - wprost na księżyc. Aż się roześmiał przez sen, uszczęśliwiony, że tak piękne i niepowtarzalne było wszystko na tej przejrzystej, niebieskiej drodze. Szedł, towarzyszył mu Banga, a obok kroczył wędrowny filozof. Dyskutowali o czymś niezmiernie ważnym i niezmiernie skomplikowanym, ale żaden z nich nie mógł przekonać drugiego. Nie mieli żadnych wspólnych poglądów, co czyniło ich dyskusję szczególnie interesującą i sprawiało, że mogła się ciągnąć w nieskończoność. Dzisiejsza kaźń, oczywista, okazała się nieporozumieniem; filozof, który wymyślił coś tak nieprawdopodobnie niedorzecznego, jak to, że wszyscy ludzie są dobrzy, szedł tuż obok, a zatem żył. I, oczywiście, strach nawet pomyśleć, że człowiek taki jak on mógłby zostać stracony. Nie było kaźni! Nie było! Oto w czym urok tej wędrówki po drabinie księżyca."
Jednak nawet wielki hegemon podlega władzy innych: cezarowi. Jego woli musi się podporządkować, dostosowuje się także do decyzji Sanhedrynu, która to instytucja, obawiając się buntowników, staje w obronie swojej religii (judaizm) i decyduje wydać Jeszuę na śmierć. Nie zgadza się z tym Poncjusz Piłat, ale nie ma wyboru. Arcykapłani gotowi są „donieść" na niego i oskarżyć go o nieposłuszeństwo przed cezarem Tyberiuszem: „Usłyszy nas i wysłucha wszechpotężny Cezar i obroni przed prześladowcą Piłatem."
Ta „biblijna" analogia wiąże się z problemem władzy - komunizmu w Związku Radzieckim lat trzydziestych XX wieku. Połączenie trzech sfer: biblijnej, fantastycznej i rzeczywistej posłużyło autorowi między innymi w celu zobrazowania uniwersalnej problematyki władzy i rządów. I żadna z tych sfer nie pozostaje autonomiczna w utworze. Wszystkie łączą się ze sobą, ukazując beznadziejność panującego systemu, wskazując istotne wartości, dylematy społeczno - moralno - filozoficzne i nakreślając obraz świata, w którym magia przenika rzeczywistość, bo ta stała się tak niedorzeczna, że może wydawać się diaboliczną sztuczką.

Główne wątki „Mistrza i Małgorzaty"

1. Rzeczywistość rosyjska objęta ustrojem totalitarnym.
Moskwa przedstawiona przez Bułhakowa symbolizuje państwo ateistyczne, podporządkowane jednej władzy. Warstwy rządzące posiadają specjalne przywileje, one nadzorują i kontrolują wszelkie sfery życia. Panuje cenzura, łapówkarstwo, biurokracja. Nie istnieje prywatność. Przykładem może być tutaj Mikołaj Iwanowicz, który zażądał od szatana wydania dokumentu poświadczającego o jego obecności na diabelskim balu:
„ - Bardzo proszę o wydanie mi zaświadczenia - tocząc dzikim wzrokiem, powiedział wielkim naciskiem Mikołaj Iwanowicz - zaświadczenia, gdzie spędziłem dzisiejszą noc.
- W celu okazania komu? - surowo zapytał kocur.
- W celu okazania milicji i mojej żonie - stanowczo powiedział Mikołaj Iwanowicz."
Dokument został mu wydany, ale zawarty w nim tekst ośmieszał tego typu formalistyczne procedury: „ - Zaświadcza się niniejszym, że okaziciel niniejszego zaświadczenia, Mikołaj Iwanowicz, spędził wyżej wymieniona noc na balu u szatana, gdzie został zaangażowany jako środek lokomocji (...) wieprz."

Niepodporządkowanie się aparatowi państwa (władzy) wiąże się z poważnymi konsekwencjami, rozwinięty jest system represji: niespodziewane aresztowania, tajne przesłuchania, wywózki, zamykanie obywateli w szpitalach psychiatrycznych. By przywrócić w stolicy porządek i ład, pojawia się szatan wraz ze swoją świtą.

2. „Szatańskie sztuczki" Wolanda i jego świty.
Celem wizyty diabła w stolicy jest zdemaskowanie powszechnie panującego zła i absurdu, oraz obnażenie prawdy o naturze człowieka: „Ludzie są tylko ludźmi. Lubią pieniądze, ale przecież tak było zawsze... Ludzkość lubi pieniądze, z czegokolwiek byłyby zrobione, czy to ze skóry, czy z papieru, z brązu, czy złota. Prawda, są lekkomyślni... No, cóż... Ludzie jak ludzie... w zasadzie są jacy byli, tylko problem mieszkaniowy ma na nich zgubny wpływ..."
Początkowo Woland, jako obcokrajowiec, „spec" od czarnej magii, zjawia się na Patriarszych Prudach, gdzie przerywa dyskusję dwóch ateistów, przytaczając argumenty na istnienie Boga i szatana: „(...) jak człowiek może czymkolwiek kierować, skoro pozbawiony jest nie tylko możliwości planowania na choćby śmiesznie krótki czas, no powiedzmy, na tysiąc lat, ale nie może ponadto ręczyć, co się z nim samym stanie następnego dnia? (...) bo nagle, nie wiedzieć czemu, poślizgnie się i wpadnie pod tramwaj! Czy naprawdę uważa pan, że ten człowiek sam tak sobą pokierował? Czy nie słuszniej byłoby uznać, że pokierował nim ktoś zupełnie inny? (...) na pożegnanie błagam pana, niech pan uwierzy chociaż w to, że istnieje diabeł. " Przepowiada śmierć Berliozowi, a następnie opowiada niezwykłą historię mającą dowodzić jego obecności na procesie Chrystusa: „ - Rzecz w tym (...), że sam przy tym byłem. Byłem i na tarasie u Poncjusza Piłata, i w ogrodzie, kiedy rozmawiał z Kajfaszem, i na pomoście, oczywiście potajemnie, incognito (...)"
Wraz ze swoimi asystentami - Korowiowem - Fagotem i Behemotem organizuje w teatrze Varietes magiczny spektakl, podczas którego z sufitu lecą pieniądze, damy wymieniają starą garderobę na nową, a konferansjer - Żorż Bengalski z urwaną i na powrót przyprawioną głową „ląduje" w szpitalu dla umysłowo chorych. Przedstawienie powoduje zamieszki w mieście, bo pieniądze okazują się fałszywkami - bezwartościowymi papierkami, a cudowne stroje znikają. Panie, zakrywając się wstydliwie, paradują po mieście w samej bieliźnie. Przy okazji wychodzą na jaw tajemnice uczestników - widzów: romanse, niezapłacone rachunki. W dodatku znika gdzieś personel administracyjny Varietes, niektórzy mieszkańcy stolicy (baron Meigel), ginie ucięta głowa Berlioza.
Szatan organizuje również wiosenny bal pełni księżyca. Przybywają nań licznie wszyscy ci, którzy za życia byli mordercami, zabójcami, kłamcami, słowem - ci, którzy dopuścili się zła. Dzieją się na nim rzeczy niezwykłe i straszne zarazem. Baron Meigel, poczytywany za zdrajcę i denuncjatora, zostaje ukarany za swoje niecne postępki. Jednym strzałem zabija go Azzazello. Krew zabitego służy do toastu. Jest to wyraźna sugestia, że wszelkie zło, popełniane dla celów osobistych, będzie skarcone.
Szatan pomaga odzyskać Małgorzacie jej ukochanego mistrza, a dowcipnisie Korowiow i Behemot „bawią" w mieście, uprzykrzając życie tym, których cechuje podłość, nikczemność, niegodziwość. Demolują wielki magazyn sklepowy dla uprzywilejowanych klientów oraz podpalają restaurację Gribojedowa. Ostatecznie „uciążliwa" świta na czele z Wolandem znika ze stolicy. Zabierają ze sobą parę zakochanych.
Może nie do końca powiodło się przywrócenie dyscypliny w Moskwie, ale wystarczająco udało się przestraszyć i pouczyć niektórych obywateli oraz zwrócić uwagę mieszkańców na nielogiczność i zakłamanie otaczającej ich rzeczywistości.

3. Historia miłości mistrza i Małgorzaty.
Jednym z głównych wątków powieści jest miłość dwojga tytułowych bohaterów. Poznali się przypadkiem, kiedy Małgorzata wyszła na spacer z bukietem kwiatów. Oboje, choć mieli już życiowych partnerów czuli się samotni. Zaczęli się potajemnie spotykać. Małgorzata opiekowała się mistrzem, była pierwszym recenzentem jego powieści. Romans niespodziewanie został przerwany, po odrzuceniu przez krytykę utworu mistrza, zajęciu jego mieszkania przez rzekomego przyjaciela i przeniesieniu bohatera do szpitala psychiatrycznego.
Miłość zwyciężyła dzięki siłom nieczystym. Małgorzata poświęciła się i została królową na balu szatana. Dzięki temu mogła spełnić swoje życzenie - spotkać się z mistrzem. Dzięki wstawiennictwu Jezusa, szatan przeniósł dwoje zakochanych do krainy, w której mogli cieszyć się wiecznym spokojem.

4. Wątek biblijny
W Mistrzu i Małgorzacie mamy do czynienia z powieścią w powieści. Dzieło mistrza, które przytoczone zostaje w utworze przenosi nas do czasów panowania Cezara Tyberiusza i rządów jego namiestnika w Jeruszalaim - Jerozolimie, Poncjusza Piłata (lata 26 - 36 n.e.). Historia była wynikiem zafascynowania mistrza postacią Piłata. Historia była wynikiem zafascynowania mistrza postacią Piłata. W opowieści przedstawia on moment wydania wyroku na Jezusa, jego wykonanie oraz wydarzenia, które zdarzyły się bezpośrednio po śmierci Jeszui Ha - Nocri. Dręczony wyrzutami Poncjusz Piłat rozkazuje zamordować zdrajcę, przez którego zginął Chrystus - Judę z Kiriatu.

Znaczenie tytułu i motta „Mistrza i Małgorzaty"

Tytuł
Mistrz i Małgorzata to tytułowi bohaterowie powieści Michaiła Bułhakowa. Nie poznajemy ich od razu. Sylwetka Małgorzaty zostaje zarysowana w części pierwszej - rozdział trzynasty („Pojawia się bohater") ale jest to zaledwie szkic tej bohaterki, jej imię zostaje zdradzone dopiero w części drugiej - rozdział dziewiętnasty („Małgorzata"). Początkowo jest ona anonimową kobietą, o której opowiada również bezimienny mężczyzna. (cz. I, rozdz. 13) Wcześniej czytelnik zawiera znajomość ze światkiem artystycznym Varietes i świtą Wolanda.
Zilustrowanie uczuć i perypetii miłosnych tej pary stanowi jedną z centralnych osi utworu. Na ich podstawie autor snuje rozważania o naturze i sile miłości. Dzieło tytułowego twórcy, wplecione w powieść (powieść w powieści) dotyka kwestii filozoficznych, etycznych i psychologicznych. Anonimowy mistrz utożsamia to, co racjonalne, naukowe, przypomina po trosze badacza z dzieła Goethego - Fausta (jest przecież pracownikiem naukowym, pracował jako historyk, tłumacz, pisarz):
„ - Jestem mistrzem. - Gość przybrał surowy wygląd i wyciągnął z kieszeni szlafroka nieopisanie brudną czarną czapeczkę, na której wyszyta była żółtym jedwabiem litera „M". (...) - Nie mam już nazwiska (...) Wyrzekłem się go, jak zresztą wszystkiego w tym życiu. Puśćmy to w niepamięć. (...) Z wykształcenia historyk, jeszcze przed dwoma laty pracował w jednym z moskiewskich muzeów, a poza tym zajmował się przekładami."
To jego, już po ponownym spotkaniu Małgorzaty, niepokoją troski bytowe, natomiast ona potrafi być szczęśliwa tylko dzięki miłości, która jest dla niej kwintesencją i motorem życia, motywuje zakochaną kobietę do działania. Zaproszenie na „szatański bal" Małgorzata przyjmuje głównie dlatego, że dostrzega szansę odzyskania ukochanego, o którym wspomniał nalegający Azazello: „ - Jeśli pana dobrze rozumiem, oznacza to, że będę się tam mogła czegoś o nim dowiedzieć?
(...) - Jadę! - z mocą zawołała Małgorzata i chwyciła go za rękę. - Jadę dokąd pan tylko chce!"
Mistrz i Małgorzata symbolizują uczucie idealne, miłość spełnioną, zdolną przezwyciężać wszystkie przeciwności losu, ale tylko dzięki staraniom, wytrwałości, wewnętrznej sile i pragnieniom.


Motto
„... Więc kimże w końcu jesteś?
- Jam częścią tej siły,
Która wiecznie zła pragnąc,
wiecznie czyni dobro."


Motto utworu zostało zaczerpnięte z dzieła Johanna Wolfganga Goethego Faust. Wypowiada je tam diabeł Mefistofeles w obecności „naukowca" - Fausta, któremu w ten sposób przedstawia się, obnażając jednocześnie swoją naturę oraz naturę zła, którego istnienie byłoby nonsensowne, gdyby nie istniało dobro. Istnienie zła potwierdza istnienie dobra, obydwa te pojęcia są ze sobą skorelowane, jako sprzeczność jedno jest „gwarantem" drugiego.
W Mistrzu i Małgorzacie książę ciemności przybywa do ateistycznej Moskwy, by napawać się złem, a to panoszy się wszędzie, przybiera rozmaite kształty i postacie, ma też różne wymiary. Niekiedy nosi „kostium" kłamstwa, innym razem zdrady i donosicielstwa, jest jednocześnie zbytkiem i ubóstwem, ma twarz pijaka i twarz cierpiącej z powodu utraconej miłości kobiety
W stolicy szczęście, dobro i radość gdzieś się „zawieruszyły" lub pozostają w cieniu, prawie niewidoczne. Szatan (Woland), goszcząc w takim miejscu, powinien „czuć się w swoim żywiole", lecz on jest porażony panującym chaosem i postanawia wprowadzić nieco dyscypliny. W ten sposób „zła pragnąc", „czyni dobro", wskazując na zależność tych wartości. Pomaga Małgorzacie odzyskać miłość, którą „zagubiła" w ferworze nieszczęśliwych zdarzeń, gdy w otoczeniu zaczęła triumfować nikczemność. Mistrz odzyskuje skrytykowaną i odrzuconą przez antyreligijne środowisko literackie powieść, a i sam literacki światek zostaje przywrócony do porządku. Mieszkańcy Moskwy poznają prawdę o swojej naturze, ujawnioną podczas spektaklu w Varietes. Utracili gdzieś duchowość i moralność, stali się łapczywi, zakłamani, pazerni. W dodatku całkowicie „zaklimatyzowali się" w absurdalnej moskiewskiej rzeczywistości.
Po zaprowadzeniu względnego ładu świta Wolanda opuszcza „ziemskie piekło", udając się do miejsca, w którym zło nie jest jednowymiarowe (tak jak w Moskwie), bo drugim jego obliczem jest dobro. Panuje tam harmonia, spokój, wszelkie winy zostają przebaczone. To miejsce jest „wieczystą przystanią", dokładnie taką jak Woland - podejrzewaną o zło, a wypełnioną dobrocią.


Obraz Moskwy lat trzydziestych XX wieku - w oparciu o powieść „Mistrz i Małgorzata"

Wizja rosyjskiej stolicy lat trzydziestych jest niezmiernie przygnębiająca. Związek Radziecki to wówczas państwo totalitarne zdominowane przez system komunistyczny (stalinizm). U podłoża tego systemu leży całkowita ignorancja praw człowieka, podporządkowanie jednostki określonej ideologii, brak swobód i praw obywatelskich. Aparat państwowy nadzoruje wszelkie poczynania obywateli, inwigiluje ich, a jego ingerencja zaznacza się w każdej sferze życia.
W powieści Bułhakowa na płaszczyźnie kultury działanie tego systemu symbolizuje zrzeszenie literatów „Massolit". Uprzywilejowana grupa recenzentów - dziennikarzy nie godzi się na wydanie powieści mistrza, ponieważ dzieło zawiera niewłaściwe treści - historię Jezusa i Piłata z Pontu. W kraju programowo ateistycznym nie może ukazać się utwór krzewiący wartości chrześcijańskie, chyba że będzie je negował: „Chodziło o to, że do kolejnego numeru pisma redaktor zamówił antyreligijny poemat. Iwan Bezdomny ów poemat stworzył, i to nadzwyczaj szybko, ale, niestety, utwór jego ani trochę nie usatysfakcjonował redaktora.
Główną osobę poematu, to znaczy Jezusa, Bezdomny odmalował wprawdzie w nad wyraz czarnej tonacji, niemniej jednak cały poemat należało napisać zdaniem redaktora od nowa." Totalitaryzm - jest autokratyczną formą sprawowania rządów opartą na przemocy, zastraszeniu obywateli i wpojeniu im ideologii wiążącej się z interesem państwa. W tym celu stosuje się szeroko rozumianą propagandę z wykorzystaniem środków masowego przekazu i systemu oświaty. Jednostka i wszelkie aspekty życia społecznego zostają podporządkowane ogólnym wyznacznikom narzuconym przez władzę. Nie istnieje wolność słowa, przekonań i żaden przejaw demokracji. Jakiekolwiek przejawy buntu, oporu, odchyleń od norm, tłumione są represjami.
Moskwa wydaje się być miastem, w którym życie przybrało karykaturalną formę. Społeczeństwo ze strachu respektuje narzucone mu normy, wszyscy żyją pod presją, w nieustannym zagrożeniu niespodziewanych aresztowań i wywózek (na Sybir i do łagrów): „Drugi lokator zniknął, o ile pamiętamy, w poniedziałek, a w środę Biełomut jakby się pod ziemię zapadł, co prawda w innych okolicznościach. Rano, jak zwykle, przyjechał po niego samochód, który miał zawieźć go do pracy, i zawiózł, ale z powrotem już nie przywiózł i sam też nie przyjechał."
Łagodniejszą formą jest zamykanie „niewygodnych" obywateli w szpitalach psychiatrycznych. Podejrzanym może być każdy, bo każdy posiada indywidualną kartotekę - dokumentację świadczącą o całym jego życiorysie. Żaden jego aspekt nie umyka kontroli władz: „Jak się wychodzi z klozetu, to trzeba gasić po sobie światło, tyle pani powiem, Pelagio Piotrowna (...), bo jak nie, to wystąpimy, żeby panią wykwaterowali."
Trudna sytuacja społeczno - polityczna zmusza obywateli do nonsensownych zachowań: wzajemnego donosicielstwa, zdrad. W powieści wykorzystuje ten fakt Korowiow, chcąc pozbyć się prezesa spółdzielni: „ - Halo! Uważam za swój obowiązek zawiadomić, że prezes spółdzielni, do której należy dom pod numerem 302 - A na ulicy Sadowej, Nikanor Iwanowicz Bosy, spekuluje walutą. W obecnej chwili w jego mieszkaniu pod numerem trzydzieści pięć w przewodzie wentylacyjnym w ubikacji znajduje się zawinięte w papier gazetowy czterysta dolarów. Mówi Timofiej Kwascow, lokator inkryminowanego domu z mieszkania numer jedenaście. Zaklinam na wszystko o utrzymanie mego nazwiska w tajemnicy, ponieważ obawiam się zemsty przytoczonego wyżej prezesa!"
Podobne przykłady można mnożyć, a potwierdza je „niespokojny" sen Nikanora Iwanowicza. Bohater widzi w nim siebie jako osobę przesłuchiwaną, która publicznie musi przyznać się do przechowywania nielegalnych pieniędzy. Jest to dla niego bardzo upokarzające. Na tej podstawie można wnioskować, że nic, co dotyczy osobistej sfery życia obywateli, nie ujdzie uwagi „wszechobecnego" aparatu władzy. Wszystko jest kontrolowane. Wydawać się może, że nawet sny mieszkańców stolicy podlegają cenzurze. Egzystencja w państwie totalitarnym kojarzy się z koszmarem. Wokół panoszy się łapówkarstwo.
Wartości takie jak przyjaźń tracą na znaczeniu, są praktycznie nierealne, ponieważ nawet bliska osoba może okazać się denuncjatorem i zdrajcą. Doskonały przykład to Alojzy Mogarycz, z którym w momencie ukończenia powieści zaprzyjaźnił się mistrz. Później wyszło na jaw, że znajomy doniósł na niego, iż przechowuje w mieszkaniu nielegalną literaturę. Mistrza „wysiedlono" z jego mieszkania, które zajął ów „przyjaciel".
Prawdziwa miłość musi również rozkwitać w ukryciu. Mistrz i Małgorzata, z obawy odkrycia ich związku, odbywają potajemne schadzki, o których wie służąca Natasza, bo przecież „służące wiedzą wszystko". Na szczęście Natasza jest wierną „podwładną" swej pani.
Powieść ukazuje uprzywilejowanie ludzi władzy (członkowie „Massolitu" i personel administracyjny teatru „Varietes") oraz szeroko rozwiniętą biurokrację. Członkowie „Massolitu" posiadają specjalne legitymacje, dzięki którym otwiera dla nich swe podwoje słynna restauracja Gribojedowa skupiająca elitę intelektualną Moskwy. Ponadto mają wspaniale wyposażone mieszkania w najlepszych punktach miasta (mieszkanie krytyka Łatuńskiego), im należą się długoterminowe urlopy, które mogą spędzać w różnych częściach kraju: „Następnie komuś, kto przypadkiem odwiedził Gribojedowa, zaczynało migać w oczach na widok pstrzących się na orzechowych ciotczynych drzwiach napisów: „Do kolejki po papier można zapisywać się u Poklewkiny", „Kasa", „Repartycje i rozliczenia tekściarzy estradowych"...
„Pełnoterminowe urlopy twórcze od dwu tygodni (opowiadania, nowele) do jednego roku (powieść, trylogia) Jałta, Suuk - Su, Borowoje, Cichisdziri, Machindżauri, Leningrad (Pałac Zimowy). Przed tymi drzwiami była kolejka, ale nie przesadna, najwyżej sto pięćdziesiąt osób."
W mieście istnieją również sklepy dla wybranych, tak jak dobrze zaopatrzony sklep na Rynku Smoleńskim, który, po spaleniu domu na Sadowej odwiedzają Korowiow i Behemot. Na dziale gastronomicznym znajdowały się takie wyroby, jak czekolada i mandarynki, niedostępne szarym obywalelom.
Nieobce ówczesnemu społeczeństwu jest również kombinatorstwo, do czego zresztą zmusza ludzi sytuacja polityczna. Ukazany jest przykład obywatela umiejętnie zamieniającego mieszkania na coraz to większe. Ponadto jedną z charakterystycznych cech narodowościowych jest skłonność do alkoholu, który towarzyszy zabawom, załatwianiu interesów itp. Świetne ilustruje to sylwetka Stiopy Lichodiejewa - dyrektora „Varietes", który na swoim koncie ma liczne pijackie burdy i awantury: „Warionucha tymczasem ciągnął swoją opowieść i im dłużej opowiadał, tym wyraziściej rysował się dyrektorowi długi łańcuch wyskoków i bezeceństw Lichodiejewa, a każde kolejne ogniwo tego łańcucha gorsze było od poprzedniego. Ileż był wart choćby ów pijacki taniec w objęciach telegrafisty na polance przed pocztą w Puszkino, przy dźwiękach katarynki jakiegoś włóczykija! (...)Albo próba wszczęcia bójki z bufetowym w samej „Jałcie"! Rozrzucanie szczypiorku po podłodze w tejże „Jałcie"! Rozbicie ośmiu butelek białego wytrawnego „Aj - Danila". Zdemolowanie licznika szoferowi taksówki, który nie chciał oddać Stiopie kierownicy. (...)"
Moskwa, wyłaniająca się z kart powieści, nie jest przyjemnym do życia miejscem, to raczej obszar zdominowany przez zło, niegodziwość, nikczemność i absurd - miejsce przypominające piekło, choć pewnie nawet tam panuje większy ład i sprawiedliwość, skoro sam diabeł czuje się w obowiązku przywrócić w stolicy porządek.
Problematyka moralno - filozoficzna w „Mistrzu i Małgorzacie"

Kwestia Boga

Zagadnienia etyczno - filozoficzne pojawiają się u Bułhakowa już na wstępie powieści. Na Patriarszych Prudach dwóch mężczyzn wiedzie polemikę na temat Boga. Obydwaj reprezentują poglądy ateistyczne, z tym, że starszy - Michał Aleksandrowicz Berlioz jest do nich bardziej przekonany. Wysuwa czysto racjonalne dowody na nieistnienie Boga i stara się przekonać początkującego poetę - Iwana Bezdomnego, by ponownie napisał poemat dowodzący tezy braku Chrystusa:
„ - Nie ma takiej wschodniej religii, (...) w której dziewica nie zrodziłaby boga. Chrześcijanie nie wymyślili niczego nowego, stwarzając swojego Jezusa, który w rzeczywistości nigdy nie istniał. (...)
- A ty - mówił Berlioz do poety - bardzo dobrze i odpowiednio satyrycznie pokazałeś, na przykład, narodziny Jezusa, syna bożego, ale dowcip polega na tym, że jeszcze przed Jezusem narodziło się całe mnóstwo synów bożych, jak, powiedzmy, fenicki Adonis, frygijski Attis, perski Mitra. A tymczasem, krótko mówiąc, żaden z nich w ogóle się nie narodził, żaden z nich nie istniał, nie istniał także i Jezus. Musisz koniecznie zamiast narodzin Jezusa czy też, powiedzmy, hołdu trzech króli, opisać nonsensowne wieści rozpowszechniane o tym hołdzie. Bo z twego poematu wynika, że Jezus narodził się naprawdę!"
Znienacka przysiada się do nich dziwnie wyglądający cudzoziemiec (Woland), który przysłuchiwał się rozmowie literatów od jakiegoś czasu. Zadziwia go filozofia rozmówców, obydwaj otwarcie przyznają się do ateizmu:
„ - Panowie jesteście ateistami?!
- Tak, jesteśmy ateistami - uśmiechając się, odpowiedział Berlioz (...)"
Ponadto mężczyźni zaświadczają, że przeważająca część mieszkańców ich kraju nie wierzy w Boga: „ - W naszym kraju ateizm nikogo nie dziwi - z uprzejmością dyplomaty powiedział Berlioz. - Znakomita większość ludzi naszego kraju dawno już świadomie przestała wierzyć w bajeczki o Bogu." Wówczas nieznajomy, nawiązując do teologii i filozofii, przypomina im doktryny znanych myślicieli. Odwołuje się do św. Tomasza z Akwinu, który pięcioma argumentami uzasadnił istnienie Boga oraz do teorii Kanta. Pragnie dowieść, że obydwaj pisarze się mylą, kieruje dyskusję na tor filozoficznych rozważań o możliwościach decydowania o swoim losie: „(...) jak człowiek może czymkolwiek kierować, skoro pozbawiony jest nie tylko możliwości planowania na choćby śmiesznie krótki czas, no, powiedzmy, na tysiąc lat, ale nie może ponadto ręczyć za to, co się z nim samym stanie następnego dnia." Wspomina o przypadku i przeznaczeniu, mówi o znikomości człowieka, przemijalności egzystencji, sugeruje niemal, że „łatwiej" jest żyć z Bogiem, niż bez Niego, ponieważ wiara i religia przynoszą wsparcie, dokumentują celowość istnienia, podczas, gdy będąc ateistą nie ma się takich możliwości.
Jako specjalista od czarnej magii, szatan we własnej osobie opowiada literatom o swojej obecności na procesie Chrystusa: „Byłem i na tarasie u Poncjusza Piłata, i w ogrodzie, gdy rozmawiał z Kajfaszem, i na pomoście, oczywiście potajemnie incognito, jeśli tak można powiedzieć (...)" Tym samym stara się udowodnić, że jeżeli istnieje zło i diabeł, to musi istnieć przeciwieństwo - zaprzeczenie tych pojęć, zatem istnienie Boga nie powinno być negowane, a raczej uzasadnione. Przepowiada również tragiczną przyszłości Berlioza (śmierć przez ucięcie głowy), na którą gorliwy ateista, pozbawiony możliwości planowania, nie będzie miał żadnego wpływu. Według „diabelskiego" rozumowania jest to kolejny, siódmy dowód na istnienie Boga. Jest to również kara dla Berlioza, który za propagowanie ateistycznej myśli płaci głową.


Dowody na istnienie Boga
Św. Tomasz z Akwinu wyróżnił pięć tez przemawiających za istnieniem Boga. Dokonał tego, obserwując zjawiska przyrodnicze. Przyjął również, że cała prawda o Bogu jest „ukryta" przed człowiekiem, ale Jego przymioty można rozpoznać, przyglądając się światu. Niektóre z cech Boga mogą być wręcz zaprzeczeniem cech świata.
1.Dowód I (kosmologiczny) - „ruch" - świat się zmienia i jest w ciągłym ruchu, musi zatem istnieć coś, co wprawia go w ruch, czyli Pierwszy Poruszyciel - Bóg.
2.Dowód II (kosmologiczny) - „niesamowitość świata" - nic nie istnieje samo z siebie, a przez to musi istnieć Byt samoistny, od niczego niezależny.
3. Dowód III (kosmologiczny) - „przypadkowość rzeczy" - jeżeli wszystko jest przypadkowe i skończone, musi istnieć Istota konieczna, nieskończona.
4. Dowód IV (moralny) - „różnice w doskonałości" - wśród tworów doskonałych musi istnieć Istota Najdoskonalsza.
5. Dowód V (teologiczny) - „celowość przyrody" - Bóg jako Pierwszy Architekt zaprojektował i stworzył świat doskonały.
Kant poddał w wątpliwość wszystkie dowody na istnienie Boga, ale nie dowiódł tym samym, że Bóg nie istnieje, nie udowodnił również, że istnieje. Nie zaprzeczył ponadto nieśmiertelności duszy i wolności woli. Opowiedział się w tej kwestii po stronie wiary, zwrócił się nie ku rozumowi, ale ku naturalnemu poczuciu człowieka wobec problemów ostatecznych. Napisał: „Musiałem obalić wiedzę, żeby zrobić miejsce dla wiary."
Z podobnego założenia wychodził Blaise Pascal. Ó w myśliciel to twórca tak zwanego zakładu z Bogiem. Uznał on, iż wiara w Boga kalkuluje się: jeżeli wierzymy, a część swojego doczesnego życia poświęcimy modlitwie i czynieniu dobra, i po śmierci okaże się, że Bóg istnieje, to wygrywamy życie wieczne, jeżeli natomiast w życiu doczesnym negujemy byt Boga, nie modląc się i postępując wbrew Boskim nakazom i, po śmierci, istnienie Boga potwierdzi się, będziemy przegrani. Życie wieczne zostanie stracone. Dlatego dużo bardziej „opłaca się" wierzyć. Nie tracimy wiele, a ile możemy zyskać...
Książę ciemności i Berlioz (właściwie jego głowa) spotykają się jeszcze raz, ale już po śmierci ateisty. Dzieje się to na szatańskim balu. Diabeł szydzi wtedy z poglądów literata: „Zawsze był pan zagorzałym głosicielem teorii, według której po odcięciu głowy życie człowieka się urywa, człowiek zamienia się w popiół i odchodzi w niebyt. Miło mi zakomunikować panu w obecności mych gości, aczkolwiek mogą oni posłużyć za dowód prawdziwości zgoła innej teorii, że teoria pańska jest równie solidna, jak błyskotliwa. Zresztą wszystkie teorie są siebie warte. Jest między innymi i taka, że każdemu będzie dane to, w co wierzy. Niech się zatem tak stanie. Pan odchodzi w niebyt, a ja, wznosząc toast za istnienie, z radością spełnię ten kielich, w który pan się przekształci."
W dziele Bułhakowa szatan, paradoksalnie, potwierdza istnienie Boga, zaświadcza o trwaniu dobra i miłosierdzia jako wartości uniwersalnych, siebie jedynie sytuując w opozycji do tych wartości.


Kwestie etyczne „Mistrza i Małgorzaty" - dobro i zło
Najtrafniej problematykę dobra i zła ilustruje spotkanie reprezentantów dwóch przeciwnych światów: wysłannika - „posła" i ucznia Jeszui - Mateusza Lewity oraz Wolanda
„ - Przybyłem do ciebie, duchu zła i władco cieni - odparł przybysz, nieprzyjaźnie patrząc spode łba na Wolanda.
- Skoro przybyłeś do mnie, to dlaczego, mnie nie pozdrowiłeś, były poborco podatków? - surowo powiedział Woland.
- Bo nie życzę ci dobrze, wcale nie chcę, żeby ci się dobrze wiodło - hardo odpowiedział mu przybysz.
- Będziesz się jednak musiał z tym pogodzić - odparł na to Woland i uśmiech wykrzywił mu twarz. - Zaledwieś się zjawił na dachu, a już palnąłeś głupstwo. Chcesz wiedzieć, na czym ono polega? Na intonacji twego głosu. To, co powiedziałeś, powiedziałeś w sposób zdający się świadczyć, że nie uznajesz cieni ani zła. Bądź tak uprzejmy i spróbuj przemyśleć następujący problem - na co by się zdało twoje dobro, gdyby nie istniało zło, i jak by wyglądała ziemia, gdyby z niej zniknęły cienie? Przecież cienie rzucają przedmioty i ludzie. Oto cień mojej szpady. Ale są również cienie drzew i cienie istot żywych. A może chcesz złupić całą kulę ziemską, usuwając z jej powierzchni wszystkie drzewa i wszystko, co żyje, ponieważ masz taką fantazję, żeby się napawać niezmąconą światłością. Jesteś głupi."
Woland zauważa, że istnienie jedynie dobra - „światłości" byłoby niedorzecznością, bo nie dałoby się go dostrzec, trudno byłoby je odróżnić i nazwać, musi zatem istnieć jego przeciwieństwo, kontrast. Tym kontrastem - tłem jest zło. Koncepcja szatana przywodzi na myśl filozofię manicheizmu, której wyznawcą początkowo był sam św. Augustyn, lecz po „przejściu" na chrześcijaństwo, zwalczał ją jako herezję.

Manicheizm - to system filozoficzno - teologiczny stworzony przez Babilończyka Maniego. Łączy ze sobą kilka wyznań, między innymi buddyzm i chrześcijaństwo. Manicheizm uznawał współistnienie pierwiastków: dobra i zła, opierał się na wniosku, że w świecie i również w człowieku toczy się nieustanna walka pomiędzy tymi siłami. Człowiek ze względu na ów dualizm sił, staje się osobowością niespójną, skłonną zarówno do czynienia dobra, jak i zła, w której równie wiele może zasługiwać na podziw, jak i na pogardę.

W powieści Bułhakowa koncepcję „czystego" dobra reprezentuje Jeszua Ha - Nocri - skazaniec przepełniony wiarą w Boga, ludzi, ufnością w prawdę, całkowicie pogodzony ze swoim losem - także w obliczu śmierci. Postawa Jeszui kontrastuje z wylęknionym, poddanym wielkiemu Cezarowi Piłatem, zbuntowanymi przestępcami: Gestasem, Dismasem i Bar Rabanem, zdradliwym Judą, czy nawet samym miastem Jeruszalaim zagrożonym rozlewem krwi. Podobnie kontrastowa wydaje się być idealna miłość mistrza i Małgorzaty, dla której w zakłamanej, pełnej nienawidzących się wzajemnie obywateli Moskwie, trudno znaleźć spokojne miejsce. Na tych przykładach łatwo przedstawić istnienie sił dobra i zła, miłości i nienawiści, kłamstwa i prawdy, przy czym jedno stanowi tło dla drugiego.
Warta przypomnienia jest sylwetka tajemniczego Abaddony. Postać ta pojawia się podczas wizyty Małgorzaty u Wolanda. Małgorzata zauważa wówczas nietypową własność szatana - plastyczny globus, który służy mu jako źródło informacji. Widać na nim terytoria objęte wojną. „Steruje" nimi zagadkowy Abaddona (Apokalipsa św. Jana tłumaczy tę postać jako anioła zagłady, przepaści - księcia czeluści piekielnych). Według samego Wolanda, Abaddonę cechuje poczucie sprawiedliwości, ponieważ w walkach zwykle opowiada się i waży siły pomiędzy obydwie strony, dlatego wszelkie batalie są tak żarliwe i krwawe: „Abaddona jest wyjątkowo obiektywny i jednakowo współczujący obydwom walczącym stronom. Dzięki temu obie strony osiągają zawsze jednakowe wyniki." Bułhakow wyobraża go jako wrażliwą, chudą postać w przerażających ciemnych okularach, których nigdy nie zdejmuje. Nikomu również nie ukazuje się przedwcześnie. Wierząc Apokalipsie, pojawi się dopiero z końcem świata jako piąty anioł:
„Mają nad sobą króla - anioła Czeluści;
imię jego po hebrajsku: ABADDON
a w greckim języku ma imię APOLLYON." (fragment „Pisma świętego", Apokalipsa św. Jana - 9,11)
Jak widać nawet w „świecie piekieł" istnieje pewna „moralność" i porządek, wśród których sprawiedliwość jest podstawą ich utrzymania, co dodatkowo potwierdza koegzystencję dobra i zła. Zło - „Zło to przeciwieństwo dobra (brak dobra, jak uważał święty Augustyn), coś niepożądanego, co nie powinno istnieć, a niezmiennie towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów ludzkości. Natura i pochodzenia zła to wielka niewiadoma. Próbują to wyjaśnić filozofowie wszystkich epok, ta zagadka pozostaje także wielkim tematem literatury, niekiedy wręcz zafascynowanej złem. W niemieckiej filozofii idealistycznej (Kant, Hegel) zło zostało uznane za niezbędne narzędzie rozwoju świata." (M. Chrzanowski. „Szkolny słownik motywów literackich", Warszawa 2003)
Ukryte prawdy o naturze człowieka „Mistrza i Małgorzaty"

Jeszua jest czcicielem teorii o istnieniu dobra i prawdy. Wierzy, że na świecie istnieją wyłącznie szlachetni ludzie: „Na świecie nie ma złych ludzi" - mówi do Piłata, mogą istnieć jedynie ludzie skrzywdzeni, których da się „zawrócić" na drogę cnoty. Piłat wskazuje mu następujący przypadek:
„ - A na przykład centurion Marek, którego nazywają Szczurzą Śmiercią, czy on także jest dobrym człowiekiem?
- Tak - odparł więzień. - Co prawda jest to człowiek nieszczęśliwy. Od czasu kiedy dobrzy ludzie go okaleczyli, stał się okrutny i nieczuły. (...)
- Jestem pewien - zamyśliwszy się, powiedział więzień - że gdyby z nim porozmawiać, zmieniły się z pewnością."
Ha - Nocri ufa każdemu, ponieważ zło nie ma do niego przystępu. Nie podejrzewa o złe zamiary sprytnego Judy, którego nikczemną naturę zna sam Piłat: „Straże wokół ogrodu, straże wokół pałacu, nawet mysz się tu nie prześlizgnie. Nie tylko mysz, nie prześlizgnie się nawet ten, jakże mu tam... ten, z miasta Kiriat. Nawiasem mówiąc, czy znasz go arcykapłanie? Tak, gdyby zdołał się tu dostać ktoś taki, gorzko by pożałował, wierzysz mi, oczywiście, że miałby czego żałować?"
Równie ufnie, niemal naiwnie Jeszua prosi procuratora o uwolnienie, sądzi, że ów jest mądrym i sprawiedliwym człowiekiem: „ - A może byś mnie wypuścił, hegemonie - poprosił nagle więzień i w jego głosie zabrzmiał strach. - Widzę, że chcą mnie zabić." Znacznie większy strach odczuwał wtedy wielki hegemon. Bał się reakcji Cezara Tyberiusza, którego władzy podlegał i mógł surowo ukarać swojego namiestnika, gdyby ten wolno puścił człowieka obrażającego cesarski majestat.
Skazaniec godnie przyjął wydany na niego wyrok. Cierpiał, umierał za wiarę i prawdę, którą głosił: „... runie świątynia starej wiary i powstanie nowa świątynia prawdy. (...) wszelka władza jest gwałtem zadawanym ludziom i że nadejdzie czas, kiedy nie będzie władzy ani cesarskiej, ani żadnej innej. Człowiek wejdzie do królestwa prawdy i sprawiedliwości, w którym niepotrzebna już będzie żadna władza." Inaczej hegemon - wiedział, że postępuje wbrew sobie, boi się, a przez to przeczy własnej naturze, godzi w swoją funkcję, zatwierdzając niesprawiedliwy wyrok. Przypominają o tym fakcie słowa Kajfasza: „Grozisz mi, kiedy został wydany wyrok, który ty sam zatwierdziłeś? Czy być może? Przyzwyczailiśmy się do tego, że procurator rzymski waży słowa, zanim je wypowie."
Karą za tchórzostwo - największą z ludzkich słabości jest życie z wyrzutami sumienia, udręczona psychika i „zwichnięta" osobowość - wewnętrzna, prywatna klęska. Nagrodą za życie zgodne z własnymi przekonaniami, walkę stoczoną w obronie ideałów, miłości, za okazywaną dobroć, szczerość (przykład Małgorzaty i Friedy) jest spokój sumienia, wolność wewnętrzna i radość. Portretuje to scena „zza światów". Oto w skalistej okolicy na ogromnym pustkowiu siedzi samotny człowiek. Obok niego spoczywa ogromny czarny pies o spiczastych uszach. To bohater powieści mistrza - Poncjusz Piłat, którego cierpienia obserwuje sam autor (mistrz), Małgorzata, szatan i jego świta. Woland mówi: „Chciałem ci zatem pokazać twojego bohatera. Prawie od dwóch tysięcy lat siedzi on na tym szczycie i śpi, ale kiedy nadchodzi pełnia księżyca, dręczy go, jak widzisz, bezsenność. (...) Powtarza, że nawet przy księżycu nie może zaznać spokoju i że przyszło mu zagrać niedobrą rolę. Mówi tak samo zawsze, ilekroć nie śpi, a kiedy śpi, śni mu się ciągle to samo - pasmo księżycowego światła, którym chciałby iść i rozmaiwać z więźniem Ha - Nocri, ponieważ, jak utrzymuje, nie zdążył czegoś dopowiedzieć wówczas, dawno temu, czternastego dnia wiosennego miesiąca nisan. Ale, niestety, nie udaje mu się wejść na tę drogę, nikt też do niego nie przychodzi. Więc, cóż robić, musi rozmawiać sam ze sobą. A zresztą, człowiek musi mieć przecież jakieś urozmaicenie, więc swój monolog o księżycu często uzupełnia stwierdzeniem, ze nade wszystko w świecie nienawidzi własnej nieśmiertelności i swej niebywałej sławy. Utrzymuje, że chętnie by się zamienił z obdartym włóczęgą Mateuszem Lewitą."
Małgorzata jest poruszona pośmiertnym losem nieszczęsnego Piłata. Błaga o uwolnienie go, podobnie, jak błagała o przebaczenie dla Friedy. Przywilej „obdarowania" wolnością wiecznego „skazańca" otrzymuje mistrz - twórca dzieła o nim:„Mistrz, który stał nieporuszony i patrzył na siedzącego procuratora, jakby tylko na to czekał. Zwinął dłonie w trąbkę i krzyknął tak, że echo poniosło się po bezludnych i nagich górach.
- Jesteś wolny! Jesteś wolny! On czeka na ciebie!"
Od tej pory Piłat i Jeszua mogą już swobodnie spacerować i prowadzić filozoficzne dysputy, a mistrz i Małgorzata eskortowani przez świtę Wolanda podążają do miejsca przeznaczenie - „wieczystej przystani" - darowanej im w nagrodę za wierność swoim zasadom i walkę stoczoną w obronie miłości.
Pragnąc wskazać ludziom ich wynaturzoną osobowość, Bułhakow „wprowadza" do powieści szatana i jego świtę. Owa asysta pojawia się w Moskwie w momencie, gdy zło dominuje już we wszystkich dziedzinach. Mieszkańcom stolicy nikczemność tak spowszedniała, prawie jej nie zauważają. Wzajemnie na siebie donoszą, okłamują się, robią sobie na złość. Rzeczywistość stała się jednowymiarowa i przybrała karykaturalne oblicze. Diabeł jest przerażony, „wszystko, czego się tkniesz, tego nie ma" - nie ma Boga, co neguje również istnienie samego szatana. Woland na Patriarszych Prudach pyta jednego ze swoich rozmówców - Iwana Bezdomnego:
„ - A diabła też nie ma? (...)
- Diabła też..." - odpowiada zapytany.
Wraz z asystą organizuje pokaz czarnej magii, który obnaża najgorsze ludzkie cechy: chciwość, zakłamanie, pazerność. Gdy z teatralnego sufitu zaczynają lecieć nagle pieniądze („czerwońce") widzowie rzucają się na nie, wyrywają je sobie wzajemnie: „Wznosiły się setki rąk, widzowie patrzyli poprzez papierki na oświetloną scenę i widzieli najprawdziwsze, najautentyczniejsze znaki wodne. Zapach także nie pozostawiał najmniejszej wątpliwości - był to ów niezrównany, najmilszy na świecie zapach świeżo wydrukowanych banknotów. Cały teatr ogarnęła radość, a potem - osłupienie. Zewsząd huczało „czerwońce", „czerwońce", dobiegały okrzyki „ach, ach!" i radosne śmiechy. Ten i ów czołgał się już przy przejściu, macał pod fotelami. Wielu stało na fotelach i łowiło umykające kapryśne papierki. (...) Z balkonu dobiegł głos: „Co łapiesz, co? Mój, do mnie leciał!" i inny głos: „Nie pchaj się, bo jak ja cię popchnę!" Nagle rozległo się plaśnięcie, na balkonie natychmiast ukazała się czapka milicjanta, kogoś wyprowadzono."
Damy zapalczywie przymierzają i wymieniają garderobę, widownia nie oponuje, gdy żartowniś Behemot - Fagot sugeruje, by konferansjerowi Bengalskiemu urwać głowę, dopiero po chwili wzmaga fala litości i głosy protestu. Szatan obserwując zachowanie mieszkańców stolicy, wydaje o nich sąd: „(...) Ludzie są tylko ludźmi. Lubią pieniądze, ale przecież tak było zawsze... Ludzkość lubi pieniądze z czegokolwiek byłyby zrobione, czy to ze skóry, czy z papieru, z brązu, czy złota. Prawda, są lekkomyślni... No, cóż... i miłosierdzie zapuka niekiedy do ich serc..."W kraju podłości nawet diabeł wydaje się dobry.
W świecie zdominowanym przez zło również człowiek staje się zły, przyczynia się do „tworzenia" zła i sam zgadza się na nie - takie przesłanie płynie z dzieła Mistrza i Małgorzaty, należy je zdemaskować i walczyć z nim, by świat stał się choć trochę lepszy. Narzędziem zwalczania nikczemności może być miłość i próby czynienia dobra. Wizja „zaświatów" - życia pozaziemskiego jest u Bułhakowa raczej optymistyczna. Typowe Piekło, kojarzone z okrucieństwem i męczarniami, nie istnieje. Zamiast niego jest spokojny „wieczysty dom", ale mogą do niego wejść ci, którzy „udźwignęli" swój doczesny los, podjęli „ziemski" bunt, pokonali własne słabości i podobnie jak Woland - pragnąc zła, „wiecznie czynili dobro". Piekło - „Piekło, rozumiane jako konkretne miejsce kaźni grzeszników, było przedmiotem licznych utworów literackich epok dawniejszych, przede wszystkim średniowiecza. Późniejsza literatura już w nieporównywalnie mniejszym stopniu chciała mnożyć wstrząsające obrazy piekielnych mąk. Piekło przyjęło wymiar symboliczny, stało się gehenną przeżywana przez ludzi na ziemi, a nie karą wyznaczoną przez Boga. Mówimy o piekle wojny, rasowej i narodowej nienawiści, piekle odrzucenia, samotności, złej rodziny, nałogów, choroby, cierpienia, piekle współczesnego świata oraz piekle, które każdy może stworzyć w swym wnętrzu. (...)" (M. Chrzanowski. „Szkolny słownik motywów literackich", Warszawa 2003)

Michaił Bułhakow - życie i twórczość

 Michaił Afanasjewicz Bułhakow - urodzony w 1891 roku w Kijowie, zmarł w 1940 roku w Moskwie, powieściopisarz, nowelista i dramaturg rosyjski. Jego udziałem stał się los pisarza odrzuconego, skazanego na swoistą śmierć cywilną we własnym kraju - nie mógł się przebić ze swoją twórczością przez gęste sito cenzury, nie mógł również zaprezentować swoich utworów poza granicami Rosji, wchodzącej wówczas w skład Związku Radzieckiego, zwanego też Krajem Rad.
Jego biografię można podzielić na trzy okresy: zdobywanie wykształcenia, czas praktyki lekarskiej i lata twórczości literackiej. Bułhakow kształcił się w miejscu urodzenia - Kijowie. Tu jego ojciec - Afanasij Iwanowicz był profesorem Kijowskiej Akademii Duchownej, prowadził wykłady z teologii - był wybitnym historykiem religii. Chorował i zmarł na nerczycę objawiającą się gwałtownymi bólami głowy i półślepotą. Ta sama choroba dotknęła później Michaiła. Matka pisarza zajmowała się domem i wychowywaniem siedmiorga dzieci.
Bułhakow z wykształcenia był lekarzem. W 1916 roku ukończył medycynę na kijowskim Uniwersytecie św. Włodzimierza. Pracował w szpitalach polowych, podczas wojny domowej uczestniczył w szeregach białej armii w walkach na Kaukazie. Pracował też na wsi pod Smoleńskiem, prowadził prywatną praktykę w Kijowie.
W 1921 roku przeprowadził się do Moskwy i całkowicie poświęcił literaturze. Był już wówczas (od 1913 roku) żonaty z Tatianą Łappą. Małżonkowie zostali zakwaterowani w Moskwie w kamienicy przy ul. Bolszoj Sadowoj 10, w lokalu numer 50. Mieszkanie to kojarzone jest z mieszkaniem numer 50 przy ulicy Sadowej z Mistrza i Małgorzaty. Jako trzydziestoletni mężczyzna borykał się z problemem pracy, było o nią niezmiernie trudno. Został wtedy konferansjerem w małym teatrzyku. Był również urzędnikiem w Komisariacie Oświaty Ludowej, reporterem i felietonistą. Współredagował wydawaną przez Związek Kolejarzy gazetę „Gudok", udzielał się w proradzieckiej prasie emigracyjnej.
W tym czasie - rok 1923 poznał swoją kolejna żonę - Lubow Jewgieniewnę Biełozierską. W latach 1930 - 36 pracował na stanowisku asystenta reżysera MChAT - u - Moskiewskiego Teatru Artstycznego. Stało się tak dzięki interwencji Stalina. Na deskach tego teatru wstawił swoją sztukę „Dni Turbinów" (dramat psychologiczny). Widzowie mogli oglądać ją sezonach 1926 - 29 i kolejno, w latach 1932 - 41. Od 1937 roku był konsultantem literackim w Teatrze Wielkim.
Jako niezależny twórca w państwie totalitarnym podlegał represjom władzy. Nie akceptował rzeczywistości komunistycznej, nie godził się ze zniewoleniem prasy, wydawnictw, teatru. Ujawniał swoją niechęć na kartach literatury, „budując" satyryczne wizje tejże rzeczywistości. W ten sposób oceniał i krytykował. Żył skromnie, tworząc na marginesie obowiązującej komunistycznej literatury, w momencie śmierci oficjalnie przypisywano mu autorstwo jednej sztuki teatralnej. We wrześniu 1929 roku, Bułhakow w liście do Maksyma Gorkiego pisał: „wszystkie moje sztuki zostały zakazane, nikt nie wydrukuje mi ani linijki, żadnej gotowej pracy nie mam, nie otrzymuję ani kopiejki honorarium. Żadna instytucja ani osoba nie odpowiada na moje prośby. Jednym słowem wszystko, co napisałem w ciągu dziesięcioletniej pracy w ZSRR, zostało zniszczone. Pozostaje jeszcze zniszczenie ostatniego - mnie samego." (za: A. Drawicz, Mistrz i diabeł. O Michale Bułhakowie, Kraków 1990)
Jesienią 1939 roku zaczął odczuwać pierwsze oznaki nerczycy. Znając los ojca, wiedział, że pozostało mu pół roku życia. Zmarł 10 marca 1940 roku. Jeszcze w lutym tegoż roku dyktował kolejnej już żonie - Helenie ostatnie fragmenty najznamienitszego z jego utworów Mistrza i Małgorzaty. Jego grób znajduje się na cmentarzu Nowodiewiczym w kwaterze MChAT-u graniczącej z kwaterą Teatru Wielkiego.

  Historia miłości mistrza i Małgorzaty

Mistrz i Małgorzata to para tytułowych bohaterów. Dzieje ich miłości poznajemy dzięki opowieści pewnego pensjonariusza szpitala dla umysłowo chorych. Tą postacią jest sam mistrz.
Poznali się niby przypadkiem na jednej z moskiewskich uliczek. Ona spacerowała, przekonana o bezsensie istnienia. Nie satysfakcjonowało jej dotychczasowe życie. Mimo bogactwa i dobrego, troskliwego męża nie czuła się spełniona emocjonalnie. Tęskniła za prawdziwym uczuciem; „No więc ona mówiła, że wyszła tego dnia z bukietem żółtych kwiatów właśnie po to, bym ją wreszcie odnalazł, i gdyby tak się nie stało, otrułaby się, bo jej życie było pozbawione sensu."
Mistrza poraziła nie tyle uroda dziewczyny, co „niezwykła, niesłychana samotność malująca się w jej oczach." Od tamtej chwili zaczęli widywać się w tajemnicy. Piękna nieznajoma odwiedzała mistrza w jego malutkiej suterenie przy zaułku Arbackim. Skromne mieszkanko wynajmował za pieniądze, które udało mu się wygrać na loterii. Część wygranej powierzył „na przechowanie" ukochanej. Mistrz w tym czasie pisał swoją powieść, której fabuła niezwykle zainteresowała Małgorzatę. Stała się jego osobistą recenzentką. „(...) mówiła, że w tej powieści jest całe jej życie."
Zakochani razem spędzali czas i Małgorzata stała się potajemną żoną mistrza, tak też zaczęła go nazywać: „ przychodziła, natychmiast wkładała fartuch i w wąskim korytarzyku, gdzie był zlew, którego obecność tam z taką dumą podkreślał nieszczęsny chory, zapalała na drewnianym stole prymus i przygotowywała śniadanie, które zjadali następnie przy nakrytym owalnym stole w pierwszym pokoju. Kiedy zrywały się majowe burze, a tuż za oślepłymi okienkami z szumem płynęła ku ściekowi woda, grożąc zalaniem ich ostatniej przystani, zakochani rozpalali w piecu i piekli sobie w popielniku kartofle. (...) W suterenie rozlegały się śmiechy, a drzewa w ogródku po przejściu ulewy gubiły złamane przez wiatr gałązki i białe kiście."
Gdy mistrz ukończył powieść, oddał ją do przepisania, a następnie do recenzji. Te zaś były niepochlebne. Podjęta tematyka nie spodobała się krytykom. Dzieło odrzucono, a pisarz uznał, że jego życie i kariera literacka legły w gruzach. Zaczął chorować, odczuwał dziwne lęki. Ukochana radziła mu wyjazd nad Morze Czarne, ale zrezygnował. Poznał wówczas Alojzego Mogarycza. Zaprzyjaźnili się, lecz była to przyjaźń pozorna.
Wkrótce mistrz zdecydował o spaleniu rękopisu. Fragmenty powieści ocaliła z płomieni Małgorzata. Anonimowi ludzie eksmitowali mistrza z jego sutereny w momencie, kiedy jego ukochana zdecydowała się porzucić męża. Z objawami choroby psychicznej mistrz trafił do szpitala. Pobyt w nim trwał dwa lata. Podejrzewał, że Małgorzata dawno o nim zapomniała i z pewnością już go nie kocha. Pomylił się. Gdy tylko zjawiła się w mieście świta Wolanda, Małgorzata „zaprzedała duszę diabłu", by odzyskać ukochanego. Została wiedźmą i królową na szatańskim balu. Z uległej, kochającej, pięknej kobiety zmieniła się w walczącą o swoje szczęście, zmysłową, energiczną i mściwą czarownicę: zdemolowała mieszkanie publicysty Łatuńskiego, który na łamach prasy znieważył i ośmieszył mistrza; podrapała zdrajcę Alojzego Mogarycza: „ - Popamiętasz wiedźmę, popamiętasz1 - wczepiła się paznokciami w twarz Alojzego Mogarycza."
Wszechpotężny szatan pomógł zakochanym odbudować szczęście, ponadto zabrał ze sobą do innego wymiaru, by tam mogli cieszyć się z odzyskanego uczucia i napawać wiecznym spokojem. Najwyraźniej uznał, że współczesny, pełen absurdu i zakłamania świat, stałby się wrogiem ich miłości: „Popatrz, oto jest już przed tobą twój wieczysty dom, który otrzymałeś w nagrodę. Widzę już okno weneckie i dzikie wino, które wspina się aż pod sam dach. Oto twój dom, oto twój wieczysty dom."


Historia Poncjusza Piłata i Jeszui Ha - Nocri

Mistrz jest autorem powieści o Poncjuszu Piłacie. Jej pierwsze słowa brzmią: „W białym płaszczu z podbiciem koloru krwawnika posuwistym krokiem kawalerzysty wczesnym rankiem czternastego dnia wiosennego miesiąca nisan pod krytą kolumnadę łączącą oba skrzydła pałacu Heroda Wielkiego wyszedł procurator Judei Poncjusz Piłat."
Twórca, zafascynowany sylwetką wielkiego hegemona, postanowił napisać i wydać dzieło o nim. W tym celu, dzięki wygranej na loterii, wynajął w okolicy Arbatu skromne dwupokojowe mieszkanko i rozpoczął pracę nad powieścią. W pracy nad książką pomagała mu ukochana Małgorzata. W stolicy zaczynała się wiosna, szalały majowe burze, potem nadszedł czas nieznośnych upałów, aż w końcu nastała jesień i powieść była skończona. Ostatnie słowa układały się w zdanie: „Tak spotkał świt piętnastego nisana piąty procurator Judei, Poncjusz Piłat."
Pisarz przedstawił w niej niezwykłe portrety dwóch biblijnych postaci: namiestnika Judei - Poncjusza Piłata i Jeszui Ha - Nocri - Jezusa. Obraz Piłata to wizja zagubionego, bezsilnego człowieka, który nie znajduje w sobie dość odwagi, by przeciwstawić się woli arcykapłanów i ludu. Mimo symbolicznego gestu umycia rąk, skazuje na śmierć niewinnego człowieka. „Rzekł do nich Piłat: Zawołali wszyscy: Namiestnik odpowiedział: Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: Piłat widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej wzrasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: A cały lud zawołał: Wówczas uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie." (Ewangelia według świętego Mateusza)
Cierpi z tego powodu, ponieważ postąpił wbrew sobie, zatracił gdzieś silną osobowość i stchórzył. By „wyrównać rachunki" z własnym sumieniem, stara się unicestwić zdrajcę Jezusa. Obmyśla precyzyjny plan zabicia Judy z Kiriatu: „Z raportu, który otrzymałem, wynika, że ktoś z potajemnych przyjaciół Ha - Nocri, oburzony potworną zdradą tego wekslarza, zmawia się ze swoimi kompanami, zamierzając zabić go dzisiejszej nocy, a pieniądze, które otrzymał za to, że zaprzedał tego gamalijczyka, podrzucić arcykapłanowi z notatką: „Zwracam przeklęte pieniądze." (...)
- A jednak zasztyletują go dzisiaj - powtórzył z uporem Piłat. - Mam takie przeczucie, powiadam ci! Nie zdarzyło się jeszcze, żeby przeczucie mnie zawiodło - i grymas wykrzywił twarz procuratora, hegemon ostro zatarł ręce.
- Rozkaz - służbiście powiedział gość, wstał, wyprostował się i nagle zapytał surowo: - A zatem zasztyletują go, hegemonie?
- Tak - odpowiedział Piłat. - Pokładam nadzieję jedynie w twojej zadziwiającej sprawności. (...)
Piłat odwrócił się, uniósł płaszcz, który leżał na tronie za jego plecami, wyjął spod niego skórzany woreczek i podał go gościowi. Ów skłonił się, kiedy ją odbierał, i schował sakiewkę pod płaszczem." Zabójstwo sprzedawczyka jest nieuniknione, i dopiero, gdy zostaje wykonane, Piłat spokojnie zasypia.
Jeszua Ha - Nocri to „zmitologizowana" postać Jezusa. W powieści mistrza, podobnie jak w Biblii, staje on przed wielkim hegemonem, by ten sprawiedliwie orzekł o Jego winie. Jezus - Jeszua jest tu łagodnym, pełnym spokoju i wyrozumiałości mężczyzną, który wierzy w jednego Boga i prawdę, cierpliwie broni swoich poglądów. Nie obwinia nikogo za to, co się stało, nie ma pretensji nawet do zdrajcy - Judy z Kiriatu. Pokłada zaufanie w ludziach, uważa, że wszyscy są dobrzy: „Na świecie nie ma złych ludzi." Naiwnie sądzi, że zaistniała jakaś pomyłka i zwraca się z prośbą do namiestnika o uwolnienie. Zna myśli i uczucia hegemona, wie, że ów cierpi na potworny ból głowy i marzy o szybkim zakończeniu procesu. Piłatowi Jeszua wydaje się człowiekiem niezwykłym, z którym pragnąłby wymieniać poglądy na wspólnych spacerach, a ten leczyłby go z upiornych migren. Ostatecznie poświęca swoje życie za prawdę. Godnie przyjmuje wydany na siebie wyrok, ufając nadal wrodzonej dobroci ludzi, których łagodną naturę może zmieniać jedynie zło świata.
Portrety obydwu postaci są inspirowane tekstami biblijnym, jednak w dziele mistrza zostały znacznie rozwinięte i przetworzone, zwłaszcza w prezentacji uczuć i myśli procuratora. „Dobudowana" została również fabuła dotycząca działań Piłata podjętych na rzecz uśmiercenia zdradliwego Judy.
Powieści mistrza nie zdecydowano się wydać. Treści w niej zawarte zdawały się godzić w przyjęte „dogmaty państwowe". Zabraniała „ujawniać" je cenzura. Wobec tego pisarz stanął niemalże w relacji ze stworzonym przez siebie bohaterem (Jeszuą), stał się mu podobny. Tak jak on musiał cierpieć (spalenie rękopisów, ból psychiczny, lęki) i został ukarany za swoje przekonania (eksmisja i zamknięcie w szpitalu dla psychicznie chorych).
W finale „Mistrza i Małgorzaty" obserwujemy ciekawą interferencję światów: realistycznego, fantastycznego i mitycznego (historycznego, biblijnego). W przestworzach, w innym wymiarze, spotykają się postaci: mistrz, Małgorzata, Woland i jego świta, okrutny procurator Judei - Poncjusz Piłat i Jeszua Ha - Nocri. Mistrz, wykorzystując „prawo twórcy", uwalnia swojego bohatera - Poncjusza Piłata - nieszczęśliwego przez swoją najgorszą ułomność - tchórzostwo. Nieśmiertelny hegemon, „obdarowany" wolnością i ułaskawiony, bo nie dręczą go już wyrzuty sumienia, może wreszcie prowadzić filozoficzne dysputy z wielkim myślicielem. W taki sposób kończy się opowieść mistrza o dwóch postaciach - symbolach.
„(...) wszelka władza jest gwałtem zadanym ludziom i że nadejdzie czas, kiedy nie będzie władzy ani cesarskiej, ani żadnej innej. Człowiek wejdzie do królestwa prawdy i sprawiedliwości, w którym niepotrzebna będzie już żadna władza." - mówił Jeszua, stojąc przed obliczem Piłata. Właściwie te słowa, które uznano za obrazę cesarskiego majestatu, przyczyniły się do skazania go na śmierć. Nawet podlegający cezarowi Tyberiuszowi procurator - reprezentant władzy rzymskiej, nie mógł nic uczynić. Gdyby uniewinnił dziwacznego myśliciela, sam wydałby na siebie wyrok, jak to określił „musiałby zająć miejsce Ha - Nocri", naraziłby się wielkiemu cezarowi, a tego właśnie się obawiał: „ - Czy doprawdy sądzisz, nieszczęsny, że procurator rzymski puści wolno człowieka, który powiedział, to, co ty mówiłeś? O, bogowie! Przypuszczasz może, że mam ochotę zając twoje miejsce? Ja twoich poglądów nie podzielam! (...)"
Wiedział, że Sanherdryn również nie ułaskawi obłąkanego filozofa z powodu głoszonych przez niego teorii, obawy buntu i rozlewu krwi. Miejscowe władze duchownych czuły się w obowiązku bronić swojej religii i opowiedziały się za uwolnieniem przestępcy Bar Rabana. Nie podobało się to procuratorowi, uznał, że Sanhedryn zbytnio „rozszerza" swoje przywileje i niemal „przekracza" kompetencje. Powiedział wtedy do Kajfasza:
„ - Duszno mi! - wyszeptał. - Duszę się! (...)
- (...) to nie dlatego, że jest duszno, ale dlatego Kajfo, że świat stał się dla nas obu za ciasny - zmrużył oczy, uśmiechnął się i dorzucił:
- Strzeż się, arcykapłanie!"
Ostrzegł, że złoży donos na arcykapłana, który także składał skargi na hegemona: „Zbyt często skarżyłeś się na mnie Cezarowi, Kajfo, teraz nadeszła moja godzina! Poleci teraz ode mnie (...) do samego imperatora, wiadomość o tym, jak tu, w Jeruszalaim, bronicie przed śmiercią zatwardziałych buntowników.(...) Przypomnij sobie, że to z waszego powodu musiałem zdjąć ze ściany tarcze z imperatorskimi buńczukami, wysyłać wojska, musiałem, jak widzisz, sam przyjechać, by zobaczyć, co się tu u was wyprawia!" Zapowiedział zemstę i „krwawą" przyszłość: „Zapamiętaj sobie moje słowa, arcykapłanie - niejedną kohortę zobaczysz w Jeruszalaim, o, niejedną! Przyjdzie pod mury miasta cała legia Fulminata, przyjdzie arabska konnica, a wtedy usłyszysz gorzki płacz i narzekania! Przypomnisz sobie wtedy Bar Rabbana, którego uratowałeś, i pożałujesz, żeś posłał na śmierć filozofa głoszącego pokój!"
Spotkanie obydwu reprezentantów władzy: świeckiej: - namiestnika Judei - Piłata i duchownej: arcykapłana Kajfasza, obydwu podlegających „władzy wyższej" - cezarowi Tyberiuszowi kojarzy się z sytuacją w ówczesnym Związku Radzieckim objętym ustrojem totalitarnym, którego to absurd na kartach powieści unaocznił Michaił Bułhakow. Ta swoista analogia wskazuje uniwersalną problematykę władzy, rządów, sprawiedliwości. Władza - „jedna z największych ludzkich namiętności, musiała stać się powszechnym motywem literackim. (...) Chęć utrzymania władzy za każdą cenę i pokusa jej odebrania niejednokrotnie prowadziły do krwawych walk z politycznymi przeciwnikami, zmagań o przewodzenie narodowi, grupie ludzi." Interesująco zagadnienie władzy przedstawił profesor Leszek Kołakowski:
„(...) władzy zlikwidować nie można, można tylko lepszą zastąpić gorszą albo czasem odwrotnie. Nie jest niestety tak, że gdy władzy politycznej nie będzie, wszyscy staną się braćmi; skoro interesy ludzi są skłócone z natury rzeczy, nie z przypadku, skoro niepodobna przeczyć temu, że nosimy w sobie pewne zasoby agresji, skoro potrzeby nasze i zachcianki mogą rosnąć w nieskończoność, to, gdyby instytucje władzy politycznej cudem wyparowały, wynikiem byłoby nie powszechne braterstwo, ale powszechna rzeź." (M. Chrzanowski. „Szkolny słownik motywów literackich", Warszawa 2003)
Od zawsze istnieje pewna hierarchia i zależność, i to właśnie owa zależność - od kogoś „wyższego" rodzi tak wiele nieporozumień i konfliktów.
W Moskwie władzę symbolizuje uprzywilejowane środowisko artystyczne (teatr Varietes i grupa Massolitu). Ono narzuca normy wydawnicze i uzurpuje prawa do wydawanie tekstów. Porządku strzeże wszechobecna milicja. Nieposłuszeństwo wobec władzy i stróżów prawa jest surowo karane: tajemnicze wyjazdy, zniknięcia, długotrwałe leczenie w szpitalach dla umysłowo chorych. Panuje zakaz „przechowywania" waluty, przedmiotów, literatury. Nie może istnieć nic, o czym nie wiedziałby aparat państwowy. Każda dziedzina życia jest kontrolowana. Do tego służą donosy: anonimowe pisma i telefony, dokumenty upoważniające do „istnienia" i mówiące wszystko o każdym. Jest to typowy obraz systemu totalitarnego, a w Związku Radzieckim - stalinizmu - dyktatury - wszechwładzy opartej na tyranii i despotyzmie, gdzie prawa człowieka są pomijane, zwłaszcza prawo do wolności. Stalinizm - system polityczno - ekonomiczny powstały w ZSRR po objęciu władzy przez Józefa Stalina (1929 - 1953 - śmierć Stalina). Opierał się na trzech głównych filarach instytucjonalnych: totalnej dyktaturze, istnieniu jednej partii rządzącej, wprowadzeniu aparatu przymusu i kontroli, którego zadaniem było realizowanie wszelkich decyzji Stalina, z usuwaniem „niewygodnych" obywateli włącznie. Narzędziem jego działania był terror wspierany kultem jednostki i propagandą. W ZSRR położono wówczas nacisk na rozwój przemysłu ciężkiego. Efektem rządów Stalina, który za cel obrał sobie stworzenie imperium, były miliony ofiar w samym Związku Radzieckim i krajach satelickich, wyniszczenie środowiska naturalnego, zniszczenie dorobku kulturalnego wielu narodów, ale przede wszystkim upadek wartości etycznych i degradacja człowieczeństwa.
Kwestię wolności bardzo ciekawie obrazuje scena „uwolnienia" mistrza i Małgorzaty od doczesnego życia i „przeniesienia" pary kochanków do innego wymiaru. Tam niepotrzebna jest już władza, „ani cesarska, ani żadna inna", tam prześladowca (Poncjusz) i skazaniec (Jeszua) odbywają wspólną przechadzkę, swobodnie dzieląc się poglądami, mistrz pisze dzieła i spotyka prawdziwych, nie zakłamanych jak Alojzy Mogarycz, przyjaciół, a Małgorzata jest opiekunką „domowego ogniska": „Wiem, że wieczorem odwiedzą cię ci, których kochasz, którzy cię interesują, ci, co nie zakłócą twojego spokoju."
Obydwie te sceny jaskrawo uwydatniają pragnienia każdego człowieka, nie tylko tego, żyjącego pod presją systemu totalitarnego, czy też pod „patronatem" wielkiego cezara Tyberiusza, ale tego z każdej epoki. Jest to pragnienie wolności, swobody, pokoju. Są one uniwersalne, tak jak uniwersalny jest problem władzy, która mimo że się zmienia, przybiera łagodniejsze formy, dla zachowania ładu społecznego zawsze będzie narzucać pewne ograniczenia. Podobnie zmieniają się i zmieniać się będą „ludzie przy sterze" - „dyktatorzy". Człowiek będzie podlegał regułom i prawom obowiązującym w danym społeczeństwie i niejednokrotnie może się poczuć, jak „skazaniec", ponieważ całkowite „wymknięcie się" kontroli, okaże się niemożliwe - dopóki będzie trwało ludzkie istnienie.


Kompozycja i struktura „Mistrza i Małgorzaty"

Utwór dzieli się na dwie części: część pierwszą i drugą. Każda z nich składa się z rozdziałów, ale nie są one, w momencie rozpoczęcia kolejnej części, numerowane oddzielnie i od początku. Rozdziały są ułożone numerycznie, kolejno - od pierwszego do trzydziestego drugiego, zakończenie stanowi epilog, podsumowujący życie mieszkańców Moskwy już po opuszczeniu stolicy przez diabelską świtę.
Kilka rozdziałów poświęconych jest stylizowanej na opowieść biblijną o Jezusie i Piłacie, historii procesu i śmierci Jeszui Ha - Nocri. Są to rozdziały: drugi - Poncjusz Piłat, szesnasty - Kaźń, dwudziesty piąty - Jak procurator usiłował ocalić Judę z Kiriatu i dwudziesty szósty - Złożenie do grobu. Wymienione fragmenty nie wiążą się może bezpośrednio z prezentowanymi wypadkami w Moskwie z początków XX wieku, ale z pewnością je uzupełniają, tworząc logiczną całość i „ubarwiając" dzieło. Historia Ha - Nocri, podobnie, jak miłość mistrza i Małgorzaty są „równoległą" osią zdarzeń do wypadków moskiewskich, gdzie „działa" fantastyczna „kompania" Wolanda.
Ponadto bohaterowie powieści Bułhakowa, dzięki odpowiedniej narracji, (np. rozdział drugi to „opowieść" Wolanda, a dwudziesty piąty i dwudziesty szósty - to fragmenty powieści mistrza - konstrukcja „powieści w powieści") biorą udział w tworzeniu fabuły. Świadczy to o niekonwencjonalnej strukturze Mistrza i Małgorzaty i dowodzi oryginalności samego Bułhakowa.

Polifoniczność narracji w powieści Bułhakowa

 Bułhakow wykorzystał w swoim dziele kilka „chwytów" narracyjnych: czasem relacjonuje zdarzenia z perspektywy narratora trzecioosobowego, niekiedy „występuje" w pierwszej osobie, oddaje również głos bohaterom powieści - wówczas to oni „przemawiają" jego „pisarskim" głosem. Tekst przepleciony jest wieloma dialogami postaci.
Narrator trzecioosobowy najczęściej prezentuje wydarzenia moskiewskie, z tym, że w niektórych momentach nieco je deformuje, wprowadzając elementy parodii, groteski (karykatury) - czytelnik spotyka się z nim od razu na wstępie: „Kiedy zachodziło właśnie gorące wiosenne słońce, na Patriarszych Prudach zjawiło się dwu obywateli." Wielokrotnie uwydatnia się jego poczucie humoru towarzyszące opisywanym epizodom. „Następnie wyrwał tacę, strącił z niej resztki zrujnowanej przez Behemota czekoladowej wieży Eiffla, machnął tacą, lewą ręką zerwał z cudzoziemca kapelusz, a prawą trzasnął z rozmachem cudzoziemca płazem tacy po łysinie. Rozległ się dźwięk, jaki słychać zazwyczaj, kiedy z ciężarówki zrzucają na jezdnią arkusze blachy. Grubas, blednąc, zatoczył się do tyłu i usiadł w beczkę z kerczeńskimi śledziami, wygniatając gejzer śledziowego sosu."
Bywa, że narrator - autor zwraca się bezpośrednio do czytelnika i wtedy mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową: „Za mną, czytelniku! Któż to ci powiedział, że nie ma już na świecie prawdziwej, wiernej, wiecznej miłości? A niechże wyrwą temu kłamcy jego plugawy język!" Czasem „opowiadacz" utożsamia się z czytelnikiem, przyrównuje do niego - dostosowuje do jego pozycji i wówczas stosuje formę liczby mnogiej typu „my": „Tu musimy odnotować pierwszą osobliwość tego straszliwego majowego wieczoru. (...)"
„Zdradźmy przede wszystkim tajemnicę, której mistrz nie chciał zdradzić Iwanowi. (...)"
Rozdział trzydziesty drugi (cz.2) rozpoczyna zwrotem do bóstw - formą „prozatorskiej" apostrofy: „O, bogowie, o, bogowie moi! Jakże smutna jest wieczorna ziemia! Jakże tajemnicze są opary nad oparzeliskami! Wie o tym ten, kto błądził w takich oparach, kto wiele cierpiał przed śmiercią, kto leciał ponad tą ziemią, dźwigając ciężar ponad siły. Wie o tym ten, kto jest zmęczony. I bez żalu porzuca wtedy mglistą ziemię, jej bagniska i jej rzeki, ze spokojem w sercu powierza się śmierci, wie bowiem, że tylko ona przyniesie mu spokój."
Autor Mistrza i Małgorzaty „udziela głosu" swoim bohaterom. Niektóre rozdziały relacjonują oni. Rozdział drugi (w części pierwszej) pt. Poncjusz Piłat to relacja Wolanda - rzekomego naocznego świadka procesu Chrystus, ale jest to jednocześnie fragment powieści mistrza, której pierwszy akapit cytuje na spotkaniu z Małgorzatą „poseł" Azazello. Ów rozdział rozpoczynają słowa identyczne z tymi, jakie kończą pierwszy - jest to moment, gdy szatan zaczyna snuć swoją opowieść: „W białym płaszczu z podbiciem koloru krwawnika posuwistym krokiem kawalerzysty wczesnym rankiem czternastego dnia wiosennego miesiąca nisan pod krytą kolumnadę łączącą oba skrzydła pałacu Heroda Wielkiego wyszedł procurator Judei Poncjusz Piłat."
Rozdział trzeci (cz. 1) pt. Dowód siódmy rozpoczyna również Woland, kończąc opowieść o Piłacie i dialog z literatami: „ - Tak, była mniej więcej dziesiąta rano, wielce szanowny Iwanie Nikołajewiczu (...)" Rozdział szesnasty (cz,1) pt. Kaźń dotyczący cierpień i śmierci Jeszui na Nagiej Górze jest niejako onirycznym majakiem „uspokojonego" środkami nasennymi pety Iwana Bezdomnego. W tym rozdziale zawarte są „wstawki" - urywki „pergaminowych" zapisków Mateusza Lewity, które także jemu nadają „rangę" narratora:
„Minuty płyną i ja, Mateusz Lewita, jestem na Nagiej Górze, a śmierć nie nadchodzi!"
„Słońce chyli się ku zachodowi, a śmierć nie nadchodzi!"
Rozdziały dwudziesty piąty: Jak procurator usiłował ocalić Judę z Kiriatu i dwudziesty szósty: Złożenie do grobu (cz.2) są fragmentami rękopisów mistrza, które czyta Małgorzata. Autor uczynił tu jednego z fikcyjnych bohaterów tożsamym sobie i „wplótł" jego powieść do swojej, tworząc tym samym konstrukcję „powieści w powieści", przy czym mistrz jest tu również narratorem trzecioosobowym, a jego dzieło napisane jest kunsztownym, bogatym językiem: „Nadeszła świąteczna noc, tańczyły swój balet wieczorne cienie i zmęczonemu procuratorowi przywidziało się zapewne, że ktoś siedzi na pustym tronie. (...)"
Narrator Mistrza i Małgorzaty jest wszechwiedzący i w pewnym momencie „przemyca" do relacji z wydarzeń w Moskwie, w której w tym czasie działa świta Wolanda informacje z powieści o Poncjuszu Piłacie. Widać to dokładnie we fragmencie ilustrującym ostatnie przygody Korowiowa i Behemota w bogato zaopatrzonym sklepie dla uprzywilejowanych : „Ekspedient w czystym białym fartuchu i w granatowej czapeczce obsługiwał liliowego klienta. Ostrym nożem, bardzo podobnym do noża, który ukradł Mateusz Lewita, oddzielał jakby wężową, połyskującą srebrzystą skórę od tłustego, płaczącego, różowego mięsa łososia." Takie kilkuwarstwowe „ułożenie" narracji czyni powieść „wielowymiarową" , a tym samym bardziej interesującą.
Specyfika narracji - utwory narracyjne - „Utwory narracyjne, poprzez wiedzę, którą przynoszą utrzymują porządek publiczny. Powieści osadzone w tradycji świata zachodniego pokazują, jak wybujałe ambicje zostają utemperowane, a pragnienia dostosowane do rzeczywistości społecznej. (...)Utwory narracyjne służą jednakże także jako narzędzie społecznej krytyki. Ukazują miałkość światowych sukcesów, zepsucie świata i niemożność wcielenia w życie najszlachetniejszych ludzkich dążeń. Ukazują nędzne położenie uciśnionych, skłaniające czytelnika, dzięki identyfikacji, do uznawania pewnych sytuacji za nie do zniesienia." Rozpatrując kwestię narracji w utworach literackich, należy brać pod uwagę dwa stanowiska: narracji jako struktury retorycznej, dającej czytelnikowi złudzenie przenikliwości osądu oraz narracji jako narzędzia, którym dysponujemy przy nadawaniu i odczytywaniu sensów. (na podst. J. Culler, Teoria literatury. Bardzo krótkie wprowadzenie, przeł. M. Basaj, Warszawa 1998)
„Mistrz i Małgorzata" jako arcydzieło literatury światowej

Całokształt dzieła Bułhakowa - zobrazowanie sytuacji politycznej na przestrzeni wieków, wprowadzenie dwu planów fabularnych (realizm i fantastyka, przy czym bardziej „nierealny" jest obraz XX - wiecznej Moskwy, a biblijne, dawne Jeruszalaim pulsuje życiem i wyobraża miasto faktyczne), oryginalny układ narracji, elementy wielu gatunków literackich, „urozmaicony" język powieści: mowa potoczna i kunsztowny język literacki (obecny głównie w dziele bohatera - mistrza) zaświadczają o artyzmie Mistrza i Małgorzaty.
Odbiorca odnosi wrażenie, że upływ czasu niczego nie zatarł. W Moskwie, podobnie jak w dawnym Jeruszalaim panuje niemiłosierny, dręczący mieszkańców upał, nastają letnie burze, a światło księżyca wprost fosforyzuje z kart powieści: „Kiedy zachodziło właśnie gorące wiosenne słońce, na Patriarszych Prudach zjawiło się dwu obywateli. (...) Tu musimy odnotować pierwszą osobliwość tego strasznego majowego wieczoru. (...) Choć wydawało się, że nie ma już czym oddychać, choć słońce, rozprażywszy Moskwę, zapadało w gorącym suchym tumanie gdzieś za Sadowoje Kolco - nikt nie przyszedł pod lipy, nikogo nie było na ławkach, aleja była pusta." (upał moskiewski)
„Łańcuch żołnierzy zamykał te procesję, a potem szło ze dwa tysiące gapiów, którzy nie zlękli się piekielnego upału i chcieli zobaczyć ciekawe widowisko. (...) Słońce przepaliło tłum i popędziło go z powrotem do Jeruszalaim. Za łańcuchem dwu centurii rzymskich zostały tylko dwa nie wiedzieć czyje psy, które przybłąkały się na wzgórze." (skwar w Jeruszalaim)
Problemy, trudne do rozwiązania w Jeruszalaim, aktualne są nadal. Skomplikowane zagadki natury ludzkiej ciągle pozostają nierozstrzygnięte. Człowiek nieustannie próbuje ustalić swoją tożsamość. Szuka granic indywidualnego poznania i możliwości. Zagubiony pomiędzy uczuciami a rozumem wielokrotnie odrzuca jedno, przecząc drugiemu. Nie potrafi wypracować „porozumienia" między intuicją a logiką. Czasem życiowe decyzje napawają go lękiem. Nieraz poddaje się czyjejś woli, nie potrafiąc się przeciwstawić, zbuntować. Przeżywa moralny kryzys i wewnętrzny dramat, przypominając tym samym sylwetkę biernego Piłata, opanowanego przez strach, a potem nękanego wyrzutami sumienia.
Wszelka władza zawsze będzie wydawać się gwałtem zadanym człowiekowi, ponieważ narzuca mu pewien „schemat" zachowań, norm, do których reprezentant społeczeństwa musi się dostosować. Gorzej, jeżeli „panowanie" rządzących przypomina machinę napędzaną strachem i terrorem, która zamyka ludzkie możliwości, neguje wolność. Tak wyobrażona jest rzeczywistość moskiewska, gdzie obywatele muszą uciekać się do kłamstw i kombinatorstwa, by sprostać wymaganiom władzy. Aparat państwowy stosuje coraz bardziej nonsensowne sposoby zniewolenia społecznego celem ogólnego podporządkowania. Podobnie sytuacja wygląda w przedwiecznym Jeruszalaim, gdzie ikoną rządów jest wszechpotężny cezar Tyberiusz. W obydwu przypadkach jednostka czuje się osaczona. Każdy dziejowy moment obliguje człowieka do egzystencji w określonym systemie, pod „presją" rządów, dlatego problematyka władzy podjęta przez Bułhakowa jest zagadnieniem ponadczasowym.
Miłość wyobrażona przez twórcę Mistrza i Małgorzaty to uczucie idealne, pożądane przez każdą istotę ludzką. Tylko dzięki niej możliwe jest szczęście. Małgorzata bez miłości czuje się samotna, opuszczona, życie nie ma dla niej sensu. Ufa, że gdzieś istnieje człowiek, którego szczerze pokocha i który również powierzy jej siebie. Poznaje mistrza. Ich miłość napotyka przeszkody, muszą ją ukrywać, jednak prawdziwe uczucie pokonuje zagrożenia. Kochankowie mogą być szczęśliwi, ale nie w świecie absurdu, zniewolenia, „systemowej" rzeczywistości. Demaskatorska świta Wolanda zabiera ich ze sobą, lecz dopiero wówczas, gdy „uznano", iż wystarczająco cierpieli z powodu miłości oraz indywidualnych przekonań (przykład mistrza i jego powieści) i uczynili wszystko, by je ocalić: „ - On prosi, abyście zabrali także tę, która go kochała i która przez niego cierpiała. - Po raz pierwszy Lewita zwrócił się do Wolanda błagalnie."
Poszukiwania idealnego uczucia trwają od wieków - każdy marzy, by być szczęśliwym w miłości. Niejednokrotnie trudno dla niej o jakieś „lokum" na świecie. Mogą ograniczać ją względy wyznaniowe, kulturowe, pochodzenie itp. Człowiek nie jest w stanie pokonać mnożących się problemów i rezygnuje z uczucia, a wtedy miłość „umiera", traci swój wymiar i jest tylko ułudą niezasługującą na miano miłości, bo możliwe, że nią nie była...
Dylematy miłosne są tematem wielu dzieł z przełomu wieków, co potwierdza „aktualność" tego uczucia, które człowiek od zawsze stara się zdefiniować słowem, obrazem, czynem...
Wina i kara, czyli problematyka odpowiedzialności w powieści Bułhakowa zajmuje jedno z czołowych miejsc. Piłat „odpowiada" za śmierć Jeszui, państwo za jakość życia obywateli. Procurator, z obawy o swoje życie, zaniechał „walki" o ocalenie nieszkodliwego filozofa. „Chłoszczą" go później wyrzuty sumienia i trapi niemożność zaznania duchowego spokoju. Ci, którzy wyobrażają władzę, system zostają ukarani za „niepraworządność", zadawanie kłamu, niegodziwe sprawki. Stiopa „ląduje" w Jałcie, Rimski siwieje ze strachu, Warionucha obiecuje być prawdomównym obywatelem, a Annuszka, po interwencji Azazella, nie zamierza już nic „podkradać". Każde kamuflowane, tajone przewinienie zostaje ujawnione i ukarane. Odpowiedzialność polega na możliwości przewidywania i oceny ewentualnych skutków działań. Należy o tym pamiętać, podejmując decyzje. Czas ma przecież „demaskatorską" naturę - obnaża błędy, niedociągnięcia, a potem osądza je historia... „ (...) traktowanie powieści Bułhakowa jako arcydzieła (nośnika „tajemnicy") zaświadcza, iż jest to utwór o znaczeniach uniwersalnych, o dużym stopniu uogólnienia znaczeń. Niejednokrotnie mówi się o mitycznej czy mitologicznej konstrukcji tej powieści, o archetypiczności jej motywów. Problemy cierpienia, winy, kary, odpowiedzialności itp. należą oczywiście do kanonu zagadnień „wiecznych" i „przeklętych"." (Piotr Fast, Mistrz i Małgorzata" Bułhakowa. Pisarz - epoka - powieść. Katowice 1991.)
Mistrz i Małgorzata to utwór uniwersalny, o ponadczasowej wymowie. Podejmuje kwestie moralne i filozoficzne, będące przedmiotem sporów od pokoleń: problem władzy, obecności Boga w życiu człowieka i nieustannej walki Dobra ze Złem. To przestroga dla polityków i ludzi władzy oraz tych, którzy się tej władzy muszą podporządkowywać. To również ostrzeżenie i przesłanie dla każdego - ludzi toczących w sobie i ze sobą nieskończone spory, ulegających presji innych i żyjących pod naporem otoczenia, dla tych, którym trudno odnaleźć istotę życia i własną tożsamość.

 

Język „Mistrza i Małgorzaty"

W powieści dominuje język kolokwialny, słownictwo zaczerpnięte jest z mowy potocznej typu: „plótł duby smalone", „zjeżdżaj stąd" i inne:
„ - Będziesz jeszcze plótł duby smalone? - groźnie zapytał płaczącą głowę Fagot.
- Już nie będę! - wyrzęziła głowa."
„Kot starannie się przymierzywszy, nasadził głowę na kark - trafiła precyzyjnie na właściwe miejsce, jakby się nigdzie nie oddalała. (...) Fagot podniósł siedzącego Bengalskiego, postawił go na nogi, wsunął mu do kieszeni fraka pięć czerwońców i ze słowami: - Zjeżdżaj stąd, bez ciebie będzie weselej! - przepędził go ze sceny."
„Udaje głupiego, żeby wypytać o to i owo. Słyszałeś, jak on gada po rosyjsku - poeta mówił i zarazem zezował, pilnując, żeby nieznajomy nie uciekł. - Chodź, zatrzymamy go, bo da nogę..."
Pojawiają się wyrażenia przypominające o obecności wątku „diabelskiego":
„Jasne, że skoro zadomowili się w fatalnym mieszkaniu, zaczęło się diabli wiedzą co!"
„Diabli wiedzą, skąd on go wytrzasnął!"
„ - Uff, do diabła (...)"
W tekście zdarzają się także zwroty niecenzuralne. „Zabieg" ów na celu śmieszyć, nie obrażać: „„ - prowadzi pod rękę jakiegoś sukinsyna (...) - którego nie wiadomo skąd wytrzasnął, w kraciastych spodenkach, w pękniętych binoklach i ... morda zupełnie nie do przyjęcia!..."
Powieść mistrza pisana jest barwnym, kunsztownym językiem. Bohaterowie i wydarzenia przestawione są niezwykle obrazowo. Pisarz dba o szczegóły. Wygląd postaci, miejsc, uczucia bohaterów zaprezentowane są bardzo skrupulatnie. Odbiorca „czuje" jakby znalazł się w Jerozolimie sprzed dwóch tysięcy lat. Potrafi sobie wyobrazić nieznośny upał, może nawet „zobaczyć" samego procuratora Judei Poncjusza Piłata przesłuchującego zbolałego skazańca. Czytelnik „wczuwa się" w klimat miasta, w akcję - ma wrażenie uczestnictwa w „pościgu" za Judą z Kiriatu, gdzieś z boku „obserwuje" zabójstwo zdrajcy, towarzyszy mu przy tym uczucie niepokoju. Nastrój budowany jest słowami.
Autor osiąga tak „realistyczne" - plastyczne efekty dzięki opisom z zastosowaniem środków artystycznego wyrazu: epitetów, porównań, metafor. Dzięki nim wpływa na wrażenia adresata:
„Z zabudowań na tyłach pałacu, gdzie kwaterowała przybyła do Jeruszalaim wraz z procuratorem pierwsza kohorta dwunastego legionu Błyskawic, aż tu, pod kolumnadę, napływał poprzez górną kondygnację ogrodu gorzkawy dymek świadczący, że kucharze w centuriach zaczęli już gotować obiad, i w tym dymku także była domieszka oleistych różanych aromatów." (nagromadzenie epitetów).
„Czy to krew napłynęła do szyi i głowy, czy też stało się coś jeszcze innego, dość, że skóra na twarzy procuratora z żółtej stała się ziemista, a oczy jak gdyby zapadły w głąb czaszki." „Zazwyczaj skrywał swoje małe oczy pod opuszczonymi, nieco dziwnymi, jak gdyby opuchniętymi powiekami." (z opisu postaci, porównania)
„Ciemność, która nadciągała znad Morza Śródziemnego, okryła znienawidzone przez procuratora miasto. Zniknęły wiszące mosty, łączące świątynię ze straszliwą wieżą Antoniusza, otchłań zwaliła się z niebios i pochłonęła skrzydlatych bogów ponad hipodromem, pałac Hasmonejski wraz z jego strzelnicami, bazary, karawanseraje, zaułki, stawy... Jeruszalaim, wielkie miasto, zniknęło, jak gdyby nigdy nie istniało. Pożarła je ciemność, która przeraziła wszystko, co żyło w samym Jeruszalaim i w jego okolicach. Dziwna chmura przygnana została znad morza przed wieczorem czternastego dnia wiosennego miesiąca nisan" (opis miasta z wykorzystaniem metafor, animizacji; nadanie zjawiskom cech istot żywych, na przykład: „pożarła je ciemność")
Fragmenty o zabarwieniu sensacyjnym, kryminalnym zawierają sporo czasowników. Przyspiesza to akcję. W podobny sposób konstruowana jest atmosfera tajemniczości, grozy:
„Młody człowiek zauważył ją, co więcej - rozpoznał, a poznawszy drgnął, zatrzymał się, z niedowierzaniem popatrzył na nią i natychmiast popędził jej śladem."
„Tak podniecony, że serce tłukło mu się jak ptak okryty czarnym kekryfalos, by nikt z przechodniów nie dosłyszał, zapytał urywanym szeptem:
- Dokąd idziesz, Nisa?" (nagromadzenie czasowników) W dowolnym akapicie tej części powieści znać mistrzostwo języka Bułhakowa.
O miłości autor pisze równie wzniośle, patetycznie jak o „pozorowanych" na Biblię wydarzeniach w Jeruszalaim. Uczucie do Małgorzaty referuje, rzecz jasna, mistrz i znów język, „stylizowany" na bohatera, jest tu niezwykle precyzyjny: „Szliśmy bez słowa tym smutnym, krzywym zaułkiem, ja po jednej jego stronie, ona po drugiej. (...) Męczyłem się, ponieważ wydało mi się, że muszę z nią pomówić, i bałem się, że nie powiem ani słowa, a ona tymczasem odejdzie i nigdy już jej więcej nie zobaczę. (...) wydało mi się, że żółte, brudne mury uliczki powtarzają echem jej słowa. (...) Popatrzyła na mnie zdziwiona, i ja nagle i najzupełniej nieoczekiwanie zrozumiałem, że przez całe życie kochałem właśnie tę kobietę!"
Mistrz i Małgorzata to istny popis językowy z wykorzystaniem „zwyczajnych" i „nadzwyczajnych" słów - stylistyczna „mikstura" , która upaja czytelnika, pozostawiając po sobie niezatarte wrażenie i niezapomniany smak.
Motyw miłości w „Mistrzu i Małgorzacie"

 Miłość pomiędzy mistrzem a Małgorzatą pisarz przedstawił w wielu aspektach: cierpienia, tęsknoty, oczekiwania, wspólnej pasji, wspólnie spędzanego czasu, „cichego braterstwa dusz" oraz ogromnej siły, zdolnej przezwyciężyć przeciwności losu. Według niego uczucie to, wiąże się często z pragnieniem posiadania bratniej duszy - osoby, z którą niemal natychmiast człowieka będzie łączyła nić porozumienia. Nieistotne są względy materialne itp. Ważna jest sama miłość: szczera, wymykająca się schematom i pokonująca wszelkie bariery... Taka miłość może spotkać człowieka przypadkowo na ulicy i od razu stanie się jasne, że to ta szczególna, właściwa osoba...
Dokładnie w ten sposób spotkali się bohaterowie powieści: „Niosła obrzydliwe, niepokojąco żółte kwiaty! (...) Te kwiaty rysowały się bardzo wyraziście na tle jej czarnego płaszcza. Niosła żółte kwiaty! To niedobry kolor! Skręciła z Twerskiej w zaułek Arbatu i wtedy się obejrzała. (...) Szły Twerską tysiące ludzi, ale zaręczam panu, że ona zobaczyła tylko mnie jednego i popatrzyła na mnie nie to, żeby z lękiem, ale jakoś tak boleśnie. Wstrząsnęła mną nie tyle jej uroda, ile niezwykła, niesłychana samotność malująca się w tych oczach. Posłuszny owemu żółtemu znakowi losu ja również skręciłem w zaułek i ruszyłem jej śladem."
Mistrz zakochał się w Małgorzacie natychmiast, w momencie, gdy tylko ją spostrzegł. Zapamiętał każdy jej gest, uśmiech, ton głosu. Rozpamiętywał je potem wielokrotnie i opowiadał o ukochanej spotkanemu w klinice poecie - Iwanowi Bezdomnemu: „Dokładnie pamiętam dźwięk jej głosu, taki dosyć niski, ale załamujący się niekiedy, i chociaż to głupie, wydało mi się, że żółte, brudne mury uliczki powtarzają echem jej słowa. (...) Popatrzyła na mnie zdziwiona, i ja nagle i najzupełniej nieoczekiwanie zrozumiałem, że przez całe życie kochałem właśnie tę kobietę!"
Mistrz również nie był jej obojętny. Tego wiosennego dnia Małgorzata wyszła w bukietem mimozy właśnie po to, by ją wreszcie odnalazł. Twierdziła, że gdyby go wówczas nie poznała, otrułaby się, ponieważ jej życie pozbawione było sensu. Każde z nich było już z kimś związane, ale żadnego nie satysfakcjonowały te związki. Być może były one tylko namiastką niespełnionej miłości: „Miłość napadła na nas tak, jak napada w zaułku wyrastający spod ziemi morderca, i poraziła nas oboje od razu. Tak właśnie razi grom albo nóż bandyty! Ona zresztą utrzymywała później, że to nie było tak, że musieliśmy się kochać już od dawna, jeszcze się nie znając i zanim się jeszcze spotkaliśmy, i że ona żyła z innym mężczyzną... a ja, tam, wtedy... z tą, no, jakże jej... (...) z Manią... nie, z Warią... taka sukienka w paski, muzeum... Zresztą nie pamiętam."
Od momentu spotkania, zaczęli widywać się potajemnie. Małgorzata odwiedzała mistrza w jego skromnym domku przy Arbacie. „Nikt nie wiedział o naszym związku, ręczę panu za to, chociaż to się nigdy nie zdarza. Nie wiedział o nim jej mąż, nie wiedzieli także znajomi. W starym domku, w którym wynajmowałem moją suterenę, wiedziano oczywiście, że przychodzi do mnie jakaś kobieta, ale nikt nie znał jej imienia." Była to więc miłość zakazana, pełna emocjonalnej „kolorystyki", nacechowana tęsknotą, radością oczekiwania, nadzieją, ale i smutkiem, niepokojem - taka, która, jak twierdziła Małgorzata, gdyby się nie zdarzyła, pozbawiłaby życie sensu. Mistrz wspominał: „Przychodziła do mnie co dzień w południe, ale czekać na nią zaczynałem już od rana. Oczekiwanie to wyrażało się w ten sposób, że przestawiałem przedmioty na biurku. Na dziesięć minut przed jej przyjściem siadałem przy okienku i nasłuchiwałem, kiedy stuknie rachityczna furtka. I jak to się dziwnie składa - zanim ją spotkałem, bardzo niewiele osób wchodziło na nasze podwórko, można powiedzieć, że nikt tam nie przychodził. Teraz zaś wydawało mi się, że całe miasto podąża na nasze podwórze. (...)
Ona przechodziła przez furtkę tylko raz, ale nie skłamię, jeśli powiem, że zanim weszła, serce mi zaczynało walić przynajmniej z dziesięć razy. A potem, kiedy zbliżała się godzina, o której ona miała przyjść, kiedy wskazówki zegara zbiegały się na dwunastej, serce już w ogóle nie przestawało łomotać, dopóki ona, nie stuknąwszy furtką, niemal bezgłośnie, nie zjawiała się, dopóki nie zobaczyłem za okienkiem jej pantofli z czarnymi kokardkami z zamszu, ściągniętymi przy pomocy stalowych sprzączek.
Niekiedy swawoliła, zatrzymując się koło drugiego okienka i stukając w szybę czubkiem bucika. W tejże chwili dopadałem okna, ale pantofelek znikał, znikał czarny jedwab przesłaniający światło, i biegłem, by jej otworzyć drzwi."
Po nieprzychylnych recenzjach krytyki, gdy dzieło mistrza odrzucono, zaczął chorować, opanował go strach. Znienawidził swoją powieść. Zaczął palić rękopisy. Ich fragmenty ocaliła ukochana. Niepokoiła się wówczas o niego, cierpiała, ponieważ on cierpiał: „Moja ukochana zmieniła się bardzo (...) schudła, wybladła, przestała się śmiać i tylko nieustannie mnie prosiła, bym jej wybaczył to, że mi radziła mi dać do druku fragment powieści." Wiedziała, „że ten kto kocha, powinien dzielić los, tego kogo kocha", wszak miłość nie polega tylko na wspólnym przeżywaniu radości, ale również cierpienia, byciu ze sobą w chwilach zarówno dobrych, jak i złych, wzajemnym wsparciu, zrozumieniu, tolerancji.
Podczas pobytu w szpitalu, mistrz sądził, że Małgorzata o nim zapomniała, lecz ona postanowiła zrezygnować z małżeństwa i wolała podpisać pakt z diabłem - zostać królową na szatańskim balu, byle tylko odzyskać ukochanego. Szatan spełnił jej prośbę. Kochankowie wrócili do siebie i ponownie zamieszkali przy Arbacie. Mistrz martwił się o ich wspólną przyszłość, ale ów dylemat ponownie rozwiązał Woland. Zabrał zakochanych do wiecznego, pełnego spokoju, świata, gdzie nie dotykają człowieka żadne nieszczęścia, a strach i troski doczesne nie istnieją. W pozbawionym negatywnych emocji, wrażeń świecie, można napawać się miłością, której nic nie jest w stanie pokonać - „miłością idealną". Wspólne przebywanie ze sobą jest nagrodą za wytrwałość, cierpliwość, troskę oraz za stoczoną w imię szczęścia walkę. Miłość - „Miłość bywa skierowana do najbliższej osoby (miłość między kobietą a mężczyzną, matką i dzieckiem, braterska itd.), ale także Boga, ojczyzny, nawet idei, przedmiotów. Miłość, jako bezinteresowna służba dla innych, przeciwieństwo egoizmu, jest najpiękniejszym z ludzkich uczuć (stanowi jeden z centralnych wątków nauczania Chrystusa). Zarazem miłość może być wielką, pozytywną siłą oraz równie mocnym elementem zniszczenia, raz zapewnia szczęście, innym razem prowadzi do cierpienia. Może być spełniona lub nie, duchowa i fizyczna, zmysłowa, być porywem serca, rodzajem zaślepienia, gwałtowną namiętnością lub uczuciem trwalszym od pożądania". (cyt. za Maciej Chrzanowski, „Szkolny słownik motywów literackich")
W dziele Bułhakowa prócz „miłości idealnej" zobrazowanej na przykładzie mistrza i Małgorzaty, w tle rysuje się sylwetka Judy - postaci z powieści mistrza. Judę fascynowała piękna Greczynka - Nisa. Był to rodzaj zaślepienia, pożądania. Dziewczyna była mężatką. W pewnym sensie ta słabość doprowadziła go do zguby. Uległ pokusie i mimo zbliżającego się święta Paschy, które według obyczaju powinien spędzać z najbliższymi, udał się w miejsce wyznaczone na potajemną randkę, ale przebiegła Nisa wcale tam się nie pojawiła. Juda padł ofiarę podstępnego planu...
W utworze „przebijają" ponadto elementy nauki Chrystusa o miłości bliźniego, miłości do ludzi. Reprezentantem tych poglądów jest symboliczny Jeszua Ha - Nocri, utwierdzony w przekonaniu, że „na świecie nie ma złych ludzi", są najwyżej ludzie skrzywdzeni, którzy zatracili gdzieś swoją dobrotliwą naturę, ale i tych można ponownie nauczyć szlachetności, okazując im miłość.
Jeszua stoi przed swoim oprawcą - Piłatem i żal mu wielkiego hegemona, ponieważ ów cierpi na nieznośne migreny i sam proces skazańca jest dla niego utrapieniem: „ - Prawdą jest to przede wszystkim, że boli cię głowa, i to tak bardzo cię boli, że małodusznie rozmyślasz o śmierci. Nie dość, że nie starcza ci sił, by ze mną mówić, ale trudno ci nawet na mnie patrzeć. Mimo woli staję się teraz twoim katem, co zasmuca mnie ogromnie. Nie możesz nawet o niczym myśleć i tylko marzysz o tym, by nadszedł twój pies, jedyne stworzenie, do którego jesteś przywiązany. Ale twoje męczarnie zaraz się skończą, ból głowy ustąpi." Będąc z natury dobry, sugeruje mu pomoc i wspólną przechadzkę, która miałby przynieść ulgę. Więzień wyczuwa również cierpienia psychiczne Piłata. Wie, że jest nieszczęśliwy i samotny. Podobnie zachowuje się podczas ukrzyżowania. Litościwe prosi swoich dręczycieli, by podali gąbkę z płynem skazańcowi obok - Dismasowi. Ów odczuwał pragnienie i domagał się tej przysługi.
Nauka Chrystusa widoczna w poglądach Jeszui opiera się na tolerancji i dobroci, nie akceptuje form agresji, nakazuje szacunek i zrozumienie - w imię miłości drugiego człowieka.
Pojęcie miłości bliźniego nieobce jest również tytułowej Małgorzacie. Na balu u szatana poznaje historię Friedy. Jest poruszona pośmiertnym nieszczęściem matki, która za życia udusiła swoje nowonarodzone dziecko chustką z charakterystyczną granatową obwódką: „Rzecz w tym, ze kiedy pracowała w kawiarni, właściciel pewnego razu zawołał ja do piwnicy, a w dziewięć miesięcy później urodziła chłopczyka, wyniosła go do lasu, i wcisnęła mu do ust chusteczkę, a potem zakopała. Przed sądem mówiła, że nie miałaby mu co dać jeść." W życiu pozagrobowym pokojówka podkłada jej identyczną - jako symbol popełnienia grzechu. Małgorzata wstawia się za winowajczynią u Wolanda, a ten, choć czuje się niekompetentny do wykonywania „zadań" z pogranicza dobra i miłosierdzia, nieco ironizując, zgadza się spełnić jej żądanie:
„ (...) - doprawdy nie wiem, co mam począć. Mam chyba tylko jedno wyjście - zaopatrzyć się w szmaty i pozatykać nimi wszystkie szpary w ścianach mej sypialni.
- O czym pan mówi, messer? - zdumiała się Małgorzata, usłyszawszy te doprawdy niepojęte słowa.(...)
- Mówię o miłosierdziu - wyjaśnił swoje słowa Woland, nie spuszczając z Małgorzaty płomiennego oka. Niekiedy najzupełniej nieoczekiwanie i zdradliwie wciska się ono w najmniejsze szczeliny. Dlatego właśnie mówiłem o szmatach..."
Współczucie, empatia, czynienie dobra to niektóre z przejawów miłosierdzia - miłości bliźniego, która stanowi przecież o człowieczeństwie.
Motywy literackie w powieści „Mistrz i Małgorzata"

 1. Motyw zdrady
Motyw zdrady pojawia się w Mistrzu i Małgorzacie kilkakrotnie. Na plan pierwszy wysuwa się automatycznie postać Judy z Kiriatu, który za pieniądze „sprzedał" osobliwego filozofa. Upozorował przyjaźń i zainteresowanie jego teoriami, a następnie wydał go w ręce prześladowców, którym nie podobały się poglądy Jeszui, ponieważ uznali, że zagrażają religii panującej w Jeruszalaim: „ - Ileś dziś dostał? Mów, jeśli ci życie miłe!" - tak zwracają się oprawcy do zdrajcy (Judy), po czym wykonują wyrok i zabijają go.
Zdradliwa jest również Nisa - przyjaciółka Judy. To ona, za namową i zapłatą Afraniusza, prowokuje zakochanego w niej młodzieńca do spotkania, a następnie wywabia go za miasto, gdzie czekają już umówieni wcześniej dręczyciele.
Małgorzata jest nieszczęśliwa w małżeństwie i po kryjomu wymyka się na spotkania z ukochanym mistrzem. Usprawiedliwia ją pragnienie wielkiej i czystej miłości, dla której jest zdolna poświęcić siebie. Niegodnym zaufania przyjacielem, a tym samym zdrajcą jest Alojzy Mogarycz, który udając przyjaźń, bazuje na nieszczęściu pisarza, ostatecznie donosząc na niego, przez co mistrz zostaje wyrzucony ze swojego domu. Spotyka za to niegodziwego denuncjatora kara - ma „przyjemność" poznać się z „kompanią" Wolanda.
Motyw zdrady ujęty w powieści, zarówno w wątku biblijnym, jak i współczesnym, świadczy o aktualności tego pojęcia i takich zachowań, które nieuchronnie „wpisują się" w naturę człowieka, ujawniając dualizm jego osobowości i psychiki, skłonność do ulegania pokusom i pragnieniom.


2. Motyw nauczyciela - mistrza
Motyw nauczyciela - mistrza zarysowany zostaje już na początku powieści. Na Patriarszych Prudach doświadczony literat - Berlioz udziela wskazówek młodszemu od siebie poecie - Iwanowi Bezdomnemu, stawiającemu pierwsze literackie kroki. Wymaga od niego napisania antyreligijnego poematu: „Trudno powiedzieć, co właściwie zgubiło Iwana - jego niezwykły plastyczny talent czy też całkowita nieznajomość zagadnienia, ale cóż tu ukrywać, Jezus wyszedł mu żywy, Jezus ongiś istniejący rzeczywiście, choć, co prawda, obdarzony wszelkimi najgorszymi cechami charakteru."
Uczniem Jeszui zostaje poborca podatkowy - Mateusz Lewita, który zafascynowany głoszonymi przez niego teoriami, rzuca swój dotychczasowy zawód i zamierza poświęcić się spisywaniu nauki mistrza. Jeszua staje się jego duchowym przewodnikiem. Lewita niezbyt dokładnie interpretuje słowa nauczyciela, „przekręca" je, źle zapisuje, niemniej przechowuje spisane pouczenia jako coś bezcennego. Po śmierci mistrza uczeń zamierza zabić zdrajcę, który przyczynił się do śmierci filozofa.
„ (...) chodzi za mną taki jeden z kozim pergaminem i bez przerwy pisze. Ale kiedyś zajrzałem mu do tego pergaminu i strach mnie zdjął. Nie mówiłem dosłownie nic z tego, co tam zostało napisane.(...)
- Któż to taki? - opryskliwie zapytał Piłat i dotknął dłonią skroni.
- Mateusz Lewita - skwapliwie powiedział więzień. - Był poborca podatkowym i spotkałem go po raz pierwszy w drodze do Bettagium, w tym miejscu, gdzie do drogi przylega ogród figowy, i rozmawiałem z nim. Na początku potraktował mnie nieprzyjaźnie, a nawet mnie obrażał; (...) - lecz wysłuchawszy mnie złagodniał - ciągnął Jeszua - a w końcu cisnął pieniądze na drogę i oświadczył, ze pójdzie ze mną na wędrówkę..."
Również Piłatowi spodobały się teorie wędrownego myśliciela, skrycie został jego wyznawcą. Od momentu spotkania z Jeszuą, hegemon pragnął prowadzić z nim konwersację ujawniającą różne punkty widzenia: „ - Wiem, że uważasz się za ucznia Jeszui, ale muszę ci powiedzieć, że nie zrozumiałeś nic z tego, czego cię uczył. Albowiem, gdybyś cokolwiek zrozumiał, to z pewnością przyjąłbyś coś ode mnie. Weź pod uwagę, ze no powiedział przed śmiercią, ze nikogo nie wini. - Piłat znacząco wzniósł palec, twarz jego drgała. - On sam bez wątpienia przyjąłby coś ode mnie. Jesteś nieludzki, a on taki nie był. (...)
Juda już został zabity tej nocy. Lewita odskoczył od stołu, rozejrzał się obłędnie i krzyknął:
- Kto to uczynił?
- Nie bądź zazdrosny, szczerząc żeby, odpowiedział Piłat i zatarł ręce - obawiam się, że miał i innych wyznawców poza tobą.
- Kto to uczynił? - powtórzył szeptem Lewita.
Piłat powiedział mu:
- Ja to uczyniłem. (...) - Uczyniłem, oczywiście, niewiele, ale bądź co bądź to uczyniłem ja."
Ukochany Małgorzaty - mistrz spotyka w szpitalu psychiatrycznym Iwana Bezdomnego. Powierza mu swoje tajemnice i opowiada o miłości życia. Łączy ich postać Poncjusza Piłata. Mistrz napisał o nim powieść, a Iwan zetknął się z tym bohaterem m.in. w trakcie relacji szatana jako naocznego świadka wydania Jezusa na śmierć. Autor dzieła nie chciał zdradzić, jak zakończyła się jego historia. Zasugerował, by dokończył ją właśnie Iwan.
Z czasem poeta uznał, że nie będzie już więcej pisał, ponieważ tworzył złą literaturę. Nie czuł się godnym roli zaproponowanej mu przez mistrza. Został pracownikiem naukowym, Zakończenie powieści poznał dzięki onirycznym majakom, które nawiedzają go co roku podczas pełni księżyca: „Po zastrzyku wszystko się zmienia przed oczyma śpiącego. Od posłania do okna zalega szeroka droga z księżycowej poświaty, wstępuje na nią człowiek w białym płaszczu z podbiciem koloru krwawnika i zaczyna iść w kierunku księżyca. Obok niego idzie jakiś młody człowiek w podartym chitonie, ze zmasakrowaną twarzą. Idący z zapałem o czymś rozprawiają, spierają się, chcą się wreszcie porozumieć. (...)
- A zatem tak to się skończyło?
- Tak to się skończyło, uczniu mój - odpowiada numer osiemnasty, kobieta zaś podchodzi do Iwana i mówi: Oczywiście, że tak. Wszystko się kiedyś kończy... (...)"
„Mistrz i Małgorzata" to dzieło o twórcy i uczniu. Porusza problem zniekształcania i przekształcania prawdy oraz słów głoszonych przez nauczycieli. Idea mistrzów jest nieśmiertelna - przetrwa burze dziejowe i szaleństwa władzy, a prawda zawsze ujrzy światło dzienne. „Rękopisy nie płoną" - zwykł mawiać Woland. To, co wartościowe, autentyczne musi przetrwać i przetrwa. Nauki mistrzów będą powtarzać kolejne pokolenia uczniów.


3. Motyw domu
Motyw domu w dziele Bułhakowa pojawia się zarówno w wątku biblijnym, fantastycznym, jak i realistycznym.
Dom - „Dom w literaturze to nie tylko miejsce zamieszkania (...), ale również rodzinne gniazdo, mieszkańcy owego domu, często symbolizującego ład, bezpieczeństwo, wolność, szczęście, ciągłość trwania, zakorzenienie, będącego dla każdego człowieka czymś niesłychanie istotnym, poniekąd centralnym punktem świata - stąd i tak liczne w literaturze rozważania problemu „bezdomności". (cyt. za Maciej Chrzanowski, „Szkolny słownik motywów literackich").
W pałacu Heroda Wielkiego żyje człowiek, któremu nie sprzyja klimat miasta Jeruszalaim. Nienawidzi tego miejsca, irytują go upały, zapach kwiatów - róż, a nawet obyczaje i święta celebrowane przez mieszkańców. „Przeklęte miasto" - mówi o Jeruszalaim Piłat - „ - Nie ma bardziej beznadziejnego miejsca na ziemi. Nie mówię już o przyrodzie - jestem chory za każdym razem, ilekroć muszę tu przyjechać - to jeszcze pół biedy!... Ale te święta!...Magowie, czarodzieje, wróżbici, te stada wiernych!... Fanatycy, fanatycy!... Ileż był wart ten jeden mesjasz, którego nagle zaczęli się spodziewać w tym toku!"
Nie cierpi też przypisanej mu funkcji procuratora, ale skwapliwie wypełnia tą powinność. Piłat marzy o powrocie do rodzinnej Caesarei, gdzie byłby wiele szczęśliwszy. Chętnie zabrałby ze sobą wykształconego skazańca i Mateusza Lewitę, którego osadziłby w prywatnej bibliotece.
Dom - pałac Heroda całkowicie mu nie odpowiada: „Człowiek jest przygotowany na to, że w każdej chwili może stać się świadkiem odrażającego przelewu krwi... Nieustannie trzeba przesuwać wojska, czytać donosy i skargi, a połowa z nich to donosy i skargi na mnie! (...) O, gdyby nie to, że jestem w służbie imperatora!...
(...) Będę mógł wreszcie powrócić do Caesarei. Czy uwierzysz, że ta poroniona budowla Heroda - procurator machnął ręką w stronę kolumnad i stało się oczywiste, że ma na myśli pałac - po prosu doprowadza mnie do obłędu? Nie mogę tu sypiać. Świat nie widział dziwaczniejszej architektury!..."
Mistrz, aby móc pracować nad powieścią, wynajmuje skromne mieszkanie w okolicy Arbatu. Czuje się w nim szczęśliwy. Daje mu ono poczucie bezpieczeństwa. Jest oazą spokoju. Pisarz może tworzyć: „ - Własne, oddzielne mieszkanko, do tego jeszcze przedpokój, a w przedpokoju zlew (...), maleńkie okienka tuż nad trotuarem, który prowadził od domku do furtki. A pod płotem, o dwa kroki, pod samymi oknami - bez, lipa i klon. Ach, ach, ach!"
Małgorzata wraz ze służącą Nataszą i mężem, mieszka w pięknej gotyckiej willi, lecz nie czuje się tam szczęśliwa. Gdy tylko może, wychodzi na spacery, a po zawarciu znajomości z mistrzem, odwiedza go w jego skromnym domu. Obydwoje czują się w nim dobrze. Tu rozkwita ich uczucie, podobnie jak kwitną kwiaty i drzewa w ogrodzie - w zależności od zmieniających się pór roku. Spędzają w nim sporo czasu. On tworzy, ona czyta, dba o mieszkanie i ukochanego. Pewnego dnia, gdy Małgorzata musi powrócić do willi, nieznajomi ludzie usuwają mistrza z domku przy Arbacie. Kochankowie, po wielu perypetiach, wracają jednak do niego i ponownie są szczęśliwi: „W godzinę później w suterenie maleńkiego domku przy jednym z zaułków w pobliżu Arbatu, w pierwszym pokoju, w którym wszystko było tak samo jak przed ową straszną nocą jesienną, przy nakrytym aksamitną serwetą stole, pod lampą z abażurem, koło której stały w wazoniku konwalie, siedziała Małgorzata i cicho płakała z wyczerpania przeżytymi wstrząsami i ze szczęścia."
Nagrodą dla tej pary jest wieczny spokój i „wieczysty dom" w zaświatach. Zasłużyli na niego dzięki walce o swoją miłość. Zabiera ich tam Woland wraz ze swoją świtą. Książę ciemności i jego asystenci powracają do swojego „domu" - krainy cieni, skąd przybyli, i gdzie panuje większa harmonia niż w życiu doczesnym:
„ - Posłuchaj, jak cicho - mówiła Małgorzata, a piasek szeleścił pod jej bosymi stopami. - Słuchaj i napawaj się tym, czego nie dane ci było zaznać w życiu doczesnym - spokojem. Popatrz, oto jest przed tobą twój wieczysty dom, który otrzymałeś w nagrodę.
Oto twój dom, oto twój wieczysty dom, który otrzymałeś w nagrodę. Widzę już okno weneckie i dzikie wino, które wspina się pod sam dach. (...) Wiem, że wieczorem odwiedzą cię ci, których kochasz, którzy cię interesują, ci, co nie zakłócą twojego spokoju. Będą ci grali, będą ci śpiewali, zobaczysz, jak jasno jest w pokoju, kiedy palą się świece. (...) będziesz zasypiał z uśmiechem na ustach. Sen cię wzmocni (...). Ja zaś będę strzegła twego snu."


4. Motyw kobiety
Ze stronic powieści Bułhakowa wyłania się portret kobiety „dynamicznej". Jej przykładem jest tytułowa Małgorzata, początkowo, samotna bezsilna, pogodzona z życiem u boku niekochanego męża. Obraz Małgorzaty „przybiera na sile" w momencie, gdy spotyka mistrza. Miłość motywuje ją do działania, zwłaszcza walka w obronie tego uczucia. Niepozorna niewiasta zamienia się w piękną wiedźmę, a wkrótce potem, mimo strachu, zostaje gospodynią szatańskiego balu - królową i partnerką samego władcy piekieł.
Ta niezwykle „dostojna" funkcja wyróżnia ją z grona licznych moskiewskich Małgorzat. W dodatku zyskuje szacunek i poważanie całej świty Wolanda, no i oczywiście tych, którzy mu „podlegają" w piekielnych czeluściach. Balowi goście uniżenie całują jej kolano. Po uroczystości jest „szlachetną" Małgorzatą - pełną wyrozumiałości i współczucia. Dzięki niej wybaczono Friedzie zbrodnię dzieciobójstwa. Dumna, nie ośmiela się przypomnieć Wolandowi o danej obietnicy. Woli wówczas myśleć o samobójczej śmierci i honorowo opuścić mieszkanie messera: „ - Wszystkiego dobrego, messer - powiedziała na głos, pomyślała zaś: „Byle się stąd wydostać, potem już jakoś dojdę do rzeki i się utopię".
Małgorzata wykreowana przez Bułhakowa to wzorzec kobiety przepełnionej miłością, dumnej, zdecydowanej na wszystko, energicznej i pięknej. Tylko spełnione uczucie może „nadać" kobiecie takie rysy i osobowość. Bez prawdziwej miłości jest ona „madonną" samotności i desperacji. Odwzajemniona miłość, poczucie bycia kochaną czynią z kobiety jednostkę o ponadprzeciętnych możliwościach, „nasyconą" optymizmem, wewnętrzną siłą, która pozwala walczyć z codziennością. Życie u boku takiej damy jest niewątpliwe ekscytującą przygodą.


5. Motyw szatana
Szatan u Bułhakowa nie jest mściwym władcą ciemności. Przypomina człowieka i nosi ludzkie cechy. Troszczy się o losy moskiewskiej społeczności i martwi go wymykające się spod kontroli zło. Nie ujawnia agresji i nie ma zapędów „anarchistycznych". Jego celem nie jest wywoływanie zamieszek i prowokowanie niemoralnych uczynków, ale przywracanie porządku. Paradoksalnie ma naturę etyka. Wierzy w Boga i jest filozofem, uczonym. „Wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro". Wykorzystuje tylko niektóre z „diabelskich" sztuczek, resztę dopełnia człowiek, ale to czart sprawuje kontrolę nad złem. Nie jest buntownikiem. Podporządkowuje się rozkazom ze „światłości". Jego skrywanym obliczem jest miłosierdzie. Bardziej jawnym zaś karykatura, ironia i kpina. Na jego twarzy na pewno nie gości szyderczy uśmiech, prędzej żartobliwy, wesoły. Zapewne czasem wykrzywia ją ból, spowodowany widokiem świata. Ma wtedy zafrasowane oblicze. Rozmyśla niekiedy nad „ułomną" naturą człowieka.


6. Motyw śmierci
Śmierć w prozie Bułhakowa nie jest tragicznym końcem, ale łagodnym przejściem do krainy „wieczystego spokoju". Na spokojny dom w zaświatach zasługują ci, którzy moralnie przeszli przez życiowe burze, którzy wypełnili swoje przeznaczenie. Tam zabiera mistrza i Małgorzatę „kompania" Wolanda. Dla tych nieposłusznych, zakłamanych, obłudnych „przewidziana" jest gorsza kara - zapomnienie, niebyt, śmiech i krytyka pokoleń. W „niebyt" odchodzi ateista Berlioz, osądzony według indywidualnych przekonań. Woland mówi do niego: „Zawsze był pan zagorzałym głosicielem teorii, według której po odcięciu głowy życie człowieka się urywa, człowiek zamienia się w popiół i odchodzi w niebyt. (...) każdemu będzie dane to, w co wierzy. (..) Niech się zatem tak stanie."


7. Motyw samotności
Bohaterowie powieści Bułhakowa doświadczają uczucia samotności. Samotna, bo pozbawiona miłości jest Małgorzata. Samotny i nieszczęśliwy czuje się procurator Judei Poncjusz Piłat. Niczym pustelnik siedzi w zaświatach na kamiennej skale i kontempluje swój niewypełniony los. Samotny, bo odrzucony przez lud staje przed hegemonem skazaniec Ha - Nocri. Równie samotny jest mistrz z niezrozumiałym przez recenzentów, skrytykowanym dziełem. Każdy z bohaterów na swój sposób walczy z uczuciem opuszczenia. Małgorzata z krzyczącym bukietem mimozy wyrusza na spotkanie miłości. Prefekt przywołuje psa Bangę, bo tylko on wydaje się rozumieć swego pana. Jeszua wierzy w sensowność losu i samotność „wpisuje" w jeden z wymiarów przeznaczenia.
Mistrz udaje się do szpitala psychiatrycznego, by, jak mniema, spotkać mu podobnych. Tam poznaje Iwana Bezdomnego, którego „lekarstwem" na ból niezrozumienia są środki antydepresyjne rozdwajające jaźń. Samotność wyobrażona u Bułhakowa tożsama jest z odrzuceniem, niezrozumieniem, brakiem miłości. Jest jakoby piętnem i symbolem (np. odrzuconego artysty). Może dotknąć każdego człowieka, w zasadzie, w taki czy inny sposób, „narzuca się" życiu. Niekiedy nawet bywa pragnieniem. U Bułhakowa to uczucie „przejściowe", może bardziej budujące, konstruktywne niż deprymujące. W końcu przecież Małgorzata poznaje i odzyskuje mistrza. Procurator zostaje uwolniony od brzemienia samotności, a Jeszua, opuszczony przed śmiercią, w „światłości" ma wiernego sługę - ucznia - Mateusza Lewitę.


8. Motyw cierpienia
Cierpienie „wpisane" jest w sens egzystencji. Bez niego nie dałoby się „odczuć" radości życia. Powieściowi bohaterowie doznają bólu. Jest to zarówno ból fizyczny, jak i psychiczny. Małgorzata cierpi z powodu braku miłości. Ma, co prawda, kochającego męża, ale właśnie brak poświęcenia dla kogoś czyni jej życie jałowym. Dobra materialne nie satysfakcjonują jej. Posiada wszystko, o co może zabiegać kobieta, ale brak jej wewnętrznego uporu - siły pobudzającej do działania. Dopiero mistrz i jego dzieło rozbudzają w niej chęć walki. Mistrz boleje nad sobą z powodu odrzuconej powieści. Cierpienia psychiczne doprowadzają go do depresji, obłędu niemal. Odczuwa nieuzasadnione lęki. Kieruje się do szpitala psychiatrycznego, by tam jątrzyć w sobie ból, „pielęgnować" samotność, odrzucenie. Uważa, że wraz z zanegowaniem utworu, skończyło się jego życie. Pozostaje bierny. Równie uległy jest wykreowany przez niego bohater - Jeszua Ha - Nocri. Skazaniec niemal obojętnie, łagodnie przyjmuje decyzję o śmierci. Taką samą postawę wykazuje, gdy wyrok - przeznaczenie ma się wypełnić. Piłat cierpi na hemicranię objawiającą się nieznośnymi bólami głowy, do tego jest „więźniem" własnej osobowości, zatraconej tożsamości. Gnębiące go duchowe „boleści" są równie natrętne i uporczywe jak fizyczna dolegliwość głowy. Bohaterowie Mistrza i Małgorzaty ilustrują różne aspekty cierpienia, czyniąc je wręcz bytową koniecznością.


9. Motyw władzy
Władzę w XX wiecznej Moskwie wyobraża środowisko artystyczne - teatr Varietes i grupa Massolitu. W dawnym Jeruszalaim jej reprezentantami są: namiestnik Poncjusz Piłat jako przedstawiciel władzy świeckiej i Kajfasz - przedstawiciel duchowieństwa, obydwaj zależni od Cezara Tyberiusza. Mimo rozpiętości czasowej problematyka rządów pozostaje taka sama. Każdy obowiązany jest żyć w określonym „systemie" i akceptować ogólnie przyjęte normy. Donosicielstwo, szpiegostwo i karanie „niewygodnych" obywateli (Jeszua, mistrz) było rozpowszechnione w przedwiecznym Jeuszalaim i nie traci na znaczeniu również w XX-wiecznej Moskwie. Gorzej, stało się życiową domeną. Społeczeństwo jest zdeprawowane, podporządkowane absurdalnemu schematowi politycznemu, któremu, ze względu na represje, boi się przeciwstawić. Tkwi w marazmie, niemocy, nie buntuje się, przypominając lękliwą sylwetkę hegemona.


10. Motyw miasta
Dwie płaszczyzny przestrzenne - Jeruszalaim sprzed dwóch tysięcy lat i Moskwa z początków XX wieku. Miasta nękane niemiłosiernym upałem, letnimi burzami, jesienną słotą. Miasta o „przepysznych" budowlach: wspaniały pałac Heroda Wielkiego w Jeruszalaim i zasobny w bogactwa budynek „Dramlitu", ale jednocześnie miasta „puste", zasnute kurzem i pyłem. Na ulicach często brak przechodniów, co potęguje wrażenie samotności, opuszczenia. Ruch w miastach rozpoczyna się w chwili mającej nastąpić katastrofy, zazwyczaj wieczorem.
Ścięta głowa Berlioza wywołuje panikę, śledzony Juda kluczy między przechodniami, by dogonić prowokującą go Nisę. W żadnym z tych „grodów" nie da się żyć szczęśliwie.
W Jeruszalaim ludzi skazują na śmierć za przekonania, w Moskwie podobnie - w niewyjaśnionych okolicznościach giną obywatele, których poglądy nie są aprobowane przez aparat państwowy, jawnie ośmiesza się i piętnuje podejrzane osoby. Tylko ciemność i burza są w stanie „ukryć" wewnętrzną brzydotę „zawieszonych w czasie", równoległych miast, hipokryzję i zakłamanie ich mieszkańców. Burza - symbol buntu, „jaskółka" odnowy. „Ciemność, która nadciągnęła od zachodu, okryła ogromne miasto. Zniknęły mosty, pałace. Wszystko zniknęło, jak gdyby nigdy nie istniało. Przebiegła przez całe miasto jedna ognista nić. Potem miasto zadygotało od grzmotu. Grzmot powtórzył się, zaczęła się burza, Woland przestał być widoczny w kurzawie."


11. Motyw miłości
Miłość w dziele Bułhakowa to nie tylko wysuwające się na pierwszy plan uczucie łączące mistrza i Małgorzatę, ale również sygnalizowane miłosierdzie, dobroć, współczucie. Sygnaturą „miłości idealnej" są tytułowi bohaterowie. Ich uczucie pisarz przedstawił w rozmaitej tonacji: od radości spotkania, wspólnego przebywania ze sobą, po niepokojące momenty oddalenia, rozdzielenia, walki. W ostatnich scenach powieści koloryt uczucia zostaje „stonowany". Para kochanków „przemieszcza się" do krainy „wieczystego spokoju". Śmierć niesie wybawienie dla miłości, ponieważ już raz „zagubiła się" w absurdzie życia, rzeczywistości.


12. Motyw Boga
Moskwa jest miastem bez Boga. Ogół obywateli to ateiści. Nikogo „nie dziwi" brak Boga. „Znakomita większość ludności naszego kraju dawno już świadomie przestała wierzyć w bajeczki o Bogu." Wszyscy praktycznie przywykli do myśli, że są „panami" swojego losu, który kończy się wraz ze śmiercią człowieka. Taką teorię wyznaje między innymi literat Berlioz. Bóg to „pojęcie abstrakcyjne" - nie da się udowodnić Jego istnienia, jeżeli brak na nie dowodów, dokumentacji. Dopiero szatan przypomina o istnieniu Stwórcy - kogoś, kto odpowiada za życie. Nawet on wierzy, że Bóg ma moc sprawczą i w sposób pośredni decyduje o losach ludzi, On również odpowiada za śmierć. Bulwersuje diabła bezwyznaniowość obywateli, bo wówczas przeczą oni i istnieniu szatana. Czart bezwiednie podlega Bogu. „Wypracowali" nawet wspólny kompromis. Rozkazy ze „Światłości" skrupulatnie wypełnia władca krainy cieni. Przeciwnicy Boga, tacy jak Berlioz „płacą głową" za głoszenie fałszywych teorii.
Nawiązania w „Mistrzu i Małgorzacie"

 Dzieło wypełnione jest aluzjami literackimi. Pierwsza widoczna na wstępie to motto:
„... Więc kimże w końcu jesteś?
- Jam częścią tej siły,
Która wiecznie zła pragnąc,
wiecznie czyni dobro."
zaczerpnięte z dzieła Johanna Wolfganga Goethego Faust.
W utworze Goethego w ten sposób (lub podobny, w zależności od tłumacza dzieła, np. „Tej siły cząstka mała,/ Która wciąż złego pragnie, a dobro wciąż działa." szatan - Mefistofeles przedstawia się tytułowemu Faustowi - naukowcowi, alchemikowi i wodząc go na pokuszenie rozlicznymi obietnicami, zawiera z nim pakt. Sugeruje spełnienie wszelkich życzeń doktora, mówi wtedy:
„Tu - cały oddam się na twe usługi,
Wszelkie życzenia twe będą spełniane,
Lecz gdy się ujrzym tam - po stronie drugiej,
Ty mi to samo wyświadczysz w zamianę."
W powieści Bułhakowa to kobieta zawiera „pakt z diabłem", godząc się zostać wiedźmą i gospodynią na szatańskim balu. Małgorzata czyni to w imię miłości. Za wszelką ceną pragnie odzyskać ukochanego mistrza. Szatan nie „przychodzi" do niej osobiście, jak w przypadku Fausta, lecz wysyła swojego „posła" - Azazella:
„ - Polecono mi, żebym na dziś wieczór panią zaprosił.
- Co pan bredzi? Do kogo?
- Do pewnego bardzo ważnego cudzoziemca (...)
- No, powiedzmy, że ma pani interes... skorzysta pani z okazji..."
Nim przyjdzie Małgorzacie stanąć „twarzą w twarz" z szatanem, wpierw pozna jego świtę, między innymi Korowiowa, który wtajemniczy i przekaże jej dalsze instrukcje co do planowanego balu. Będą to konieczne warunki paktu:
„ - No, więc tak, więc tak - mówił Korowiow. - Jesteśmy wrogami wszelkich niedomówień i tajemniczości. Raz do roku messer wydaje bal. Jest to wiosenny bal pełni księżyca, zwany też balem stu królów. Tłumy! (...) Tak więc, jak sama pani zapewne się domyśla, messer jest kawalerem. Potrzebna jest jednak gospodyni (...)
- Utarła się tradycja, (...) że gospodyni balu musi mieć na imię Małgorzata, to po pierwsze, a po drugie - powinna pochodzić z miejscowości, w której bal się odbywa."
Bohaterka dzieła Bułhakowa nosi to samo imię co bohaterka dramatu Goethego, którą uwodzi „odmłodzony" Faust - Małgorzata, a diabeł w obydwu utworach ma również to samo imię - Woland. U Goethego nazywa siebie „kawalerem Volandem":
„Więc trzeba, by mnie nareszcie poznano
Kawaler Voland idzie!" (fragment z Fausta)
W Fauście nim książę ciemności przybierze ludzką postać, pojawia się jako czarny pudel. Ów motyw wykorzystał Bułhakow - jego Woland nosi przy sobie laskę z czarną rączką w kształcie głowy pudla. Ponadto Wolandowi towarzyszy świta „diabłów - pomocników": kocur Behemot, Korowiow, Azazello. Nie ma tego w przypadku utworu Goethego. Tam występuje jedynie Mefisto. Według Justyny Karaś - autorki zajmującej się prozą Bułhakowa, kreacje pomocniczych, figlarnych diabełków mają cel parodystyczny: „ (...) trzy komiczne warianty Mefistofelesa (Korowiow, Asasello, Behemot) służą raczej satyrze."
Tytułową Małgorzatę przedstawia Bułhakow jako dojrzałą, zamężną, świadomą swych pragnień i miłości kobietę, natomiast u Goethego jest to młoda czternastoletnia dziewczyna uwodzona przez Fausta. W efekcie tego związku rodzi ona dziecko, które topi, stając się tym samym dzieciobójczynią. Motyw dzieciobójstwa został zarysowany w przypadku Friedy pojawiającej się na balu u szatana. Frieda zadusiła noworodka chusteczką z granatową obwódką. W dramacie Goethego Mefisto zabiera Fausta na Noc Walpurgi odbywającą się w górach Harc, gdzie tańczą wiedźmy, czarownice i „działają" moce piekielne. Mefisto zachęca Fausta, by bez oporów brał udział w czarcim obrzędzie:
„Tańce, gawęda, jadło, picie i kochanie;
Mów, coś lepszego znaleźć byłbyś w stanie?"
Ową Noc Walpurgi żywo przypomina wielki bal u szatana zaprezentowany z całym przepychem w powieści Bułhakowa: „Małgorzacie wydało się, że lecąc, widziała gdzieś w wielkich kamienistych stawach całe góry ostryg. Potem przelatywała nad szklaną posadzką, pod którą płonęły piekielne paleniska, a między nimi krzątali się bali kucharze. Potem, kiedy już prawie nic do niej nie docierało, zobaczyła jakieś ciemne lochy, w których płonęły pochodnie, a dziewczęta podawały skwierczące na rozżarzonych węglach mięso, biesiadnicy pili tam wielkimi kuflami jej zdrowie. Widziała jeszcze białe niedźwiedzie, które grały na harmoniach i tańczyły na estradzie kamaryńskiego. Sztukmistrza - salamandrę, który nie płonął w ogniu kominka..." Diabeł Kołakowskiego
W jednym z „kazań" profesora Leszka Kołakowskiego dotyczących zagadnień związanych z chrześcijaństwem możemy odnaleźć pojęcie „doniosłości diabła". Oto jak uczony definiuje ten termin i tłumaczy obecność „diabelskiego pierwiastka" w kulturze europejskiej: „Doniosłość diabła łatwo sobie uprzytomnić, gdy pomyślimy o tym ile arcydzieł literatury europejskiej - włączając utwory Dantego, Miltona, Marlowe'a, Goethego, Van den Vondela, Wiliama Blake'a i Tomasza Manna - nie mielibyśmy bez niego i co by się stało z naszymi dzuełami sztuki i katedrami, gdyby wszystko, co się do diabła odnosi, nagle z nich znikło. Jest to najbardziej powierzchowny, chociaż prawomocny, sposób spojrzenia na doniosłość diabła. Jego trwałość w kulturze europejskiej - mimo okresów upadku, przemian w znaczeniu i w rodzajach jego aktywności - dowodzi, ze jego obecność zakorzeniona jest głęboko w naszym umyśle. Pochodzenie diabła nie jest jasne, nie wiemy także, czy kiedykolwiek się go pozbędziemy.
Łatwo zauważyć, że obecność diabła wyczuwa się silniej w języku potocznym aniżeli obecność Boga; słowa, takie jak „diabelski", „piekło" czy „piekielny", pojawiają się znacznie częściej w zwyczajnej mowie i stereotypach literackich niż wzniosłe przeciwpojęcia: Bóg, boski, niebo." (L. Kołakowski, Czy diabeł może być zbawiony i 27 innych kazań, Kraków 2006)
Prócz aluzji do „Fausta" Goethego w powieści Bułhakowa odnaleźć można indywidualną „interpretację" scen biblijnych dotyczących fragmentów życia, nauczania, procesu i śmierci Jezusa Chrystusa. Cztery rozdziały, które „dotykają" tej kwestii, nie są „kopią" Ewangelii, jedynie do niej nawiązują. Imiona bohaterów, które przywodzą na myśl postaci z Pisma Świętego, zostały częściowo zmienione. Jeżeli w Ewangeliach odnajdujemy Barabasza, to w „Mistrzu i Małgorzacie" może tę osobę sugerować Bar Raban, podobnie jest z Jeszuą Ha - Nocri, choć Jeszua to w istocie hebrajskie imię Jezusa, czy choćby Juda z Kiriatu, który „ewangelicznie" jest Judaszem Iskariotą (przydomek Iskariota faktyczne może wiązać się z miejscowością o podobnie brzmiącej nazwie: Kariot lub też wywodzić się od aramejskiego słowa iszkarja - kłamca) - zdrajcą Jezusa. Autentycznymi nazwami postaci są między innymi Poncjusz Piłat i arcykapłan Kajfasz - instytucja - Sanhedryn. Sanhedryn, istnieje nadal, ale od 2004 roku pod nazwą „Powstający Sanhedryn". Od 2005 roku stoi na jej czele Rabbi Adin Even-Israel. Sanhedryn wymieniany jest również w Biblii.
Postaci i wydarzenia zostały nieco „zniekształcone", ale wymowa danych fragmentów jest podobna jak w Biblii, choć nie narzuca żadnego interpretacyjnego schematu, pozostawiając wnioski i sądy odbiorcy. Poncujsz Piłat jest tu psychologiczną postacią dręczoną wyrzutami sumienia, ponieważ zatwierdził wyrok śmierci na niewinnego człowieka. Według przekazu biblijnego Piłat faktycznie nie godził się na śmierć Jezusa i symbolicznie umył ręce. Ponadto ciało Jezusa wydał proszącemu o nie Józefowi z Arymatei i użyczył straży do pilnowania grobu, w którym miało zostać złożone. „Namiestnik odpowiedział: Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: Piłat widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej wzrasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: " (fragment Biblii - Ewangelia wg św. Mateusza).
W Mistrzu i Małgorzacie ów bohater została znacznie „rozbudowany" - „wzbogacony" wewnętrznie. By „zatuszować" wyrzuty sumienia, obmyślił plan zemsty na Judzie z Kiriatu. Inaczej wyobrażone są też inne wątki biblijne. Jeszua relacjonuje Piłatowi swoje przybycie do Jeruszalaim (hebrajska nazwa Jerozolimy). Piłat pyta wówczas: „(...) powiedz mi, czy to prawda, że przybyłeś do Jeruszalaim przez Suzyjską Bramę, jadąc oklep na ośle, i że towarzyszyły ci tłumy motłochu wiwatującego na twoją cześć, jakbyś był jakim prorokiem?" Ha - Nocri zaś odpowiada: „Nie mam żadnego osła, hegemonie (...) Rzeczywiście wszedłem do Jeruszalaim przez Suzyjską Bramę, ale przyszedłem pieszo, a towarzyszył mi tylko Mateusz Lewita i nikt nie wiwatował ani niczego nie krzyczał, bo nikt mnie wtedy w Jeruszalaim nie znał." W wersji biblijnej scena wkroczenia Jezusa do Jerozolimy wygląda następująco: „Gdy się przybliżyli do Jerozolimy i przyszli do Beftage na Górze Oliwnej, wtedy Jezus posłał dwóch uczniów i rzekł im: Uczniowie poszli i uczynili, jak im Jezus polecił. Przyprowadzili oślicę i źrebię i położyli na nie swe płaszcze, a On usiadł na nich. A ogromny tłum słał swe płaszcze na drodze, inni obcinali gałązki z drzew i ścielili na drodze. A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za nim, wołały głośno: Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie
Hosanna na wysokościach!
Gdy wjechał do Jerozolimy, poruszyło się całe miasto, i pytano: A tłumy odpowiadały: "
(fragment Pisma świętego, Ewangelia wg św. Mateusza)
W Mistrzu i Małgorzacie miejsce kaźni Jeszui zwie się „Nagą Górą", Biblia mówi o „Miejscu Czaszki", ale podobna nazwa pojawia się również w dziele Bułhakowa - jest to zbocze Łysej Czaszki, gdzie Mateusz Lewita ukrywał się, „przechowując" ciało Jeszui do czasu pochówku. Skazaniec Ha - Nocri nie dźwiga krzyża, ale wraz z innymi więźniami jedzie na wózku otoczonym kordonem straży: „Wreszcie nadeszła centuria dowodzona przez Marka Szczurzą Śmierć. Szła rozciągnięta w dwa rzędy po obu stronach drogi, a między tymi dwoma rzędami konwojowanymi przez ludzi z tajnej służby jechali na wózku trzej skazańcy, każdy z nich miał na szyi białą tabliczkę, a na tabliczkach tych w dwóch językach - po aramejsku i po grecku - napisane było: „Zbójca i wichrzyciel." Za wózkiem skazańców toczyły się inne wozy, wyładowane świeżo ociosanymi belkami zaopatrzonymi w poprzeczki, sznurami, łopatami, wiadrami i siekierkami." Bułhakow nie wymienia krzyża jako „narzędzia" zbrodni, mówi raczej o drewnianych słupach, na których zawiśli skazańcy, co prawda pewne fragmenty tekstu mogą sugerować, że owe słupy miały kształt krzyża, ale nie jest to jednoznacznie wskazane: „Jeden z oprawców, posłuszny skinieniom człowieka w kapturze, wziął włócznię, a drugi przyniósł pod słup wiadro i gąbkę. Pierwszy z nich wzniósł i postukał nią po wyciągniętych i przywiązanych sznurami do poprzecznej belki rękach Jeszui, najpierw po jednej, potem po drugiej. Ciało, na którym wystąpiły wszystkie żebra, drgnęło."
Pogrzeb Jeszui, jak wynika z relacji powieściowego bohatera - Afraniusza, miał charakter zbiorowy. Nieboszczyków pochowano we wspólnej mogile, przyodziewając uprzednio w chitiony i każdego „oznaczając" pierścieniem z należną ilością nacięć. „ - Mateusza Lewitę zabrali na wóz wraz z ciałami skazańców i po dwóch godzinach przyjechali do pustynnego wąwozu na północ od Jeruszalaim. Tam drużyna, pracując na zmianę, w ciągu godziny wykopała głęboki dół i pogrzebała w nim wszystkich trzech skazańców. (...) Na palce włożono trupom pierścienie. Jeszui, z jednym nacięciem, Dismasowi - z dwoma, Gestasowi zaś z trzema. Dół zasypano, przywalono kamieniami." Pismo święte wymienia Józefa z Arymatei, jako tego, który zwrócił się z prośbą do Piłata o wydanie mu zwłok Jezusa. Piłat ową prośbę spełnił i ciało Chrystusa spoczęło w grobie wykutym w skale: „Józef zabrał ciało, owinął je w czyste płótno i złożył w swoim nowym grobie, który kazał wykuć w skale. Przed wejściem do grobu zatoczył duży kamień i odszedł." (fragment Pisma świętego - Ewangelia według św. Mateusza)
Postać ucznia Jeszui - Mateusza Lewity.
Jeden z ewangelistów i uczniów Jezusa nosił dokładnie takie imię. Pismo święte mówi, że zanim został „słuchaczem" nauk Chrystusa, pełnił funkcję celnika - był poborcą podatkowym. Zawód ten porzucił. Miało to miejsce zaraz po cudownym uzdrowieniu paralityka. Oto fragment Biblii - autorstwa samego ewangelisty: „Odchodząc stamtąd, Jezus ujrzał człowieka imieniem Mateusz siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: On wstał i poszedł za Nim." Inny ewangelista - święty Marek pisze, że ów Apostoł miał drugie imię - Lewi: „Potem wyszedł znowu nad jezioro. Cały lud przychodził do Niego, a On nauczał. A przechodząc ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: On wstał i poszedł za nim."
Być może postać tego Apostoła zasugerowała twórcy Mistrza i Małgorzaty bohatera - Mateusza Lewitę. Ten z powieści nosi nazwisko podobne do drugiego imienia Ewangelisty (Lewita - Lewi), jest również poborcą podatkowym, który słysząc słowa nieznanego filozofa, porzuca swój zawód i wiernie kroczy za nim, a na pergaminach spisuje jego naukę, niczym święty Mateusz Ewangelię.
Bułhakow zamieścił w swoim dziele „prywatną" wersję wydarzeń w Jerozolimie sprzed dwóch tysięcy lat. Bezsensem byłoby doszukiwać się w niej kategorycznej prawdy. Ta wizja posłużyła mu jako tło przypominające o odwiecznej problematyce walki dobra ze złem, poszukiwaniu wartości i prawdy, która na przełomach dziejów może okazać się różna, podlegać wielu analizom, być niejednolicie zapisywana, a przez to niełatwa do uchwycenia. Biblia ukazuje cztery „wersje" życia, nauki i śmierci Chrystusa - są to „zapisy" czterech Apostołów. Każdy z nich nieco inaczej prezentuje dzieje Jezusa, np. wzbogaca je o dodatkowe fakty. Każdą z Ewangelii można pokusić się i nazwać „indywidualną interpretacją". Wszystkie jednak zachowują ten sam cel - mają przybliżać sylwetkę i naukę Zbawiciela. Zupełna prawda niemożliwa jest do odkrycia - zawsze jest lekko „zawoalowana", choćby właśnie owymi interpretacjami, które zwykle pojawiają się później niż ma miejsce dany fakt. W momencie, gdy trudno jest uchwycić prawdę, z pomocą przychodzi wiara. Należy wierzyć, że wszystko co minęło, a co niektórzy starają się dokumentować, faktycznie wyglądało tak, jak jest ukazane odbiorcy.
„Mistrz i Małgorzata" jako powieść wielogatunkowa

Dzieło Michaiła Bułhakowa jest oryginalnym połączeniem różnych gatunków literackich, odnajdujemy w nim elementy np. powieści psychologicznej, obyczajowej, kryminalnej, filozoficznej, satyry i groteski.
Do powieści obyczajowej zaliczymy fragmenty obrazujące życie mieszkańców rosyjskiej stolicy, środowisko Varietes i Massolitu.
Psychologizm w powieści (powieść psychologiczna) uwidacznia się wnikliwą analizą przeżyć wewnętrznych bohaterów: ich myśli i uczuć. Widzimy to przede wszystkim w osobie Poncjusza Piłata. Piłat przedstawiony jest jako jednostka przeżywająca rozterki duchowe oraz cierpienia fizyczne: okrutny ból głowy: „Przywidziało mu się, ze głowa więźnia odpłynęła kędyś w bok, a na jej miejscu pojawiła się inna. Ta druga głowa, łysiejąca, okolona była wieńcem z niewielu listków. Na czole widniał okrągły wrzód, wyżartą skórę posmarowano maścią. Bezzębne usta były zapadnięte, dolna warga była obwisła i kapryśna. Wydawało się Piłatowi, że znikły gdzieś różowawa kolumny tarasu i dalekie dachy Jeruszalaim, widniejące zwykle w dole za ogrodami, że wszystko dookoła zatonęło w gęstej zieleni ogrodów Caprejów. Ze słuchem też stało się coś dziwnego - jakby gdzieś w dali cicho, ale groźnie zagrały trąby i dobiegł wyraźny nosowy głos znacząco podkreślający słowa: „Ustawa o obrazie majestatu..."
Pobiegły urywane, chaotyczne, niezwykłe myśli: „Zginął!"...", a potem - „Zginęliśmy!..." I błysnęła wśród tych myśli jakaś zupełnie głupia, o jakiejś tam nieśmiertelności, przy czym ta nieśmiertelność, nie wiedzieć czemu, była przyczyną niezwykłego smutku."
Część kryminalna dotyczy opowieści Afraniusza i jego działań podjętych w celu zgładzenia Judy z Kiriatu (rozdziały dwudziesty piąty: Jak procurator usiłował ocalić Judę z Kiriatu i dwudziesty szósty: Złożenie do grobu). Akcja przyspiesza, nabiera tempa, pojawia się tajemniczość, niepewność, uczucie niepokoju. Zdradliwy Juda jest śledzony, wywabiony poza mury miasta i zabity. Czytelnika interesuje fakt, czy podjęte działania przyniosą zamierzony rezultat, czy wszystko będzie się działo zgodnie z wyobrażeniem odbiorcy. Plan działania jest dokładnie opracowany przez Piłata. Namiestnik nie mówi wprost o wykonaniu wyroku śmierci na kiriatczyku, ale sugeruje realizację zadania Afraniuszowi: „ - Rozkaz twój zostanie spełniony - zaczął mówić Afraniusz - ale muszę cię, hegemonie, uspokoić. Zamysł zbrodniarzy jest nader trudny do wykonania. Proszę tylko pomyśleć - gość, obejrzał się, mówiąc, po czym ciągnął dalej - muszą wyśledzić człowieka, zabić go, w dodatku muszą się dowiedzieć, ile dostał, i potem znaleźć sposób zrócenia pienędzy Kajfaszowi. I wszystko w ciągu jednej nocy? Dzisiejszej nocy?
- A jednak zasztyletuję go dzisiaj - powtórzył z uporem Piłat. - Mam takie przeczucie, powiadam ci! Nie zdarzyło się jeszcze, żeby przeczucie mnie zawiodło - i grymas wykrzywił twarz procuratora, hegemon ostro zatarł ręce."
Ze śledztwem mamy również do czynienia podczas próby zidentyfikowania i ujęcia tajemniczego maga - Wolanda. Radziecka milicja robi wszystko, by jak najszybciej pojmać podejrzaną o liczne oszustwa szajkę hipnotyzerów i brzuchomówców. Dzięki nieczystym siłom usiłowania te spełzają na niczym.
Elementy powieści filozoficznej obejmują zazwyczaj partie dialogowe - dyskusje pomiędzy bohaterami dotyczące kwestii Boga, prawdy, sprawiedliwości, etyki np. polemika między literatami: Berliozem i poetą Iwanem Bezdomnym a Wolandem, czy Wolandem a Mateuszem Lewitą:„ - Ale pozwólcie, że was, panowie, zapytam - po chwili niespokojnej zadumy przemówił zagraniczny gość - co w takim razie począć z dowodami na istnienie Boga, których, jak wiadomo, istnieje dokładnie pięć?
- Niestety! - ze współczuciem odpowiedział Berlioz. - Żaden z tych dowodów nie ma najmniejszej wartości i ludzkość dawno odłożyła je ad acta. Przyzna pan chyba, że w kategoriach rozumu nie można przeprowadzić żadnego dowodu na istnienie Boga."
Bułhakow zastosował w Mistrzu i Małgorzacie chwyt „powieści w powieści". W jego utworze pojawia się fikcyjny bohater - mistrz, który sam pisze powieść - dzieło dotyczące Poncjusza Piłata. Wątek powieści mistrza został wpleciony do utworu i powtarza się co pewien czas, niekiedy przybiera formę rękopisów odczytywanych przez Małgorzatę, innym razem relacji Wolanda, a czasem cytatu świadczącego o znajomości treści dzieła przez innych bohaterów - przykład Azazella cytującego powieściowy akapit Małgorzacie.
Fragmenty satyry i groteski uwydatniają się w działaniach świty Wolanda i samej prezentacji bohaterów - asystentów, których wygląd nie jest typowy dla realistycznych postaci. W powieści Bułhakowa pewne fakty, zdarzenia zostają wyjaskrawione i ukazane w „krzywym zwierciadle". Celem tego typu deformacji jest unaocznienie absurdalności sytuacji panującej w początkach XX wieku w Związku Radzieckim oraz obnażenie wad ludzkich.
Mistrz i Małgorzata to także przypowieść o ludzkiej naturze, o wewnętrznych konfliktach człowieka, o batalii pomiędzy siłami Dobra i Zła - to tak zwana powieść - parabola.

 

Twórczość Michaiła Bułhakowa

- „Zapiski na mankietach" (1920-1922) - autobiograficzne opowiadania, debiut literacki Bułhakowa,
- „Zapiski młodego lekarza" (1925-1927) - wątki autobiograficzne,
- „Morfina" (1927) - wątki autobiograficzne,
- „Czerwona korona" (1922, opowiadanie),
- „Diaboliada" (1924) - krytyczna ocena rzeczywistości z „domieszką" satyry,
- „Biała gwardia" (1924, kompletne wydanie: Paryż 1927-29) - powieść mówi o upadku przedrewolucyjnego świata i ukazuje nową rzeczywistość, na jej podstawie powstała sztuka teatralna - dramat psychologiczny: „Dni Turbinów",
- „Fatalne jaja" (1925) - powieść satyryczna - obserwacja i krytyka rzeczywistości, fantastyczna wizja płazów i gadów omal nie niszczących Rosji wskutek biurokracji, niemocy i głupoty, uznana przez krytykę za wystąpienie przeciwko władzy,
- „Mieszkanie Zojki" (1925) - sztuka teatralna,
- „Psie serce" (1926, drukiem w 1987 roku) - powieść uznana również za wystąpienie przeciwko władzy, jej tematem był nieudany eksperyment przekształcenia psa w człowieka. Rękopis skonfiskowano i oddano autorowi po interwencji Maksyma Gorkiego,
- „Dni Turbinów" (1926) - sztuka teatralna,
- „Bieg" (1928) - sztuka teatralna,
- „Szkarłatna wyspa" (1928) - sztuka teatralna, komedia satyryczna,
- „Zmowa świętoszków" (1929) - biograficzna sztuka teatralna o Molierze,
- „Adam i Ewa" (1931) - sztuka teatralna,
- „Błogostan" (1934) - sztuka teatralna,
- „Ostatnie dni" (1934) - biograficzna sztuka teatralna o Puszkinie,
- „Iwan Wasiliewicz" (1935) - sztuka teatralna.


Mistrz i Małgorzata (1928-1940) - powieść pisana przez dwanaście lat, wielokrotnie poprawiana, palona i niszczona. Ostateczna - ósma wersja książki powstała już na łożu śmierci. Osłabiony autor dyktował ostatnie poprawki swojej żonie Helenie. Zresztą właśnie ona jest pierwowzorem tytułowej Małgorzaty. Helena porzuciła życie u boku szanowanego komunisty i związała się z ukochanym „mistrzem" - utalentowanym i będącym w niełasce u władz Bułhakowem. Ona również, już po śmierci autora powieści, starała się o jej publikację, ale stało się to możliwe dopiero po upadku rządów Stalina. Dopiero po kilkunastu latach doceniono powieść Bułhakowa. Na przeszkodzie w wydaniu dzieła stanęła druga wojna światowa, a czas powojenny również nie był zbyt sprzyjający, by pomysł mógł zostać zrealizowany. Pierwsze rosyjskie wydanie książkowe ukazało się w roku 1967 w Paryżu, wcześniej utwór znali tylko nieliczni z zaufanych przyjaciół pisarza. W Polsce pierwsze wydanie ukazało się w 1969 roku. Książka zaliczana jest do arcydzieł literatury współczesnej.
Humor w „Mistrzu i Małgorzacie"

Fragmenty satyry i groteski uwydatniają się w działaniach świty Wolanda i samej prezentacji bohaterów - asystentów, których wygląd nie jest typowy dla realistycznych postaci. Kot nie jest zwyczajnym kotem - miłym futrzakiem chadzającym czasem własnymi drogami, ale sporych rozmiarów kocurem, który lubi jeść i nie stroni od alkoholu. Na balu nie pokaże się bez muszki i upudrowanych wąsików. Wygląd tej postaci jest równie zabawny, jak kwestie, które wypowiada: „Trzecim w tej kompanii był kocur, który nie wiadomo skąd się wziął, wyposażony w zawadiackie wąsy kawalerzysty, olbrzymi jak wieprz, czarny jak sadza lub gawron."
„Miał teraz pod szyją białą muszkę(...). Poza tym pozłocił sobie wąsy.
Co to ma znaczyć? - zawołał Woland. Dlaczegoś sobie pozłocił wąsy? I po kiego diabła ci ta muszka, skoro nie masz nawet spodni?
Spodnie nie obowiązują kota, messer (...). Może polecisz mi, messer, włożyć jeszcze buty? Koty w butach występują jedynie w bajkach, messer. Ale czy zdarzyło ci się kiedykolwiek widzieć na balu kogoś, kto nie był w muszce? Nie chciałbym znaleźć się w ośmieszającej sytuacji, ani ryzykować, ze zostanę wyrzucony za drzwi. Każdy przystraja się, jak może. (...) Upudrowałem sobie wąsy, i to wszystko! Co innego, gdybym się ogolił!"
Inne kreacje „asystentów" Wolanda są również komiczne. Oto udający się ze specjalną misją do Małgorzaty Azazello jest płomiennie rudy, ma odrażający kieł, a z kieszonki, gdzie mężczyźni noszą zazwyczaj chusteczki lub wieczne pióra,wystaje mu kurze udko. W dodatku obecność kobiet nieco go krępuje, większą dyplomacją w stosunku do płci pięknej potrafi wykazać się Behemot. Azazello wie o tym: „Behemot ma wdzięk..." - mówi.
Korowiow - Fagot z charakterystycznym pękniętym binoklem uwielbia dowcipkować, zwłaszcza, gdy wydaje mu się, że ktoś na kpiny zasługuje. Niby żartem donosi na prezesa spółdzielni - Nikanora Iwanowicza Bosego, że ten ukrywa w domu walutę. Konsekwencje dla prezesa są poważne. Zostaje zatrzymany i obciążony poważnym zarzutami. Śmieszy scena, kiedy Korowiow i Behemot wracają z płonącej restauracji Gribojedowa i z udawaną powagą opowiadają o zajściu messerowi: „Popędziłem - opowiadał Behemot - na salę posiedzeń, to ta sala kolumnowa, messer, chciałem wynieść z ognia coś cennego. Ach, messer, moja żona, gdybym tylko ja posiadał, dwadzieścia razy mogła zostać wdową! Ale, na szczęście, messer, nie mam żony i, mówiąc szczerze szczęśliwy jestem, ze jej nie mam. Ach, messer, któż by zamienił kawalerska wolność na nieznośne jarzmo!..."

Satyra - utwór wyrażający krytyczny stosunek autora do rzeczywistości, ma na celu ośmieszać przedstawione zjawiska, wady ludzkie, stosunki społeczne itp. Satyra bywa wyrażona utworem lirycznym - wierszem lub opowiadaniem alegorycznym.

Te, stworzone w wyobraźni Bułhakowa postacie, nie przerażają ani wyglądem, ani prowokacyjnymi działaniami. Właśnie dzięki nietypowej prezencji śmieszą, a „nieodpowiedzialne" i zabawne figle można im wybaczyć, tym bardziej, że stosują je w słusznych celach.
Gdy w mieszkaniu artysty (szatana) zjawia się bufetowy Fokicz, skarżąc się na fałszywe „czerwońce", sympatyczna „kompania" z Wolandem na czele demaskuje zakłamanie gościa. Wychodzi na jaw, że bufetowy sam oszukuje konsumentów, sprzedając nieświeży towar. Taki paradoks pokrewny jest ironii, a cała sytuacja bawi czytelnika: „Niczego do ust nie wezmę w pańskim bufecie! Przechodziłem wczoraj, szanowny panie, obok pańskiego bufetu i do tej chwili nie mogę zapomnieć ani jesiotra, ani bryndzy! Łaskawco! Zielona bryndza nie istnieje, ktoś musiał pana oszukać. Bryndza powinna być biała. A herbata? Przecież to pomyje!"

Komizm ujawnia się ponadto w wypowiedziach bohaterów.

Humorystyczne są kwestie asystentów maga. „Powołują się" w nich często na swojego „przełożonego", podobnie zresztą jak sam Woland: „Niech diabli wezmą was i wasze balowe pomysły! - nie spuszczając oczu ze swego globusa, burknął Woland."
" - I po kiego diabła ci ta muszka, skoro nie masz nawet spodni?"(Woland do Behemota)
Inne postaci także wzywają diabelskiego „imienia" np. Berlioz. Nadaje to określonym sytuacjom żartobliwą „barwę": „Co się ze mną dzieje? (...) Serce nawala. Jestem przemęczony... chyba czas najwyższy, żeby rzucić wszystko w diabły i wyjechać do Kisłowodzka.(...)
- Uff, do diabła! - zakrzyknął redaktor. - Wiesz Iwan, od tego gorąca przed chwilą mało nie dostałem udaru."

Groteska - jest rodzajem satyry silnie deformującej rzeczywistość, zawiera elementy karykatury i fantastycznej stylizacji. Łączy w sobie grozę, makabrę i jednocześnie poczucie humoru, co w rezultacie sprawia efekt tragikomiczny. Groza i potworność sąsiadują z diabolicznym śmiechem.

W powieści Bułhakowa pewne fakty, zdarzenia zostają wyjaskrawione i ukazane w „krzywym zwierciadle". Celem tego typu deformacji jest unaocznienie absurdalności sytuacji panującej w początkach XX wieku w Związku Radzieckim oraz obnażenie wad ludzkich. Przykładem może być tu wizyta dwóch dowcipnisiów: Behemota i Korowiowa w ogromnym magazynie - sklepie dla uprzywilejowanych, gdzie zachowują się prowokacyjnie, wywołując lawinę nieprzewidzianych zdarzeń. Czynią to w celu „napiętnowania" nierówności społecznych - podziałów istniejących między ludźmi i stworzonych przez ludzi. A wszystko zaczyna się od kradzieży banalnej mandarynki.
„ - Jedz, Behemot!
Grubas wsadził prymus pod pachę, zawładnął mandarynką z wierzchołka piramidy, błyskawicznie pożarł ją ze skórą i zabrał się do następnej. Sprzedawczynię ogarnęła śmiertelna zgroza.
- Pan oszalał! - wrzasnęła (...) - Paragon! Gdzie paragon?! I upuściła szczypce cukiernicze."
Bawi również epizod ilustrujący ich wizytę w Gribojedowie, kiedy to muszą wylegitymować się przed wejściem, a żaden nie posiada należnego dokumentu - legitymacji „członkostwa" Massolitu:
„ - Panowie jesteście pisarzami? - teraz z kolei zapytała obywatelka.
Bez wątpienia - z godnością odpowiedział Korowiow.
Proszę okazać legitymacje - powtórzyła obywatelka. (...)
(...)Więc, żeby upewnić się, że Dostojewski jest pisarzem, należy od niego żądać okazania legitymacji. Niech pani weźmie dowolne pięć stron pierwszej, lepszej jego powieści, a przekona się pani, że ma do czynienia z pisarzem. Zresztą przypuszczam, że Dostojewski w ogóle żadnej legitymacji nie miał! A ty jak myślisz - Korowiow zwrócił się do Behemota.
Założę się, że nie miał - odpowiedział tamten, postawił prymus na stole obok księgi i wytarł ręką pot z usmolonego czoła.
Ale pan nie jest Dostojewskim - powiedziała zbita z tropu przez Korowiowa obywatelka.
Skąd to można wiedzieć, skąd to można wiedzieć - odrzekł Korowiow.
Dostojewski umarł - odpowiedziała obywatelka, ale jakoś niezbyt pewnie.
Protestuję! - gorąco zawołał Behemot. - Dostojewski jest nieśmiertelny!"
Groteskowa w wymowie i opisie jest scena z urwaniem głowy konferansjerowi Bengalskiemu na spektaklu w Varietes. Wyraźnie zaznacza się tu efekt tragikomiczny: urwana głowa nie przestaje mówić, wzywa lekarza, a bezgłowy korpus siada na podłodze. Grozę „unieważnia" nielogiczny bieg zdarzeń: głowę można urwać i z powrotem „przyprawić", konferansjer pozbawiony głowy nie umiera, ale myśli logicznie, obiecuje poprawę, czyli zatwierdza, że nie będzie więcej kłamał, a potem nadal żyje: „I stała się rzecz niesłychana. Czarny kot zjeżył się i miauknął rozdzierająco. Potem sprężył się i jak pantera dał susa prosto na pierś Bengalskiego, a stamtąd przeskoczył mu na głowę. Z pomrukiem wbił napuszone łapy w wątłą fryzurę konferansjera, dziko zawył, przekręcił głowę raz, przekręcił drugi i oderwał ją od pulchnego karku.
Dwa i pół tysiąca ludzi krzyknęło na widowni jak jeden mąż. Krew z rozdartych tętnic chlusnęła fontannami, zalała podkoszulek i frak. Ciało bez głowy bezsensownie poruszyło nogami i usiadło na podłodze."
Dużą dozę satyry zawiera próba pochwycenia Behemota. Kocisko kpi z próbujących go osaczyć funkcjonariuszy, wymyka się i jest nieuchwytne: „Któryś z przybyłych, aby ostatecznie rzecz wyjaśnić, pięć po kolei kul ulokował w głowie przeklętego zwierzaka, kot w odpowiedzi dziarsko wystrzelał cały magazynek, i znowu to samo - żadnego efektu."
Żartobliwy ton zdarzenia i bohaterowie zyskują dzięki odpowiedniej „modulacji" języka. Dzięki niemu humor jest wszechobecny, dowcip „tryska" z wielu powieściowych kart. Sceny są „kamuflowanym" przekazem - karykaturalną ilustracją Moskwy czasów Bułhakowa. Nie tylko bawią. Bawiąc, pouczają, niekiedy przerażają, a przerażając, ostrzegają.
„Powieść w powieści" na przykładzie „Mistrza i Małgorzaty"

 
Bułhakow zastosował w Mistrzu i Małgorzacie chwyt „powieści w powieści". W jego utworze pojawia się fikcyjny bohater - mistrz, który sam pisze powieść - dzieło dotyczące Poncjusza Piłata. Wątek powieści mistrza został „wpleciony" do utworu i powtarza się co pewien czas, niekiedy przybiera formę rękopisów odczytywanych przez Małgorzatę, innym razem relacji Wolanda, a czasem cytatu świadczącego o znajomości treści dzieła przez innych bohaterów - przykład Azazella cytującego powieściowy akapit Małgorzacie, zaczynający się od słów: „W białym płaszczu z podbiciem koloru krwawnika posuwistym krokiem kawalerzysty wczesnym rankiem czternastego dnia wiosennego miesiąca nisan pod krytą kolumnadę łączącą oba skrzydła pałacu Heroda Wielkiego wyszedł procurator Judei Poncjusz Piłat."
Fragmenty prozy mistrza opowiadają o tym, co się zdarzyło przed wiekami w Jerozolimie (Jeruszalaim). Są parafrazą - przeróbką i rozwinięciem tekstu biblijnego. Odwołują się do znanych wątków biblijnych, na przykład: wkroczenia Jezusa do Jerozolimy i witania Go przez tamtejszy lud, sceny sądu Chrystusa, śmierci Syna Bożego i pochowania Go. Wspomniane wątki nie odzwierciedlają fragmentów Pisma Świętego, jedynie do niego nawiązują. Postać Jeszui, stojącego przed Poncjuszem Piłatem, przywołuje na myśl Chrystusa, Juda z Kiriatu kojarzy się z Judaszem, Bar Raban z Barabaszem, a Mateusz Lewita z Apostołem - świętym Mateuszem.
W tekście zaznaczają się różne „formy" - gatunki literackie. Niektóre fragmenty żywo naśladują na przykład powieść psychologiczną (przeżycia wewnętrzne, myśli procuratora Judei Poncjusza Piłata), powieść kryminalną czy sensacyjną („tajny" plan „ocalenia" Judy z Kiriatu, tropienie kiriaczyka i zabicie go).
Dzieło anonimowego twórcy „dotyka" istotnych problemów egzystencji: wypełnienia życiowej „misji", przeznaczenia, „skazania" na śmierć. Podejmuje problematykę władzy i odpowiedzialności. Wiąże się z zagadnieniami etyczno - filozoficznymi: czy dobroć, wiara mogą zostać ukarane i czy może zatriumfować zło, na ile człowiek musi pozostawać bezsilny, bądź jaką siła powinien się wykazać, by zgodzić się na śmierć, czy powinna istnieć potrzeba buntu, gdzie przebiega granica między tym, co możliwe, a co nieuniknione?
Poncjusz Piłat i Jeszua Ha - Nocri - bohaterowie symbole - pierwszy władzy i, jak się potem okazuje, niemocy - tchórzostwa, drugi - wiary i wewnętrznej siły, ale jednocześnie bierności.
Postacie o skrajnych osobowościach, kolizyjnych samych w sobie obrazują „niespójność" człowieka, jego walkę ze sobą, ze światem, na który mogą wpłynąć, bądź pasywnie„dryfować" na jego obrzeżach. „Rękopisy nie płoną" - powiada Woland, utwór mistrza pozostanie „nieśmiertelny", bo wiekopomne jest jego przesłanie - dotyczące ludzkiej natury i jej „ułomności".


„Powieść w powieści" - zawoalowana koncepcja Bułhakowa, dzieło, na które nie godzi się krytyka. Utwór mistrza „ociera się" o zakazany temat „piłatyzmu" i chrześcijaństwa. Proza autora Mistrza i Małgorzaty również należała do pism „przeklętych". Wielokrotnie nie pozwalano wydawać jego dzieł, ponieważ naruszały ogólnonarodowe prawidła. „godziły" w system, ośmieszały i ukazywały „w krzywym zwierciadle" ówczesną władzę i politykę. Bułhakow cierpiał z tego powodu, podobnie jak cierpiał wykreowany przez niego bohater - mistrz. Obydwaj: twórca (powieściopisarz) i mistrz przypominają Tego, który przed wiekami mężnie znosił to, o co Go oskarżano, bo wierzył, że Jego męka ma sens, a czas „utrze nosa" obłudzie i ukaże prawdziwe oblicze rzeczywistości. I tak się stało, jeśli wierzyć przekazom literackim, biblijnym i historycznym...

 

„Mistrz i Małgorzata" jako parabola


O Mistrzu i Małgorzacie można mówić jako o powieści - paraboli, bo jest to przypowieść o ludzkiej naturze, o wewnętrznych konfliktach człowieka, o batalii pomiędzy siłami Dobra i Zła. Dzieło ukazuje dramatyzm ludzkiego istnienia - konieczność podporządkowania się i zgody na byt w danym momencie historycznym, czasem pod potężna presją władzy. Opowiada o poszukiwaniach i próbach ustalenia tożsamości. Przypomina o obowiązku wypracowania i pozostania wiernym prywatnej etyce. Nakazuje walczyć w obronie sprawiedliwości i miłości, kosztem poświęcenia samego siebie. Wskazuje na odpowiedzialność, która powinna być właściwa człowiekowi z każdej epoki. Naświetla chromą - ułomną naturę ludzką - jednostka może być skłonna tak samo do czynienia dobra, jak i zła.
Obrazuje myśl filozoficzną - świat bez Boga to świat, gdzie panoszy się trudne do zlikwidowania zło. Człowiek „ujawnia" charakter diabła. Moskwa staje się stolicą ateizmu z rozwiniętym systemem represji. Utwór Bułhakowa unaocznia problematykę władzy i polityki. Państwo, jednostki rządzące narzucają „schemat" myślenia i postępowania. To maszyneria napędzana terrorem i „wtłaczająca" człowieka do „diabelskiego" kotła. W świecie, gdzie wolność zostaje ograniczona, trudno odnaleźć własną tożsamość, jeszcze trudniej pozostać wiernym sobie, jeżeli osobistej autonomii nie zniszczy wszechpotężny system. Biurokracja to jedna z twarzy tego systemu. Człowiek „bez dokumentu" nie ma prawa bytu. Wszystko musi być „sportretowane", a jeżeli nie, to sfałszowane. Zafałszowany zostaje obraz świata i człowieka. Jego pragnienia, myśli, poglądy nie mają znaczenia. Indywidualizm zostaje zduszony w zarodku. Liczy się ujednolicony, łatwy do skontrolowania kolektyw.
W Mistrzu i Małgorzacie zaznaczają się typowo ludzkie dylematy: problem miłości, cierpienia, samotności, odrzucenia. Bohaterowie są nośnikami znaczeń. Tytułowy mistrz wyobraża jednostkę napiętnowaną, odtrąconą przez system. Musi zamknąć się w klinice psychiatrycznej, by nie zaburzać ateistycznych poglądów. Cierpi, bo zabito jego wiarę, nie ma sił, by podjąć bunt. Pośrednio skazuje się na samotność. Przypomina wykreowanego przez siebie bohatera - Jeszuę stylizowanego na biblijnego Chrystusa, również prześladowanego i umęczonego z powodu przekonań. Obydwaj są wzorcami osobistej martyrologii. Małgorzata - ukochana anonimowego twórcy jest dużo silniejszą osobowością. To ona stacza batalię w imieniu miłości. Uczucie daje jej moc, by pokonywać słabości, strach.
Bułhakow podkreśla znaczenie miłości, obok której, lub jako jej komponenty, sytuuje dobroć, współczucie, ofiarność. Są to fundamentalne wartości - filary istnienia człowieka i świata. Bez nich życie przybiera formę absurdu i staje się diabelską sztuczką. Egzystencja musi polegać na nieustannej walce - niszczeniu tkwiących w nas „sił ciemności", wewnętrznym buncie, zwalczaniu egoizmu, słabości. Człowiek przecież odpowiada nie tylko za siebie, ale również za oblicze świata.

 

Wybrane adaptacje „Mistrza i Małgorzaty"


Z racji tego, że dzieło Bułhakowa jest dziełem ponadczasowym, przybliżającym problematykę społeczno - filozoficzną, moralną itp. dokonywano jego licznych adaptacji. Powstało kilka wersji filmowych i szereg spektakli teatralnych grywanych na deskach teatrów wielu krajów. W powieściowych bohaterów wcielały się liczne rzesze aktorów, by oddać magię dzieła i przypomnieć o uniwersalnej problematyce.
W 1971 roku Andrzej Wajda w oparciu o powieść nakręcił film fabularny produkcji RFN pt. „Piłat i inni" („Pilatus und andere"), koncentrując się głównie na wątku Piłata i Jeszui Ha - Nocri. Rolę Piłata z Pontu zagrał wówczas Jan Kreczmar, Afraniuszem był Andrzej Łapicki, Daniel Olbrychski Mateuszem Lewitą, Marek Perepeczko centurionem Markiem Szczurzą Śmiercią, Jerzy Zelnik Judą z Kiriatu, a w rolę Jezusa - Jeszui Ha - Nocri wcielił się Wojciech Pszoniak. Akcja filmu zostaje osadzona w realiach współczesnych, uwagę przykuwają takie miejsca jak autostrada czy wysypisko śmieci. Ciekawie zaprezentowana jest scena wydania Jezusa. Judasz dzwoni ze zwykłej telefonicznej budki w mieście, a następnie z aparatu wysypuje mu się trzydzieści srebrników.
W 1972 roku Aleksander Petrovic nakręcił film fabularny produkcji jugosławiańsko - włoskiej „Maestro e Margherita".
W 2005 roku powstał dziesięcioodcinkowy serial produkcji rosyjskiej „Master i Margarita" trwający 500 minut. Reżyserował go Vladimir Bortko. Anna Kovalchuk zagrała rolę powieściowej Małgorzaty, Aleksandr Galibin - Mistrza, a Oleg Basilashvili - Wolanda. Serial bił rekordy popularności. Kosztował pięć milionów dolarów. Finansowała go rosyjska telewizja Телеканал "Россия". Film był wierną adaptacją powieści Bułhakowa, co raziło niektórych krytyków. Oskarżali reżysera o zbyt dosadne - „lustrzane" potraktowanie dzieła, lecz gdyby było inaczej i Bortko zawarł bardziej indywidualną interpretację, zapewne również naraziłby się na krytykę z ich strony. Wtedy zarzut byłby odwrotny. Zdjęcia kręcone były w Rosji i Izraelu. W Polsce serial ukazał się w wersji DVD i jest „dostępny" na dziesięciu płytach. Nie ma w nim lektora.
16 marca 2002 roku w Teatrze Jeleniogórskim im. Cypriana Kamila Norwida odbyła się premiera Mistrza i Małgorzaty w reżyserii Rosjanina Siergieja Fiedotowa. Twórca przygotowywał się do realizacji przez dwadzieścia lat, ale efekt był znakomity - spodobał się widzom i krytyce. Zadbano o precyzyjną adaptację. Epizody „fantastyczne" opierały się na grze luster i szyb. Muzyczną oprawę przygotował Jerzy Adam Nowak. Aktorzy jeleniogórscy byli niedoścignieni w swoich rolach. Małgorzata, w tej kreacji - Małgorzata Osiej-Gadzina, zachwycała urokiem zakochanej dziewczyny. Pozostała obsada była równie interesująca i zyskała wielu sympatyków. Spodobał się Woland grany przez Bogusława Siwko, diaboliczny Behemot - Grzegorza Cinkowskiego, Korowiow - Piotra Konieczyńskiego i Mistrz - Andrzeja Kępińskiego. Cieszono się z wystawienia własnej - „jeleniogórskiej" sztuki, ponieważ wcześniej publiczność ogladała jedynie spektakle gościnne.
W roku 1990 Telewizja Polska wyprodukowała czteroodcinkowy spektakl Teatru Telewizji wyreżyserowany przez Macieja Wojtyszkę i Marię Kuzemko. Autorem scenariusza był również Maciej Wojtyszko. Małgorzatę zagrała Anna Dymna, Piłata Zbigniew Zapasiewicz, Krystyna Feldman Annuszkę. Odcinkowy serial był raczej wierną adaptacją powieści, choć ze względu na ograniczenia w budżecie, zrezygnowano z „wariacji" dekoracyjnych, a postawiono na grę aktorską. Poszczególne odcinki zatytułowano: 1. „Seans czarnej magii", 2. „Mistrz", 3. „Małgorzata", 4. „Pożegnanie".
W 2005 roku powstał dziesięcioodcinkowy serial produkcji rosyjskiej „Master i Margarita" trwający 500 minut. Reżyserował go Vladimir Bortko. Anna Kovalchuk zagrała rolę powieściowej Małgorzaty, Aleksandr Galibin Mistrza, a Oleg Basilashvili Wolanda. Serial bił rekordy popularności, a kosztował pięć milionów dolarów.
Powstała również powieść - hołd - ku czci autora - Bułhakowa, która opowiada o perypetiach świty Wolanda w okresie pierestrojki (etap przekształceń systemu komunistycznego w ZSRR w latach 1985 -1991 ). Tytuł powieści to „Powrót Wolanda albo nowa diaboliada" . Autorem książki jest Witalij Ruczinski.

 

Plan wydarzeń „Mistrza i Małgorzaty"

 1. Spotkanie literatów na Patriarszych Prudach.
2. Dyskusja na temat Boga.
3. Tajemniczy mag.
4. Ha - Nocri przed Piłatem.
5. Niesprawiedliwy wyrok.
6. Rozmowa Piłata z Kajfaszem.
7. Ostateczne skazanie Jeszui na śmierć.
8. Nieszczęśliwy „wypadek" Berlioza.
9. Pościg Iwana Bezdomnego.
10. Literackie spotkanie w Gribojedowie.
11. Bal literatów.
12. Wiadomość o śmierci Berlioza.
13. Iwan Bezdomny w klinice doktora Strawińskiego.
14. Woland z wizytą u Stiopy Lichodiejewa.
15. Zapowiedź magicznego seansu.
16. Stiopa Lichodiejew w Jałcie.
17. Badanie lekarskie Iwana.
18. Aresztowanie Nikanora Iwanowicza Bosego pod zarzutem przechowywania nielegalnej waluty.
19. Zamieszanie w administracji teatru Varietes.
20. Rozważania Iwana i szpitalna wizyta tajemniczego gościa.
21. Demaskujący pokaz czarnej magii.
22. Opowieść anonimowego mistrza - dzieje jego niezwykłej powieści.
23. Historia miłości mistrza i Małgorzaty.
24. Warionucha w roli wampira - nawigatora.
25. Ucieczka Rimskiego.
26. Niepokojący sen Nikanora Iwanowicza.
27. Konwój na Nagą Górę.
28. Rozpaczliwe działania i myśli Mateusza Lewity.
29. Śmierć trzech skazańców.
30. Rozśpiewany personel Varietes.
31. Wizyta w Moskwie wuja Berlioza i jego plany względem mieszkania przy ulicy Sadowej.
32. Bufetowy z teatru Varietes w gościnie u Wolanda.
33. Losy Małgorzaty.
34. Zgoda Małgorzaty na udział w szatańskim balu.
35. „Cudowny" krem Azazella - Małgorzata zostaje wiedźmą.
36. Niezwykły lot Małgorzaty nad miastem i jej „słodka" zemsta na Łatuńskim.
37. Spotkanie Małgorzaty z Wolandem.
38. Małgorzata gospodynią na szatańskim balu.
39. Historia Friedy i inne historie przestępców zza światów.
40. Kameralne spotkanie u Wolanda.
41. Powrót mistrza.
42. Piłat i Afraniusz.
43. Podstępny plan procuratora Judei.
44. Działania Afraniusza zmierzające do uśmiercenia Judy z Kiriatu:
a) spotkanie z Nisą,
b) wywabienie Judy za miasto i zabicie go,
c) podrzucenie sakiewki z notatką do pałacu Kajfasza.
45. Pogrzeb skazańców.
46. Mateusz Lewita przed obliczem hegemona.
47. Uporczywe śledztwo w sprawie Berlioza.
48. Nieudana próba schwytania Behemota.
49. Pożar w mieszkaniu przy Sadowej 302.
50. Korowiow i Behemot klientami w sklepie dla uprzywilejowanych oraz gośćmi w restauracji Gribojedowa.
51. Pożar Gribojedowa.
52. Dyskusja Mateusza Lewity - wysłannika „światłości" z Wolandem.
53. Otrucie mistrza i Małgorzaty - ich wcielenie się w „duchy".
54. Pożegnanie mistrza i poety.
55. Pożegnanie mistrza ze światem.
56. Podróż do „wiekuistej przystani".
57. Uwolnienie Piłata.
58. Woland i jego świta wracają do siebie.
59. Mistrz i Małgorzata w „wieczystym domu."
60. Śledztwo w sprawie Wolanda i dalsze losy bohaterów.
61. „Księżycowy" sen profesora Iwana Nikołajewicza Ponyriowa.

 


Najważniejsze cytaty „Mistrza i Małgorzaty"
O miłości:
„Za mną czytelniku! Któż to ci powiedział, że nie ma już na świecie prawdziwej, wiernej, wiecznej miłości? A niechże wyrwą temu kłamcy plugawy język!
Za mną, czytelniku mój, podążaj za mną, a ja ci ukaże taką miłość!" (autorski zwrot do odbiorcy)

„Miłość napadła na nas tak, jak napada w zaułku wyrastający spod ziemi morderca, i poraziła nas oboje od razu. Tak właśnie razi grom albo nóż bandyty! Ona zresztą utrzymywała później, że to nie było tak, że musieliśmy się kochać już od dawna, jeszcze się nie znając i zanim się jeszcze spotkaliśmy (...)"

„No więc ona mówiła, że wyszła tego dnia z bukietem żółtych kwiatów właśnie po to, bym ją wreszcie odnalazł, i gdyby tak się nie stało, otrułaby się, bo jej życie było pozbawione sensu."

„Ona przychodziła, natychmiast wkładała fartuch i w wąskim korytarzyku, gdzie był zlew, którego obecność tam z taką dumą podkreślał nieszczęsny chory, zapalała na drewnianym stole prymus i przygotowywała śniadanie, które zjadali następnie przy nakrytym owalnym stole w pierwszym pokoju. Kiedy zrywały się majowe burze, a tuż za oślepłymi okienkami z szumem płynęła ku ściekowi woda, grożąc zalaniem ich ostatniej przystani, zakochani rozpalali w piecu i piekli sobie w popielniku kartofle. (...) W suterenie rozlegały się śmiechy, a drzewa w ogródku po przejściu ulewy gubiły złamane przez wiatr gałązki i białe kiście."

„Niosła obrzydliwe, niepokojąco żółte kwiaty! (...) Te kwiaty rysowały się bardzo wyraziście na tle jej czarnego płaszcza. Niosła żółte kwiaty! To niedobry kolor! Skręciła z Twerskiej w zaułek Arbatu i wtedy się obejrzała. (...) Szły Twerską tysiące ludzi, ale zaręczam panu, że ona zobaczyła tylko mnie jednego i popatrzyła na mnie nie to, żeby z lękiem, ale jakoś tak boleśnie. Wstrząsnęła mną nie tyle jej uroda, ile niezwykła, niesłychana samotność malująca się w tych oczach. Posłuszny owemu żółtemu znakowi losu ja również skręciłem w zaułek i ruszyłem jej śladem."

„Dokładnie pamiętam dźwięk jej głosu, taki dosyć niski, ale załamujący się niekiedy, i chociaż to głupie, wydało mi się, że żółte, brudne mury uliczki powtarzają echem jej słowa. (...) Popatrzyła na mnie zdziwiona, i ja nagle i najzupełniej nieoczekiwanie zrozumiałem, że przez całe życie kochałem właśnie tę kobietę!" (z opowieści mistrza)

 „ten kto kocha, powinien dzielić los, tego kogo kocha"

o władzy:
„(...) wszelka władza jest gwałtem zadanym ludziom i że nadejdzie czas, kiedy nie będzie władzy ani cesarskiej, ani żadnej innej. Człowiek wejdzie do królestwa prawdy i sprawiedliwości, w którym niepotrzebna będzie już żadna władza."

„skoro nie ma dokumentu, to nie ma również człowieka." (z wypowiedzi mistrza)

etyka i filozofia:
„Bądź tak uprzejmy i spróbuj przemyśleć następujący problem - na co by się zdało twoje dobro, gdyby nie istniało zło, i jak by wyglądała ziemia, gdyby z niej zniknęły cienie? Przecież cienie rzucają przedmioty i ludzie. Oto cień mojej szpady. Ale są również cienie drzew i cienie istot żywych. A może chcesz złupić całą kulę ziemską, usuwając z jej powierzchni wszystkie drzewa i wszystko, co żyje, ponieważ masz taką fantazję, by się napawać niezmąconą światłością?" (Woland podczas dialogu z Lewitą)

„Przeklinam ciebie, Boże! (...) Jesteś głuchy! (...) Gdybyś nie był głuchy, usłyszałbyś mnie i zabiłbyś go w tejże chwili! Nie jesteś wszechmogący! Jesteś Bogiem nieprawości! Przeklinam cię, Boże łotrów, opiekunie zbójców, natchnienie zbrodniarzy!" (bunt Mateusza Lewity)

„Prawdą jest przede wszystkim to, że boli Cię głowa, i to tak bardzo cię boli, że małodusznie rozmyślasz o śmierci. Nie dość, że nie starcza ci sił, by ze mną mówić, ale trudno ci nawet na mnie patrzeć. Mimo woli staję się twoim katem, co zasmuca mnie ogromnie. Nie możesz nawet o niczym myśleć i tylko marzysz o tym, by nadszedł twój pies, jedyne zapewne stworzenie, do którego jesteś przywiązany. Ale twoje męczarnie zaraz się skończą, ból głowy ustąpi." (Ha - Nocri do Piłata)

„... runie świątynia starej wiary i powstanie nowa świątynia prawdy. (...) (słowa Jeszui)

„O, bogowie, o, bogowie moi! Jakże smutna jest wieczorna ziemia! Jakże tajemnicze są opary nad oparzeliskami! Wie o tym ten, kto błądził w takich oparach, kto wiele cierpiał przed śmiercią, kto leciał ponad tą ziemią, dźwigając ciężar ponad siły. Wie o tym ten, kto jest zmęczony. I bez żalu porzuca wtedy mglistą ziemię, jej bagniska i jej rzeki, ze spokojem w sercu powierza się śmierci, wie bowiem, że tylko ona przyniesie mu spokój." (słowa autora - wstęp do rozdziału 32. Przebaczenie i wiekuista przystań)

„Oto twój dom, oto twój wieczysty dom, który otrzymałeś w nagrodę. Widzę już okno weneckie i dzikie wino, które wspina się pod sam dach. (...) Wiem, że wieczorem odwiedzą cię ci, których kochasz, którzy cię interesują, ci, co nie zakłócą twojego spokoju. Będą ci grali, będą ci śpiewali, zobaczysz, jak jasno jest w pokoju, kiedy palą się świece. (...) będziesz zasypiał z uśmiechem na ustach. Sen cię wzmocni (...). Ja zaś będę strzegła twego snu." (Małgorzata do mistrza)

„Ludzie są tylko ludźmi. Lubią pieniądze, ale przecież tak było zawsze... Ludzkość lubi pieniądze, z czegokolwiek byłyby zrobione, czy to ze skóry, czy z papieru, z brązu, czy złota. Prawda, są lekkomyślni... No, cóż... Ludzie jak ludzie... w zasadzie są jacy byli, tylko problem mieszkaniowy ma na nich zgubny wpływ..." (refleksja Wolanda na temat natury ludzkiej)

„ - Nie ma takiej wschodniej religii, (...) w której dziewica nie zrodziłaby boga. Chrześcijanie nie wymyślili niczego nowego, stwarzając swojego Jezusa, który w rzeczywistości nigdy nie istniał. (...)
- A ty - mówił Berlioz do poety - bardzo dobrze i odpowiednio satyrycznie pokazałeś, na przykład, narodziny Jezusa, syna bożego, ale dowcip polega na tym, że jeszcze przed Jezusem narodziło się całe mnóstwo synów bożych, jak, powiedzmy, fenicki Adonis, frygijski Attis, perski Mitra. A tymczasem, krótko mówiąc, żaden z nich w ogóle się nie narodził, żaden z nich nie istniał, nie istniał także i Jezus. Musisz koniecznie zamiast narodzin Jezusa czy też, powiedzmy, hołdu trzech króli, opisać nonsensowne wieści rozpowszechniane o tym hołdzie. Bo z twego poematu wynika, że Jezus narodził się naprawdę!" (Berlioz do Iwana Bezdomnego)

„(...) jak człowiek może czymkolwiek kierować, skoro pozbawiony jest nie tylko możliwości planowania na choćby śmiesznie krótki czas, no, powiedzmy, na tysiąc lat, ale nie może ponadto ręczyć za to, co się z nim samym stanie następnego dnia." (Woland do literatów: Bezdomnego i Berlioza)

„Cóż, jeśli wolno, przyzna pan, że jest coś niedobrego w mężczyznach, którzy unikają wina, gier, towarzystwa pięknych kobiet i ucztowania. Tacy ludzie są albo ciężko chorzy, albo w głębi duszy nienawidzą otoczenia." (Woland do bufetowego Fokicza)

odrobina satyry:
„ - Panowie jesteście pisarzami? - teraz z kolei zapytała obywatelka.
- Bez wątpienia - z godnością odpowiedział Korowiow.
- Proszę okazać legitymacje - powtórzyła obywatelka. (...)
(...)Więc, żeby upewnić się, że Dostojewski jest pisarzem, należy od niego żądać okazania legitymacji. Niech pani weźmie dowolne pięć stron pierwszej, lepszej jego powieści, a przekona się pani, że ma do czynienia z pisarzem. Zresztą przypuszczam, że Dostojewski w ogóle żadnej legitymacji nie miał! A ty jak myślisz - Korowiow zwrócił się do Behemota.
- Założę się, że nie miał - odpowiedział tamten, postawił prymus na stole obok księgi i wytarł ręką pot z usmolonego czoła.
- Ale pan nie jest Dostojewskim - powiedziała zbita z tropu przez Korowiowa obywatelka.
- Skąd to można wiedzieć, skąd to można wiedzieć - odrzekł Korowiow.

- Dostojewski umarł - odpowiedziała obywatelka, ale jakoś niezbyt pewnie.
- Protestuję! - gorąco zawołał Behemot. - Dostojewski jest nieśmiertelny!" (Korowiow i Behemot przed wejściem do Gribojedowa, dyskusja z Zofią Pawłowną)

Mistrz - charakterystyka postaci

Postać mistrza pojawia się w dziele Michaiła Bułhakowa dopiero w rozdziale 13, części I. Tytuł rozdziału brzmi: Pojawia się bohater i jest to niemal sugestia autora, że od tej pory wszystkie powieściowe wydarzenia zaczną się „wyjaśniać".
Mistrza poznajemy jako anonimowego pensjonariusza kliniki dla psychicznie chorych, w chwili, gdy ubrany w szpitalną piżamę, przekrada się balkonem do sąsiedniego pokoju, gdzie akurat przebywa poeta Iwan Bezdomny. Bohater wygląda na trzydzieści osiem lat, ma ciemne włosy, ostry nos, przerażone oczy i dokładnie ogoloną twarz: „Do pokoju ostrożnie zaglądał mniej więcej trzydziestoośmioletni człowiek, ciemnowłosy, starannie wygolony, o ostrym nosie i przerażonych oczach." Nie chce zdradzić swojej tożsamości, uważa, że ten fakt nie ma większego znaczenia: „ - Nie mam już nazwiska - odparł z posępną pogardą dziwny gość. - Wyrzekłem się go, jak zresztą wszystkiego w tym życiu. Puśćmy to w niepamięć."
Zamiast tego woli, by nazywano go mistrzem i sam tak się przedstawia, na dowód wkładając na głowę czarną czapeczkę w wyhaftowaną żółty jedwabiem literą „M": „ - Jestem mistrzem" - mówi. Tak zaczęła nazywać go ukochana i podarowała mu wspomniane nakrycie głowy.
W przeszłości pracował w muzeum, bo z wykształcenia był historykiem i znał kilka języków obcych, ale pewnego dnia wygrał na loterii sto tysięcy rubli. Od tamtej pory zaczął żyć wedle swojego uznania. Wynajął skromne dwupokojowe mieszkanie w pobliżu Arbatu i zaczął pisać powieść o piątym procuratorze Judei - Poncjuszu Piłacie. Z tym zamiarem nosił się już od dawna, ale dopiero wygrana umożliwiła mu realizację marzenia, miał więcej czasu, jadał w niezbyt drogich restauracjach, chodził nienagannie ubrany, czasem wybierał się na przechadzki. Podczas jednej z nich poznał Małgorzatę. Zwróciła jego uwagę, pękiem żółtej mimozy niesionym w ręku. Ponadto była piękna, a w jej oczach malowała się „niesłychana samotność". Zaczęli ze sobą rozmawiać, a wkrótce potajemnie spotykać się, bo nieznajoma miała męża. Mistrz też kiedyś był żonaty, ale „epizod" ów poczytywał za porażkę i począł wykluczać go ze swojej pamięci. Opowiada o tym Bezdomnemu:
„ - To pan był żonaty?
- No tak, (...) Z tą... z Warią... z Manią... nie, z Warią... taka sukienka w paski, muzeum... Zresztą nie pamiętam."
Małgorzata odwiedzała mistrza w jego skromnym lokum, wspólnie spędzali czas, a ona stała się pasjonatką pisanej przez niego powieści: „Ten, który nazywał się mistrzem, gorączkowo pracował nad swą powieścią i owa powieść pochłonęła również nieznajomą. (...)
Zanurzywszy we włosach szczupłe palce o ostrych paznokciach, czytała w nieskończoność to, co już napisał, a przeczytawszy zaczynała szyć tę właśnie czapeczkę. (...) Wróżyła mu sławę, ponaglała go i właśnie wtedy zaczęła nazywać go mistrzem."
Gdy powieść została ukończona, autor oddał ją do druku, a następnie do recenzji. Opinie były nieprzychylne, a gdy wydrukowano fragment dzieła, zaczęto drwić z twórcy i szykanować go na łamach prasy. Czynili to redaktorzy: Aryman, Laurowicz i Łatuński: „ (...) Następnego dnia w innej gazecie ukazał się też inny artykuł, podpisany przez Mścisława Laurowicza. Autor domagał się bezlitosnej rozprawy z piłatyzmem i z tym religanckim tandeciarzem, który umyślił sobie, że przemyci (znów to przeklęte słowo!) piłatyzm na łamy czasopism."
Pisarz męczył się psychicznie, utracił wiarę w to, co robił. Nagle ogarniały go nieuzasadnione lęki. Zaczynał cierpieć na depresję. Małgorzata coraz częściej wychodziła na samotne spacery, a on zaprzyjaźnił się z niejakim Alojzym Mogaryczem - pasjonatem literackim, który starał się objaśniać mu sens ukazujących się nadal krytycznych recenzji. Potem okazało się, że „przyjaciel" doniósł na niego odpowiednim organom. Zajęto mieszkanie mistrza, ale wcześniej mistrz, w przystępie rozpaczy, zdążył jeszcze spalić część rękopisów. Niektóre „ocaliła" ukochana. By ratować siebie i nie pogrążać najdroższej kobiety, która cierpiała z jego powodu, zgłosił się do kliniki doktora Strawińskiego. Nie wierzył, że jeszcze kiedyś spotka Małgorzatę, tak samo jak nie wierzył w to, że ona jeszcze go kocha. W szpitalu, dzięki środkom antydepresyjnym, odnalazł względny spokój.
Dzięki „przedsiębiorczości" ukochanej Margot ponownie mogli się spotkać. Wówczas mistrz poznał świtę Wolanda, początkowo traktował nowych znajomych sceptycznie, a samego szatana, jak twierdził, wolałby uznawać za wytwór halucynacji. Na pytanie diabła:
„(...) Ale pan wierzy, że to rzeczywiście jestem ja?
Odpowiedział:
- Cóż robić, muszę wierzyć - powiedział przybysz, ale oczywiście byłbym znacznie spokojniejszy, gdybym mógł uważać pana za wytwór halucynacji. - Tu spostrzegł się i dodał: - O, przepraszam!..."
Okazało się jednak, że „nie taki diabeł straszny, jak go malują". „Ekipa" Wolanda pomogła kochankom - „przywróciła" mistrzowi rękopis dzieła, wróżąc, że przyniesie mu ono jeszcze niejedną niespodziankę, a być może i sławę oraz zabrała ich do pełnego spokoju „wieczystego domu". Mistrz otrzymał od księcia ciemności przywilej „uwolnienia" bohatera swojej powieści - Piłata dręczonego od setek lat wyrzutami sumienia.
Mistrz symbolizuje człowieka pragnącego realizować swoje marzenia, które czasem rzeczywistość bezlitośnie unicestwia. Wtedy taki człowiek staje się nieszczęśliwy, traci wiarę w sens tego, co robi, zamyka się w sobie, unika innych. Zapasy jego sił życiowych zostają wyczerpane. Dokładnie taki jest bohater Bułhakowa - zbyt wrażliwy, by móc funkcjonować w okrutnej rzeczywistości. Wcześniej uzdolniony, ambitny pisarz, zafascynowany dwoma postaciami - symbolami: Jezusa (Jeszui) i Piłata, po wydrukowaniu fragmentu powieści i licznych krytykach, odrzuca świat realny i świadomie „zamyka się" w szpitalu dla umysłowo chorych, by tam „cierpieć" za prawdę, którą chciał ukazać światu - prawdę o istnieniu Jezusa, zakazaną i negowaną przez ateistyczne środowisko literatów. Przypomina tym samym swojego bohatera - Jeszuę, również cierpiącego, a nawet umierającego w imię prawdy.
„ - Teraz jestem nikim" - mówi reprezentantowi piekieł - Wolandowi i w tym tragicznym wyznaniu słychać bezsilność, brak wiary w siebie, wyrzeczenie się nawet własnej osobowości - próbę zaprzeczenia swemu istnieniu, a przecież musiał w jakiś sposób kochać życie. Wystarczy przypomnieć scenę, jak czule żegnał się z miastem - Moskwą, gdy opuszczał ją na zawsze: „Mistrz patrzył na miasto. W pierwszej chwili zakradł się do jego serca smutek i żal (...)
- Na zawsze!... Zrozumże to - wyszeptał mistrz i oblizał suche, spękane wargi. Zaczął uważnie przysłuchiwać się temu wszystkiemu, co działo się w jego duszy. Wydało mu się, że podniecenie minęło, przekształciło się w poczucie wielkiej, śmiertelnej krzywdy, ale i ono było nietrwałe, przeminęło, zastąpiła je , nie wiedzieć czemu, wyniosła obojętność, a tę z kolei przeczucie wiekuistego spokoju."
Symbolizuje jednostkę tragiczną, pokonaną przez rzeczywistość, której nie może stawić oporu, ponieważ ta jest zbyt przerażającym i niebezpiecznym „potworem". Jednocześnie uosabia kogoś, kto walczy i realizuje swoje zamierzenia bez względu na skutek, zawsze jest wierny sobie, za co zostaje nagrodzony, ale już w innym - dużo bardziej przyjaznym i bezpiecznym świecie.

Małgorzata - charakterystyka postaci

 
Postać Małgorzaty przybliża wstępnie tajemniczy mężczyzna, opowiadając o niej swojemu słuchaczowi w szpitalu. Z opowieści wyłania się portret nieszczęśliwej kobiety, której nie satysfakcjonuje dotychczasowe życie, ponieważ brak w nim prawdziwej miłości: „No więc ona mówiła, że wyszła tego dnia z domu z bukietem żółtych kwiatów właśnie po to, bym ją wreszcie odnalazł, i gdyby tak się nie stało, otrułaby się, bo jej życie pozbawione było sensu." Następnie Bułhakow poświęca jej cały rozdział (Małgorzata) ukazując ją jako niezwykłej urody, inteligentną trzydziestolatkę.
Była zamężna, ale bezdzietna. Wyszła za mąż w wieku dziewiętnastu lat. Nie mogła narzekać również na swoja sytuację materialną. Wiele kobiet chętnie by się z nią zamieniło: „(...) Małgorzata była piękna i mądra. (...) Trzydziestoletnia bezdzietna Małgorzata była żoną wybitnego specjalisty, który w dodatku dokonał pewnego odkrycia o ogólnopaństwowym znaczeniu. Jej mąż był młody, przystojny, dobry, uczciwy i uwielbiał żonę." Para małżonków zamieszkiwała w pięknej gotyckiej willi w pobliżu Arbatu. Nie „dotykały" Małgorzaty sprawy dnia powszedniego, nie musiała pełnić roli gospodyni domu. Od tego miała służbę. Jej osobistą służącą była Natasza. W jej życiu brakowało jedynie miłości. Nie czuła się kochana.
Pewnego dnia spotkała mistrza i miłość poraziła ich w jednej chwili. Czuli, jak gdyby obydwoje znali się od dawna. Pomiędzy parą przypadkowych przechodniów narodziło się potężne uczucie: „(...) mistrz i nieznajoma tak się pokochali, że stali się nierozłączni." Małgorzata została pierwszą „czytelniczką" i „recenzentką" powieści mistrza, mawiała nawet, „że w niej kryje się całe jej życie". Dostrzegła u ukochanego wielki talent, wspierała go, „nie mogła doczekać się przyobiecanych ostatnich słów o piątym procuratorze Judei." Była przy najdroższym w chwilach dla niego trudnych, gdy kilku literatów w serii krytycznych artykułów, wyśmiało dzieło jego życia i talent. Pragnęła być z nim mimo jego osobistej porażki. Zdecydowała się odejść od męża. Pewnego jesiennego wieczoru zastała ukochanego w trakcie niszczenia powieści. Ocaliła fragmenty rękopisów, wyciągając je z ognia gołymi rękami: „Krzyknęła cicho, wyciągnęła z pieca gołymi rękami ostatni jeszcze nie spalony, zaledwie tlący się na krawędziach plik papierów i rzuciła go na podłogę. Dym natychmiast wypełnił pokój. Zadeptałem ogień, a ona opadła na kanapę i zaczęła płakać, niepohamowanie, spazmatycznie."
Gdy ukochany zniknął, myślała o nim, zastanawiała się, gdzie jest, a jej miłość ani na chwilę nie wygasła. Cierpiała z jego powodu, modliła się i błagała go, by „uwolnił" ją z myśli o sobie, lecz jego wizja i tak nieustannie ją prześladowała: „Jeżeli jesteś na zesłaniu, to dlaczego nie dajesz znaku życia? Ludzie przecież dają znać o sobie. Przestałeś mnie kochać? Nie, jakoś nie mogę w to uwierzyć. A więc zesłano cię i umarłeś... Jeżeli tak, to proszę - zwolnij mnie, pozwól mi wreszcie żyć, oddychać!"
Była gotowa zrobić wszystko, żeby go odzyskać. Zawarła pakt z diabłem. Wytypowano ją spośród wielu moskiewskich Małgorzat, bo tylko ona mogła być idealną gospodynią balu. Jak twierdził Korowiow, płynęła w niej królewska krew, a na balu zwanym balem stu królów musiał być ktoś z królewskiego rodu. Miała przecież zostać partnerką samemu władcy piekieł: „ - Utarła się tradycja (...) - że gospodyni balu musi mieć na imię Małgorzata, to po pierwsze, a po drugie - powinna pochodzić z miejscowości, w której bal się odbywa. (...) Odszukaliśmy w tym mieście sto dwadzieścia jedną Małgorzatę, i czy pani uwierzy - Korowiow z rozpaczą klepnął się po udzie - żadna się nie nadaje! Aż wreszcie szczęśliwy traf... (...)
- Ach królowo - filuternie terkotał Korowiow - kwestie krwi to najzawilsze problemy na świecie!"
Nim zakochana Margot (tak nazywał ją mistrz) wypełniła swoją dostojną funkcję, przyjęła podarek od Azazella - cudowny krem, po którym jej ciało i ona sama „przeszła" istną metamorfozę: „Na trzydziestoletnią Małgorzatę patrzyła z lusterka kędzierzawa z natury, kruczowłosa dwudziestoletnia dziewczyna i trzęsła się ze śmiechu. (...) Ciało jej natychmiast poróżowiało, rozgrzało się (...) w mięśnie rąk i nóg wstąpiła siła, a potem ciało Małgorzaty stało się nieważkie." Zamieniła się w wiedźmę. W pośpiechu napisała pożegnalny list do męża, donosząc mu, że się z nim rozstaje i błaga o wybaczenie. Jako diablica podróżowała na miotle, leciała nad Moskwą. Przypomniała sobie wówczas krytyka, który „pogrążył" mistrza - Łatuńskiego, zdemolowała jego mieszkanie i, mimo że czyn ten wskazywałby na jej mściwą i złośliwą naturę w istocie tak nie było. Mimo „metamorfozy" zachowała typowo ludzkie uczucia i wrodzoną dobroć, bo w chwilę później uspokoiła płaczące dziecko. Na słynnym balu nie opuszczał jej strach, lecz starała się go nie okazywać. Miała przy sobie zaufanego „przyjaciela" - Korowiowa, a w uszach brzmiały jej jeszcze jego wskazówki: „(...) niech się pani nigdy niczego nie boi. To rozsądne."
Cierpliwie poddała się wszystkim zabiegom przygotowującym ją do tej wielkiej uroczystości. Każdemu z „gości" okazywała szacunek, wytrwale znosiła oddawany jej hołd - pocałunki w kolano oraz sam widok niezwykłych przybyszów - wyłaniających się z kominka wisielców, trupów morderców, zbrodniarzy, przestępców - wszystkich tych, którzy za życia doczesnego „zasmakowali" w złych czynach. Sama była świadkiem przerażającego aktu - zabójstwa barona Meigla, musiała ponadto zakosztować krwi, wznosząc toast z gospodarzem balu. Niełatwa była to rola, lecz dzięki niej odzyskała mistrza. Zlitowała się ponadto nad Friedą, błagając dla niej o łaskę przebaczenia samego Wolanda. Współczuła uwiedzionej Friedzie, starała się pojąć jej tragiczne położenie i moment, gdy kobieta dusiła swoje dziecko chusteczką. Winnym czyniła również nieumyślnego ojca noworodka:
„ - A gdzież ów właściciel kawiarni? - zapytała Małgorzata.
- Królowo - zaskrzypiał nagle z dołu kocur - pozwól, że cię zapytam, co tu ma do rzeczy właściciel kawiarni? Przecież to nie on dusił w lesie noworodka!"
„Wszechpotężny" Woland wywiązał się z umowy i spełnił jej życzenie. Mistrz i Małgorzata ponownie mogli być razem, ale tam, gdzie panuje tylko „światłość": „ - On prosi, abyście zabrali także tę, która go kochała i która przez niego cierpiała. (...)" Kochankowie musieli umrzeć, by cieszyć się wspólnym szczęściem. Na zawsze zostali obdarzeni wiecznym spokojem - była to forma nagrody, na która obydwoje zasłużyli. Mistrz - jako ten, który walczył o prawdę, a Małgorzata - jako ta, która stanęła w obronie miłości.
Postać Małgorzaty to przykład kobiety romantycznej, dla której miłość jest najważniejsza, z tym, że uczucie to nie jest dla niej siłą niszczącą - wprost przeciwnie - skłania do działania, pobudza do walki. Jest motorem życia. W chwilach krytycznych - gdy nie wie nic o losie ukochanego, nie poddaje się, stale o nim myśli, przywołuje go. Kiedy pojawia się szansa odzyskania mistrza, wykorzystuje ją. Ufa sile miłości i zdaje się na nią. Bohaterka prezentuje cechy nie tylko kobiece takie jak: dobroć, litość, współczucie, czułość, ale również męskie: upór, siłę, waleczność. Jej aktywna postawa symbolizuje walkę o to, co najważniejsze, co stanowi treść życia - o miłość.
Tak wykreowana Małgorzata może być wzorcem i portretem wielu kobiet: tych, które ciągle czekają na spotkanie tajemniczego „mistrza" i tych, które poddają się, nie mając już sił walczyć o ukochanych oraz tych, które tkwią w „bezwartościowych" związkach, czyniąc siebie „niewolnicami" nieudanych i zmierzchających miłości. Te kobiety, „z niesłychaną samotnością malującą się w oczach" można spotkać codziennie, możliwe, że gdzieś, z obawy, ukrywają krzyczący bukiet żółtej mimozy...
Piłat z Pontu - charakterystyka postaci

Autor Mistrza i Małgorzaty na kartach powieści kreśli indywidualny portret tej postaci. „W białym płaszczu z podbiciem koloru krwawnika posuwistym krokiem kawalerzysty wczesnym rankiem czternastego dnia miesiąca nisan pod krytą kolumnadę łączącą oba skrzydła pałacu Heroda Wielkiego wyszedł procurator Judei Poncjusz Piłat." - tak Michaił Bułhakow rozpoczyna swoją legendę o sławnym hegemonie. Autor „upsychologizował" i udramatyzował tego bohatera.
W jego powieści cierpi on na nieznośne bóle głowy i nienawidzi zapachu olejku różanego: „Procurator ponad wszystko nienawidził zapachu olejku różanego, a dziś wszystko zapowiadało niedobry dzień, ponieważ woń róż prześladowała procuratora od samego rana." Ból głowy doskwiera mu tak, że nie ma sił przesłuchiwać więźnia, którego akurat przywiedziono przed jego oblicze. Jego twarz wykrzywia grymas, marzy o tym, by wreszcie odpocząć, pragnie przywołać psa Bangę - swojego najlepszego przyjaciela. W czasie rozmowy ze skazańcem stara się pokonać ból i skoncentrować na jego słowach. Czasem przychodzi mu to z trudem:
„ - Czemuś, włóczęgo, wzburzał umysły ludu na targowisku opowieściami o prawdzie, o której ty sam nie masz pojęcia? Cóż więc jest prawdą?
„I pomyślał sobie procurator: „Bogowie! Pytam go na sądzie o takie rzeczy, o które pytać nie powinienem... Mój umysł mnie zawodzi..." Rzeczywisty Poncjusz Piłat był od 26 do ok. 36 r. n.e. rzymskim namiestnikiem Judei. Historyk żydowski tamtego okresu - Józef Flawiusz oraz chrześcijańskie ewangelie wymieniają go jako tego, przed którego obliczem stanąć miał Jezus z Nazaretu. Nieznane są szczegóły dotyczące życia prefekta, ale powstają o nim legendy. Św. Mateusz w swojej Ewangelii dowodzi niezbicie, że Piłat po zatwierdzeniu wyroku na Jezusa, symbolicznie umył ręce - co oznaczało, że nie chciał wydawać Go na śmierć, lecz taka była wola ludu. Miał wówczas rzec: „Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz" (Ewangelia św. Mateusza)
Cierpienie wydaje mu się nie do zniesienia. „Małodusznie rozmyśla o śmierci." Wie o tym przesłuchiwany i sugeruje mu pomoc. Uważa go za mądrego i rozsądnego człowieka: „Przechadzka dobrze ci zrobi, a ja ci chętnie będę towarzyszył. Przyszło mi do głowy kilka nowych myśli, które, jak sądzę, mogłyby ci się wydać interesującymi, i z przyjemnością bym się nimi z tobą podzielił, tym bardziej, ze sprawiasz na mnie wrażenie bardzo mądrego człowieka." Ponadto podsądny zwraca się do Piłata słowami: „Człowieku dobry...", ale po chwili, na rozkaz procuratora, centurion Marek Szczurza Śmierć „przypomina" mu, jak powinien nazywać namiestnika: „ - Do procuratora rzymskiego zwracać się: hegemon." Hegemon zauważa, że nikt w Jeruszalaim nie nazywa go dobrym człowiekiem: „ - Czy to mnie nazwałeś dobrym człowiekiem? Jesteś w błędzie. Każdy w Jeruszalaim powie ci, że jestem okrutnym potworem, i to jest święta prawda."
W trakcie przesłuchania Piłat wnioskował, że zarzuty wobec więźnia są przesadzone, nie widział w Jeszui buntownika, uznał go za obłąkanego filozofa, lekarza, który potrafi uśmierzyć jego nieznośny ból głowy. Polecił wydalić go z Jeruszalaim i uwięzić w Caesarea Stratonica nad Morzem Śródziemnym, tam, gdzie znajdowała się prywatna rezydencja prefekta. Jednakże okazało się, że wystosowano przeciw Ha - Nocti jeszcze jeden zarzut - ten dotyczył obrazy majestatu władzy. Procurator zrozumiał, że nic już nie uratuje wędrownego myśliciela od śmierci. Być może stałoby się tak, gdyby wówczas zmienił decyzję i „cofnął" wydany wyrok, ale bał się. Wiedział, że uniewinniając skazańca głoszącego teorię zniesienia władzy, ściągnąłby na siebie kłopoty. Musiałby się tłumaczyć przed samym Cezarem Tyberiuszem, któremu podlegał.
Próbował zatem wpłynąć na oskarżycieli - przedstawicieli Sanhedrynu (arcykapłanów). Rozmawiał w tej sprawie z Kajfaszem. Sugerował mu zmianę decyzji - wolał, żeby ze względu na nadchodzące święto Paschy uwolniono Ha - Nocri, a nie Bar Rabbana - zabójcę jednego z legionistów. Kajfasz był nieprzejednany: „Nie pokój, o, nie pokój przyniósł nam do Jeruszalaim ten wichrzyciel, a ty, którego nazywają Jeźdźcem Złotej Włóczni, doskonale o tym wiesz.. Tyś go chciał wypuścić po to, by podburzał lud, by natrząsał się z religii i przywiódł lud pod rzymskie miecze! Ale ja, arcykapłan judejski, póki życia mego, wiary naszej hańbić nie pozwolę i lud mój osłonię!" Piłat groził mu, lecz wyrok był już podpisany.
W ostatnich powieściowych scenach widzimy procuratora siedzącego na ogromnym pustkowiu, towarzyszy mu tylko wierny Banga. Piłat wiedzie dialog z samym sobą i żali się sobie, „(...) że przyszło mu zagrać niedobrą rolę. (...) ponieważ nie zdążył czegoś dopowiedzieć wówczas, dawno temu, czternastego dnia wiosennego miesiąca nisan.(...)swój monolog o księżycu często uzupełnia stwierdzeniem, ze nade wszystko w świeci nienawidzi własnej nieśmiertelności i swej niebywałej sławy. Utrzymuje, ze chętnie by się zamienił z obdartym włóczęgą Mateuszem Lewitą."
Wielki hegemon stchórzył z obawy przed gniewem Cezara, choć nie był przecież człowiekiem pozbawionym odwagi. Zwano go Jeźdźcem Złotej Włóczni. W Dolinie Dziewic zaciekle walczył o jednego ze swoich żołnierzy - Marka Szczurzą Śmierć: „(...) nieoczekiwanie zaczął krzyczeć Piłat, a krzyczał głosem tak strasznym, że Jeszua aż się cofnął. Takim głosem przed laty w Dolinie Dziewic wołał Piłat do swoich jezdnych: „Rąb ich! Rąb ich! Olbrzym Szczurza Śmierć jest otoczony!"
Był inteligentny i sprytny. W dziele Bułhakowa obserwujemy go jako przebiegłego intryganta - pomysłodawcę podstępnego planu zgładzenia Judy z Kiriatu. Pogardzał tym, który zdradził niewinnego filozofa. O swoim uczynku, który w pewnym sensie miał odkupić ciążącą na nim winę, opowiadał Mateuszowi Lewicie:
„ (...) Juda został już zabity tej nocy.
- Kto to uczynił?
- Nie bądź zazdrosny - szczerząc zęby, odpowiedział Piłat i zatarł ręce - obawiam się, że miał i innych wyznawców poza tobą.
- Kto to uczynił? - powtórzył szeptem Lewita.
Piłat powiedział mu:
- Ja to uczyniłem. (...)
- Uczyniłem, oczywiście, niewiele, ale bądź co bądź uczyniłem to ja."
Piłat z Pontu reprezentuje jednostkę tragiczną uwikłaną w konflikt wewnętrzny, nieszczęśliwą z powodu najstraszniejszej ludzkiej słabości - tchórzostwa. Nie potrafi pokonać własnych lęków. Dumając nad przyszłością swego losu, ujawnia cechy egoisty. Boi się o swoje życie. Postępuje wbrew temu, co dyktuje mu sumienie, rozum i intuicja. Jego karą jest trwająca od wieków rozterka - dręcząca myśl o niemożności ocalenia wędrownego myśliciela, który zafascynował go swoją osobowością, poglądami. Procurator potajemnie zostaje jego wyznawcą. W majakach sennych widuje siebie - oprawcę i skazańca wiodących moralno - filozoficzne dysputy na wspólnych przechadzkach: „ (...) a kiedy śpi, śni mu się ciągle to samo - pasmo księżycowego światła, którym chciałby iść i rozmawiać z więźniem Ha - Nocri (...)" Nieznośne bóle głowy, niewypowiedziana dawno temu myśl to tylko jeden wymiar duchowych cierpień Piłata. Jest samotny, opuściła go wiara w ludzi, jedyny przyjaciel jakiego posiada to pies: „ - Szkoda tylko - ciągnął związany Ha - Nocri (...), że zbytnio jesteś zamknięty w sobie i zupełnie opuściła cię wiara w ludzi. Przyznasz przecież, ze nie można wszystkich swoich uczuć przelewać na psa. Smutne jest twoje życie, hegemonie - w tym miejscu mówiący pozwolił sobie na uśmiech."
Wolę prefekta skrupulatnie wykonuje zaufany komendant tajnej służby - Afraniusz. To jemu Piłat zwierza się ze swoich uczuć. Mówi, jak bardzo nienawidzi miasta, w którym musi przebywać, a sprawując funkcję namiestnika Judei, wypełnia tylko wolę Cezara: „Nie ma bardziej beznadziejnego miejsca na ziemi. Nie mówię już o przyrodzie - jestem chory za każdym razem, ilekroć musze tu przyjechać - to jeszcze pół biedy!... Ale te święta!... Magowie, czarodzieje, wróżbici, te stada wiernych!...Fanatycy, fanatycy!... Ileż był wart ten jeden mesjasz, którego nagle zaczęli się spodziewać w tym roku! Człowiek jest przygotowany na to, że w każdej chwili może stać się świadkiem odrażającego przelewu krwi... Nieustannie trzeba przesuwać wojska, czytać donosy i skargi, a połowa z nich to donosy i skargi na mnie! (...) O, gdyby nie to, że jestem w służbie imperatora!..."
Poncjusz Piłat to człowiek zagubiony we własnej tożsamości, taki, który nie ma odwagi żyć zgodnie z własnym kodeksem wartości. Tchórzy przed samym sobą. Niewymownie lęka się o swoją przyszłość, nie chce narazić się „przełożonemu". Karą za sprzeniewierzenie się „wewnętrznej moralności" są wyrzuty sumienia oraz poczucie zmarnowanego życia. Przypatrując się temu bohaterowi, warto przez chwilę skoncentrować się na własnym życiu - czy faktycznie jest takie, jakie oczekujemy i co ewentualnie możemy zrobić, by je zmienić?
Wizja szatana (Woland) „Mistrza i Małgorzaty"

Ci, którzy mieli przyjemność zetknąć się z szatanem we własnej osobie, opisywali go różnorako. Rysopisy kontrastowały ze sobą: „I tak, na przykład, pierwszy z nich stwierdza, że człowiek ów był niskiego wzrostu, miał złote zęby i utykał na prawą nogę. Drugi zaś twierdzi, że człowiek ten był wręcz olbrzymem, koronki na jego zębach były z platyny, a utykał na lewa nogę. Trzeci oznajmia lakonicznie, że wymieniony osobnik nie miał żadnych znaków szczególnych."
W istocie jednak postać ta prezentowała się zupełnie inaczej, ale od razu można było rozpoznać, że to cudzoziemiec, po prostu ktoś nie z tej ziemi... „Przede wszystkim opisywany nie utykał na żadną nogę, nie był ani mały, ani olbrzymi, tylko po prostu wysoki. Co zaś dotyczy zębów, to z lewej strony były koronki platynowe, a z prawej złote. Miał na sobie drogi szary garnitur i dobrane pod kolor zagraniczne pantofle. Szary beret dziarsko załamał nad uchem, pod pachą niósł laskę z czarną rączką w kształcie głowy pudla. Lat na oko miał ponad czterdzieści. Usta jak gdyby krzywe. Gładko wygolony. Brunet. Prawe oko czarne, lewe, nie wiedzieć czemu, zielone. Brwi czarne, ale jedna umieszczona wyżej niż druga."
Obcokrajowiec przedstawił się spotkanym na Patriarszych Prudach literatom jako profesor czarnej magii, a do stolicy przybył (jak twierdził) celem odcyfrowania oryginalnych rękopisów z dziesiątego wieku. Był więc naukowcem. Pokazał Berliozowi i Bezdomnemu swoją wizytówkę - widniał na niej inicjał nazwiska „W". Poetę poczęstował papierosami „Nasza Marka" dobytymi z pięknej, ozdobnej papierośnicy. Dowodził swoim rozmówcom - zatwardziałym ateistom, że był świadkiem incognito w procesie Chrystusa, widział Jego mękę i śmierć. „ - Nie zapominajcie, że Jezus istniał naprawdę." - przekonywał.
Nazywał się Woland i przybył do Moskwy wraz ze swoją świtą: olbrzymim kotem Behemotem, dziwacznym Korowiowem - Fagotem, Azazellem i piękną diablicą Hellą. Jego podopieczni wielokrotnie zwracali się do niego „messer". Rozgościł się wraz z kompanią w mieszkaniu Stiopy Lichodiejewa - w budynku przy ulicy Sadowej 302 A, w lokalu numer pięćdziesiąt. Publicznie ukazał się na pokazie czarnej magii w teatrze Varietes, podczas którego „zdemaskowano" naturę ludzką.
Małgorzata zetknęła się z nim po raz pierwszy w lokalu przy Sadowej, który „rozrósł się" nagle do niewyobrażalnych rozmiarów. W pomieszczeniach panował półmrok i ciemność. Wokół roztaczał się zapach siarki i smoły. „Jej uwagę przykuwało posłanie. Siedział na nim ten, którego jeszcze tak niedawno biedny Iwan przekonywał na Patriarszych Prudach, ze szatan nie istnieje. Ten właśnie nieistniejący siedział na łożu."
Szatan nie prezentował się wówczas okazale. Przyjął gościa ubrany w brudną nocną koszulę. Kontuzjowaną przed wiekami wieków nogę nacierała mu płonącą maścią Hella, potem uczyniła to Małgorzata. Jedno z jego oczu, jak zwykle płonęło, a drugie wydawało się puste i martwe. „Twarz Wolanda była wykrzywiona, prawy kącik jego ust opadł ku dołowi, wysokie łysiejące czoło bruździły, równoległe do ostrych brwi zmarszczki. Skórę na jego twarzy jak gdyby na wiek wieków przepaliła opalenizna. (...) Małgorzata dostrzegła na nieowłosionej piersi Wolanda misternej roboty skarabeusza z ciemnego kamienia na złoty łańcuszku, żuk miał na grzbiecie jakieś hieroglify."

Skarabeusz - rodzaj chrząszcza z rodziny żukowatych. W Egipcie był uznawany za zwierzę święte, symbolizował wędrówkę słońca po niebie i odrodzenie. Ozdoby o kształcie skarabeusza wytwarzano między innymi z kamienia, drogich metali i kości słoniowej. Noszony w postaci naszyjnika lub pierścienia. Wyrzeźbiony skarabeusz używany był jako pieczęć.

Woland otaczał się niezwykłymi przedmiotami: szponiastymi świecznikami, miał na „wyposażeniu" szachownicę z żywymi figurami, plastyczny globus z ożywającymi częściami świata.
Na wydawanym przez siebie balu stu królów, zjawił się jako ostatni, zupełnie nie dbając o swój wizerunek, lecz ów zmienił się, gdy tylko szatan zakosztował ludzkiej krwi:
„ - Piję wasze zdrowie, panowie - niezbyt głośno powiedział Woland i wznosząc puchar, dotknął go wargami.
Wówczas zaszła metamorfoza. Zniknęła pocerowana koszula i przydeptane kapcie. Woland miał teraz na sobie jakąś czarną chlamidę, a u biodra stalową szpadę."
Przed powrotem „do siebie" - stojąc na „tarasie jednego z najpiękniejszych budynków Moskwy", wyglądał równie dostojnie: „Woland ubrany w swoją czarną chlamidę siedział na składanym taborecie. Długa i szeroka jego szpada, wetknięta ostrzem w szpary między dwiema obluzowanymi pytami tarasu, sterczała pionowo, tak że powstał zegar słoneczny." W trakcie drogi powrotnej, gdy książę ciemności pędził na czarnym rumaku, zasłaniając płaszczem „cały wieczerniejący nieboskłon", leciał wreszcie w swej „prawdziwej postaci" : „Małgorzacie trudno byłoby powiedzieć, z czego była zrobiona uzda jego wierzchowca, sądziła, że są to być może księżycowe promienie, sam zaś wierzchowiec jest tylko bryłą mroku, grzywa rumaka - chmurą, a ostrogi jeźdźca to były cętki gwiazd." Na koniec, gdy wszyscy zdążyli się już pożegnać, „(...) czarny Woland na oślep, nie wybierając drogi, rzucił się w otchłań, a za nim z poszumem runęła jego świta."
Szatan wyobrażony przez Bułhakowa nie jest „ryciną" z ludowych podań i legend. Nie ma rogów, ogona, kopyt, wygląda przyjaźnie, sympatycznie, przypomina człowieka i nosi typowo ludzkie cechy. Można sądzić, że wizualnie jest przystojnym, dojrzałym mężczyzną, którego czasem „szpeci" zaniedbany strój, ale, jak sam tłumaczy wśród domowników, czyli swojej asysty, ubiera się po domowemu. Obdarzony jest lekko ochrypłym głosem: „Głos Wolanda był tak niski, że przy niektórych sylabach przechodził w chrypienie." Ponadto messer jest kawalerem, dlatego zwykle, gdy wydaje bal pełni księżyca, potrzebuje gospodyni, a ponieważ „żyje w ciągłym ruchu", przemieszcza się, królową balu wybiera z miejscowości zaplanowanej na tę uroczystość. Towarzyszy mu jego świta - „do zadań specjalnych", w pełni na usługach władcy piekieł. Czasem asystenci pozwalają sobie na drobne figle, których celem jest przyniesienie szkód, ale nie są one zbyt „dotkliwe". Gorsze „przedsięwzięcia" muszą być zaaprobowane przez messera.
Szatana cechuje inteligencja, erudycja, mądrość. Nieobce są mu zagadnienia filozoficzne, nie podważa istnienia Boga, przeciwnie - sam w Niego wierzy. Zaprezentowany jest jako naukowiec i mag, zna ludzkie dusze i słabości. Wie o przeszłości, przewiduje przyszłość, ma szeroki zakres możliwości. Według Małgorzaty jest „Wszechpotężny".
Paradoksem jest to, że „wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro." Czuje się w obowiązku przywrócenia „moralnego" porządku. Tam, gdzie sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli, interweniuje, bo nie może zgodzić się na to, by zło rządziło się własnymi prawami, ono również musi być „uporządkowane". W końcu to diabelski „resort". Dzięki temu przyczynia się do wzrostu „poziomu" dobra. Statystyki zostają wyrównane. Diabeł ma tutaj dwa oblicza - pierwszym jest pragnienie zła, drugim skrywane miłosierdzie i mimowolne czynienie dobroci. Przez to wydaje się wręcz szlachetny. Zresztą władca cieni nie jest buntownikiem. Podporządkowuje się rozkazom „z góry", wydawanym z promienistej „światłości":
„ - On przeczytał utwór mistrza - zaczął mówić Mateusz Lewita - i prosi cię, abyś zabrał mistrza do siebie i w nagrodę obdarzył go spokojem. Czyż trudno ci to uczynić, duchu zła? (...) - Możesz powiedzieć, że zostanie to zrobione - odpowiedział Woland (...)"
Sytuuje go to poniekąd w roli boskiego poddanego - lennika, przypominając, że to jednak dobroć, szlachetność i miłość „zawiadują" tym światem.
Szatan z powieści Bułhakowa nie przeraża, sprawia nawet wrażenie „przyjaciela" człowieka. Człowiek zaś w niektórych cechach i zachowaniach może przypominać diabelską naturę. Podobnie jak w powieściowym Wolandzie toczy się w nim nieustanna walka, rywalizują siły dobra i zła, szala czasem przechyla się na tę gorszą stronę, bywa, że z pomocą przychodzi później sumienie, ale nie wiadomo, jak zakończy się ów pojedynek, bo będzie on trwał do końca ludzkiego istnienia.
Profesor Leszek Kołakowski twierdzi, że możemy mówić o trzech obliczach diabła: straszliwym, groteskowym i tragicznym:
„Straszliwe oblicze diabła jest najbliższe oficjalnej nauce katolickiej i protestanckiej. Wyłania się z malarstwa i rzeźby religijnej., z kazań traktatów demonologicznych. Jest to bezlitosny i okrutny mistrz ognia i lodu, którego radują niewysłowione cierpienia skazanych. Jego rogów, szponów i kłów nie mogą ukryć najbardziej oszukańcze obrazy, jakie przed nami roztacza. Jest panem męczarni ostatecznej, męczarni i grozy.
Groteskowe oblicze diabła jest bodaj równie stare jak oblicze straszliwe. Znajdujemy je w najstarszym folklorze ludowym całego świata, włączając Chiny, w licznych popularnych legendach, opowieściach i żartach; (...) Diabeł groteskowy ukazuje się pospolicie w bożonarodzeniowych widowiskach. Jest to demon głupi i niezdarny, przechytrzany przez sprytnego chłopa, ale czasem sam pozbawiony poczucia humoru. Obecność jego i nieskuteczne często szalbierstwo wzmacniają nasze dobre samopoczucie, łagodzą lub ograniczają okropne strony bezlitosnego sadysty z państwa ciemności. (...)
Diabeł tragiczny jest w większym stopniu figurą literacką. Milton, jako autor „Raju utraconego", był może głównie odpowiedzialny za ten obraz diabła. Cechami diabła tragicznego są godność i lodowata mądrość. Jest dumnym straceńcem; zna swój los, ale nawet gdyby mógł się ocalić, ukorzywszy się przed Panem i wyznając winę, woli cierpieć. Nieposłuszeństwo jego budzi respekt. „Non serviam" (Nie będę służył) jest jego dewizą. Piekło jest trwałą „terra irredenta" (ziemią niepodległą, niewyzwoloną) Boga, nie zaś żałosnym śmietniskiem dla ludzkich odpadków."
(L. Kołakowski, Czy diabeł może być zbawiony i 27 innych kazań, Kraków 2006)
Jeszua Ha-Nocri charakterystyka postaci

Jeszua Ha-Nocri to postać, której prototypem może być Jezus Chrystus. Poznajemy go w chwili procesu: „Natychmiast dwóch legionistów wprowadziło między kolumny z ogrodowego placyku dwudziestosiedmioletniego człowieka i przywiodło go przed tron procuratora. Człowiek ów odziany był w stary, rozdarty, błękitny chiton. Na głowie miał biały zawój, przewiązany wokół rzemykiem, ręce związano mu z tyłu. Pod jego lewym okiem widniał wielki siniak, w kąciku ust miał zdartą skórę i zaschłą krew."
Jeszua staje przed obliczem wielkiego hegemona posądzony o podburzanie jeruszalaimskiego ludu do zburzenia świątyni oraz jako jednostka, która sprzeniewierza się panującemu systemowi władzy. Wytyczony zostaje przeciwko niemu proces przez arcykapłanów Sanhedrynu, jednakże wyrok oficjalnie, w obecności mieszkańców Jeruszalaim, wydać musi namiestnik Judei - Poncjusz Piłat. Ów nie dostrzega w skazańcu takiego ciężaru win, jaki zauważają reprezentanci duchowieństwa. Pod ich naciskiem, zwłaszcza Kajfasza, Piłat skazuje niewinnego człowieka na śmierć.
Ha - Nocri nie jest niebezpieczny, jak sądzą niektórzy, walczy o prawdę słowem, nikogo nie rani, uważa, że „na świecie nie ma złych ludzi", wierzy w dobro, prawdę i sprawiedliwość. W ich imię również umiera. Cierpliwie znosi los straceńca:
„ - A powiedz mi... czy przed powieszeniem na słupach podano im napój?
- Tak. Ale on jeden (...) nie chciał go wypić.
- Kto mianowicie? - zapytał Piłat.
- Przepraszam, hegemonie! (...) - Nie powiedziałem, kto? Ha- Nocri!
- Szaleniec! - powiedział Piłat i wykrzywił się nie wiedzieć czemu. (...) Umierać na udar słoneczny! Czemuż nie przyjąć tego, na co zezwala prawo? W jakich słowach odmówił?
- - Powiedział (...) - że dziękuj i nie ma żalu o to, że pozbawia się go życia. (...) Jedyne, co powiedział, to że za jedna z najgorszych ułomności ludzkich uważa tchórzostwo."
Prefekt, który wydał na niego wyrok, czuje wyrzuty sumienia, rozumie niesprawiedliwość swojego osądu, jego pragnieniem było ocalenie „obłąkanego filozofa", niezwykłego lekarza leczącego namiestnika z uporczywego bólu głowy. Jeszua - postać ze „światłości" wybacza tchórzostwo swojemu oskarżycielowi, kładzie kres wszelkim podziałom. Bohater uosabia „wcielenie" wartości moralnych.

 

Charakterystyka gości z zaświatów - Woland i jego świta


Woland - Szatan, przybywa do Moskwy wraz ze swoją świtą celem zorganizowania wiosennego balu pełni księżyca. Przedstawia się jako obcokrajowiec - mag i naukowiec, który ma rozszyfrować rękopisy z X wieku. Ponadto jest pomysłodawcą czarodziejskiego spektaklu w teatrze Varietes, podczas którego dzieją się niezwykłe rzeczy. Jego wizyta w mieście obnaża absurd otaczającej rzeczywistości oraz demaskuje ludzka naturę.


Korowiow - Fagot - „Mag, regent cerkiewny, czarodziej, tłumacz czy diabli wiedzą kto..." - dziwaczny człowiek w kraciastym ubraniu i charakterystycznych pękniętym binoklach: „facet ma wąsiki jak kurze piórka, maleńkie, ironiczne i na wpół pijane oczka, a kraciaste porcięta podciągnięte są tak wysoko, że widać brudne białe skarpetki." Przedstawia się czasem jako regent cerkiewny. Skory do żartów, ale również doskonały rozmówca i przewodnik. Podobno kiedyś, w średniowieczu, jako rycerz niefortunnie zażartował z sił świata i ciemności. Pokutuje, odbywając „służbę" przy Wolandzie.
Drugie imię Korowiowa - Fagot poznajemy podczas pokazu czarnej magii. W ten sposób zwraca się do niego Woland. Jego pojawienie wróży kłopoty. W administracji Varietes narobił zamieszania, prezentując się jako wybitny specjalista w dziedzinie organizowania chórów amatorskich. Po jego wizycie personel teatralny rozśpiewał się na całego. Pracownicy i petenci nie potrafili zakończyć pieśni, wszędzie rozlegały się strofy „Morza przesławnego". Wokaliści - amatorzy wylądowali w klinice dla umysłowo chorych. Jedna z poirytowanych pracownic tak o nim mówiła: „ - prowadzi pod rękę jakiegoś sukinsyna (...) - którego nie wiadomo skąd wytrzasnął, w kraciastych spodenkach, w pękniętych binoklach i ... morda zupełnie nie do przyjęcia!..."
Naigrywając się z łasego na pieniądze i łapówki prezesa spółdzielni - Nikanora Iwanowicza, Korowiow „zgłosił" go jako nielegalnego waluciarza. Podał się przy tym za sąsiada wyżej wymienionego prezesa. Wraz z Behemotem stanowili „zgrany" duet w wymyślaniu psikusów. W świetnie zaopatrzonym sklepie dla bogaczy sprowokowali paranoiczną sytuację kradzieży mandarynki. Niezły „popis" dali również w Gribojedowie, do którego nie bez problemów się dostali. Wpuszczono ich za wstawiennictwem właściciela - Archibalda Archibaldowicza, który rozpoznał przybyszy po charakterystycznych fizjonomiach. Słyszał też o ich „działalności". Mimo przezorności szefa restauracji, Gribojedow i tak spłonął. Powiadomiono tajne służby i uzbrojeni funkcjonariusze zaatakowali dziwacznych gości. Oczywiście obydwaj wyszli z opresji cało, ale słynny lokal stanął w ogniu. Korowiow i Behemot prześcigają się w gwizdaniu. Obydwaj są w tym zakresie mistrzami, choć żaden do końca nie może wykorzystać swojej mocy, ponieważ przyniosłoby to fatalne skutki.
Regent cerkiewny, prócz zdolności organizacyjnych wykorzystywanych przy tworzeniu amatorskich chórów, posiada umiejętność udzielania cennych rad. Jest przy tym świetnym kompanem do rozmów. Prowadząc Małgorzatę przed oblicze messera, wiedzie z nią dialog, głównie po to, by nie odczuwała strachu. Opowiada wówczas zabawną anegdotę o zamianie mieszkań. Jest niezmiernie grzeczny, pełen ogłady towarzyskiej, jego słowa działają na Małgorzatę kojąco. Trudno byłoby w nim wówczas rozpoznać niecnego żartownisia. Pełen powagi, patosu jest również na balu. Towarzyszy onieśmielonej królowej Margot, przestawiając jej wszystkich pojawiających się gości. W zasadzie to on przygotowuje Małgorzatę do roli królowej. Pomaga wypełnić jej tę dostojną funkcję.
Korowiow - Fagot budzi sympatię, choć nie każdy chciałby mieć z nim do czynienia. Dla tych, którzy „mają coś na sumieniu", potrafi być niegrzeczny i „żartem" przywrócić ich do porządku. Gdyby zawrzeć z nim bliższą przyjaźń, miałoby się niezgorszego towarzysza, równie poważnego, co ironicznego, służącego radą i bawiącego dowcipem. Jednak należałoby pamiętać, że czasem ujawniałby melancholijną naturę, zamyślając się nad dawną rycerską przeszłością i tajemniczymi, prywatnymi sprawami: „Wspierał brodę na piersi, nie patrzył na księżyc, nie interesowała go ziemia, pędząc koło Wolanda, rozmyślał o jakowychś swoich sprawach."


Azazello - „niewielkiego wzrostu, płomiennie rudy, posiadał wielki kieł, na sobie zaś miał wykrochmaloną koszulę, pasiasty garnitur w dobrym gatunku, na nogach lakierki, a na głowie melonik. Krawat jaskrawy." Jedno z jego oczu zasnute jest bielmem. Zdarza się, że nosi przy sobie ogryzione kurze udko. W „pozaziemskiej" postaci jest demonem bezwodnych pustyń. Rudzielec jest poniekąd „typem" od „brudnej roboty". To on musiał „niegrzecznie" pożegnać pana Popławskiego: „Ten niski, który swoim kłem, nożem i białym okiem wprawiał Popławskiego w śmiertelne przerażenie, sięgał ekonomiście zaledwie do pasa, ale działał energicznie, sprawnie i w sposób zorganizowany. (...) jedną ręką wziął walizkę, drugą otworzył drzwi, ujął pod ramię wujaszka Berlioza i wyprowadził go na schody. (...) Następnie rudy opryszek ujął kurę za udo i całym ptakiem tak mocno i straszliwie uderzył Popławskiego na płask w ucho, że tułów kury oderwał się, udko zaś pozostało w dłoni Azazella..." Podczas szatańskiego balu, zabił szpiega i denuncjatora - barona Meigla: „W tejże chwili w dłoniach Azazella coś błysnęło ogniem coś niezbyt głośno trzasnęło, jak gdyby ktoś klasnął w dłonie, baron zaczął się przewracać na wznak, szkarłatna krew buchnęła z jego piersi (...)"
To także jemu powierzono odpowiedzialną „misję" nakłonienia Małgorzaty do objęcia roli gospodyni balu i, choć było to dla niego trudne zadanie, poradził sobie z nim. W ostateczności, by potwierdzić prawdomówność i dobre intencje, zacytował fragment powieści mistrza, co całkowicie przekonało zakochaną kobietę. Podarował Małgorzacie cudowny kosmetyk, po który zamieniła się w piękną wiedźmą. Gdy Margot zagubiła dar od Wolanda, odzyskał złotą podkówkę, przy czym nieźle nastraszył sięgającą po cudze mienie starą Annuszkę. Musiał zająć się także „przeniesieniem" mistrza i Małgorzaty do „innego świata". W tym celu otruł kochanków, co początkowo wcale im się nie podobało i mieli do niego żal: „ - Trucicielu! - zdążył jeszcze krzyknąć mistrz. Chciał chwycić nóż ze stołu, aby przebić nim Azazella, ale jego dłoń bezradnie ześlizgnęła się po obrusie (...)"
W działaniach wykazywał się dokładnością i precyzją, dlatego właśnie jemu przydzielano odpowiedzialne funkcje. Można było całkowicie na nim polegać. Nieskory do żartów, raczej nieśmiały, pełen powagi. W „pozaziemskiej" postaci jawił się jako rycerz w stalowej zbroi, demon - morderca, ale już bez kła i zeza. Osobowością różnił się od swoich towarzyszy: Korwiowa i Behemota. Nie był na tyle dowcipny. Zwykle znajdował się w pobliżu Wolanda - na wypadek „nieprzewidzianych" okoliczności.
Azazello to typ „potulnego" osiłka. Z pozoru niegroźny, grzeczny, lecz gdy trzeba, ujawnia swoje „drugie" oblicze. Wypełni każde trudne zadanie. W tej kwestii można na nim polegać.


Hella - piękna ruda diablica o fosforyzujących zielonych oczach, z charakterystyczną blizną na szyi. Prowokacyjna, często pojawia się nago lub odziana tylko w skąpy fartuszek. W rolę wiedźmy wciela się głównie wtedy, gdy należy kogoś przestraszyć. Bał się jej dyrektor finansowy - Rimski, gdy usiłowała się prześlizgnąć przez okienny lufcik. Faktycznie, jej wygląd wówczas przerażał: „Dziewczyna zaczęła się śpieszyć, wsunęła w lufcik rudą głowę, rękę wyciągnęła, jak mogła najdłużej, zaczęła drapać paznokciami dolny baskwil i potrząsać ramą. Dłoń jej wydłużyła się, jak gdyby była z gumy, i przybrała trupiozielonkawą barwę. Wreszcie zielone palce trupa uchwyciły ramę baskwila, przekręciły ją i ono zaczęło się otwierać. Rimski krzyknął cicho, przywarł do ściany i niczym tarczą zasłonił się teczką." Lodowatym pocałunkiem „obezwładniła" Warionuchę. Nieszczęśnik zemdlał: „Włosy na głowie Warionuchy uniosły się i stanęły dęba, ponieważ nawet przez zimną, zupełnie przemokniętą tkaninę koszuli poczuł, że dłonie te są jeszcze zimniejsze, że są one zimne jak lód.
Charakterystyka bohaterów powieści mistrza

Poncjusz Piłat - rzymski piąty procurator Judei, jest główną postacią powieści mistrza. Skazuje Jeszuę Ha - Nocri na śmierć, a następnie z powodu niesprawiedliwego wyroku oraz poprzez zaprzeczenie własnej tożsamości i wyznawanych zasad, czuje wyrzuty sumienia i marzy o pośmiertnym spotkaniu ze skazańcem, któremu nie zdążył czegoś dopowiedzieć... Obmyśla również podstępny plan zgładzenia Judy z Kiriatu.

Mateusz Lewita - były poborca podatków, jedyny uczeń Jeszui, porzucił swój zawód i został słuchaczem nauki wędrownego filozofa. Wierzy w Boga, lecz widoczny jest jego bunt przeciwko Niemu - ma to miejsce w momencie, gdy Mateusz obserwuje swojego „mistrza" skazanego na śmierć i przeczuwa jego bezgraniczne cierpienia:
„ - Przeklinam ciebie, Boże! (...)
- Jesteś głuchy! - (...) Gdybyś nie był głuchy, usłyszałbyś mnie i zabiłbyś go w tejże chwili!"

Juda z Kiriatu - zdrajca, gościł u siebie Jeszuę, pragnąc poznać jego poglądy na temat religii i władzy, a następnie doniósł na niego arcykapłanom z Sanhedrynu. Jeszua został pojmany i skazany na śmierć. Zabity na rozkaz Piłata. Morderstwo zostało perfekcyjnie przygotowane: „ - Ach, Afraniuszu, wiesz, co mi nagle przyszło do głowy? A może to było samobójstwo? (...) - Ach, w tym mieście wszystko jest możliwe. Gotów jestem pójść o zakład, że nie minie wiele czasu, a słuchy o tym rozejdą się po całym Jeruszalaim."Ewangelia Judasza - zredagowany w języku koptyjskim manuskrypt odkryty w Egipcie około 1970 roku, ujawniony w 2004 roku, a głoszony w 2006. Prawdopodobnie mógł powstać na przełomie III i IV wieku. Według teologów jest tworem „opozycjonistów", którzy negowali Kościół wczesnochrześcijański. Apokryf prezentuje inne rozumienie Biblii, czyniąc z Judasza realizatora Boskiego planu. Dzięki zdradzie „odkupienie przez krzyż" stało się możliwe. Judasz wypełnił tylko wolę Chrystusa, a Ten podkreślał jego wyższość nad innymi apostołami. Według niniejszej „legendy" Judasz najlepiej pojął naukę Mistrza i wyświadczył mu ostatnią przysługę.
 
Centurion Marek Szczurza Śmierć - olbrzym, dowódca legionu w służbie procuratora. Kiedyś, podczas walk w Dolinie Dziewic został zaatakowany przez Germanów. Ocaliła go defensywna akcja Piłata.

Afraniusz - tajny agent, wiernie służy namiestnikowi, szybki i przebiegły, sprawnie wypełnia wolę Piłata, uśmierca Judy z Kiriatu. Świadek kaźni Jeszui. Służą mu doświadczeni i zaufani żołnierze, np. Tolmaj.

Nisa - piękna Greczynka, wspólniczka w zabójstwie kiriatczyka, zdradziecki Juda podkochiwał się w niej; spełniła prośbę Afraniusza i wywiodła Judę poza miasto, w okolice ogrodu Getsemani.

Kajfasz - przewodniczący Sanhedrynu, uznał działalność Ha - Nocri za niebezpieczną i zdecydował o uwolnieniu Bar Rabana.

Charakterystyka pozostałych bohaterów „Mistrza i Małgorzaty"

Michaił Aleksandrowicz Berlioz - literat, nie uznaje istnienia Boga, jest przewodniczącym towarzystwa literackiego „Massolit". „Mniej więcej czterdziestoletni, ubrany w szary letni garnitur, był niziutki ciemnowłosy, zażywny, łysawy, swój zupełnie przyzwoity kapelusz zgniótł i niósł w ręku; jego starannie wygoloną twarz zdobiły nadnaturalnie duże okulary w czarnej rogowej oprawie." Na Patriarszych Prudach szatan zapowiedział mu śmierć poprzez ucięcie głowy.

Iwan Nikołajewicz Ponyriow - pseudonim literacki „Bezdomny", „barczysty, rudawy, kudłaty młody człowiek w zsuniętej na ciemię kraciastej cyklistówce i kraciastej koszuli - szedł w wymiętych białych spodniach i czarnych płóciennych pantoflach.", napisał antyreligijny poemat o Jezusie, którego nie zaakceptował prezes stowarzyszenia „Massolitu", pensjonariusz szpitala psychiatrycznego z podejrzeniem schizofrenii, „uczeń" mistrza i powiernik jego tajemnic.

Natasza - służąca Małgorzaty, która znała jej tajemnicę - wiedziała o spotkaniach z mistrzem. Została wiedźmą, brała udział w przygotowaniu swej pani do wielkiego balu.

Nikanor Iwanowicz Bosy - prezes spółdzielni mieszkaniowej, rozporządzał kwaterami domu przy ulicy Sadowej. Na skutek upozorowanego przez Korowiowa donosu został aresztowany za posiadanie nielegalnej waluty.

Stiopa Lichodiejew - dyrektor artystyczny teatru Varietes, został „wysłany" przez maga Wolanda do Jałty. Sztukmistrz zajął jego mieszkanie. Został kierownikiem wielkiego sklepu spożywczego w Rostowie. Zaprzestał picia alkoholu.

Andrzej Fokicz - bufetowy w teatrze Varietes. W ramach oszczędności serwował gościem nieświeże potrawy, zmarł na raka wątroby. Śmierć na raka wątroby w jednej z moskiewskich klinik przepowiedział mu Korowiow: „Umrze on za dziewięć miesięcy, w przyszłym roku, w lutym, na rak wątroby w klinice Pierwszego Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego na sali numer cztery."

Warionucha - administrator w teatrze Varietes, znany z kłamstw, przez co został zamieniony w wampira - nawigatora. Po „nawróceniu" przez Wolanda mówił już tylko prawdę i zasłynął z uprzejmości.

Rimski - dyrektor finansowy Varietes. Po próbie zastraszenia go przez wiedźmę Hellę i wampira Warionuchę pospiesznie wyjechał do Leningradu, gdy powrócił, zrezygnował z pełnionej funkcji i został dyrektorem teatru lalek na Zamoskworieczu.

Aryman - jeden z krytyków literackich, który na łamach prasy znieważał mistrza i jego powieść za „przemycanie" treści religijnych w utworze. Przyczynił się do choroby psychicznej mistrza.

Łatuński - recenzent literacki, autor artykułu pt. „Starowier wojujący", krytykował powieść mistrza. Małgorzata dokonała na nim zemsty, kompletnie demolując jego mieszkanie w budynku „Dramlitu".

Mścisław Laurowicz - dziennikarz, krytyk powieści mistrza, domagał się publicznej rozprawy z „piłatyzmem".

Alojzy Mogarycz - dziennikarz, znawca i pasjonat literatury, upozorował przyjaźń z mistrzem, zapoznał się z treścią jego dzieła. Objaśniał mistrzowi formuły krytyków, po czym doniósł na niego odpowiednim władzom. Oskarżono mistrza o przechowywanie nielegalnej literatury i wyrzucono go z jego domu przy Arbacie. Mogarycz zajął wtedy miejsce mistrza. Świta Wolanda oddelegowała go w samej bieliźnie w okolice Wiatki, gdy stamtąd powrócił zajął w Varietes stanowisko Rimskiego. Został dyrektorem finansowym.

Arkadiusz Apołłonowicz - przewodniczący Komisji Akustycznej, podczas seansu czarnej magii został zdemaskowany jako niewierny mąż. Został kierownikiem punktu skupu runa leśnego w Briańsku.

Żorż Bengalski - konferansjer w teatrze Varietes. Podczas „demaskatorskiego" seansu na życzenie widowni kot Behemot urwał mu głowę, którą później ponownie osadził na korpusie. Po tej „niezwykłej" przygodzie Bengalski nie chciał dłużej sprawować swojej funkcji. Przebywał w klinice Strawińskiego, a gdy ją opuścił zaczął żyć z oszczędności.

Strawiński - profesor i jednocześnie dyrektor kliniki psychiatrycznej, do której trafiło kilku bohaterów powieści (Iwan Bezdomny, mistrz, Nikanor Iwanowicz Bosy, Żorż Bengalski). Klinika była świetnie wyposażona i specjalizowała się w leczeniu „schizofrenii bezobjawowej", czyli przyjmowała pacjentów „niewygodnych" politycznie.

Archibald Archibaldowicz - szef restauracji w „Domu Gribojedowa". Bardzo przystojny, pełen uroku osobistego: „Wszedł na werandę piękny czarnooki mężczyzna ze spiczastą bródką, we fraku i ogarnął władczym spojrzeniem swoje włości. A mówili, a mówili mistycy, że był czas, kiedy mężczyzna ten nie chodził we fraku, tylko przepasywał się szerokim pasem skórzanym, zza którego sterczały rękojeści pistoletów, a jego włosy jak krucze skrzydło przewiązywał szkarłatny jedwab i po Morzu Karaibskim płynął pod jego dowództwem bryg pod czarną trumienną banderą z trupią czaszką."
Przyczynił się do aresztowania Iwana Bezdomnego, który po wyczerpującym pościgu za magiem i jego świtą pojawił się w restauracji Gribojedowa i wszczął awanturę. Rozpoznał dziwacznych gości: Korowiowa i Behemota, po czym doszło do strzelaniny i próby aresztowania przybyszów. W efekcie Gribojedow spłonął.

Sasza Riuchin - poeta, przyjaciel Bezdomnego, działacz Massolitu. Po aresztowaniu Iwana pojechał wraz z nim do klinki Strawińskiego. Skrytykowany przez Bezdomnego utracił wiarę w swój talent twórczy.

Łapszennikowa - sekretarz redakcji Massolitu. Wyglądała jakby dostała zeza od ciągłego kłamania. Potwierdziła brak zgody na wydrukowanie powieści mistrza.

Zofia Pawłowna - recepcjonistka w białych skarpetkach, nie chciała wpuścić Korowiowa i Behemota na teren restauracji Gribojdowa.

Annuszka - nazywano ją również „Gangreną". To ona rozlała olej słonecznikowy, przyczyniając się tym samym do śmierci Berlioza. Wypełniła proroctwo Wolanda. Znalazła i przywłaszczyła sobie złotą podkówkę wysadzaną szlachetnymi kamieniami, która Małgorzata otrzymała w prezencie od messera. Podkówkę odzyskał Azazello, niegrzecznie upominając kobietę, by nigdy więcej nie zagarniała cudzego mienia.

Baron Meigel - urzędnik Komisji Widowisk, deklarował się oprowadzać po ciekawych zakątkach stolicy zagranicznych turystów, w istocie inwigilował ich i donosił. Tajnie współpracował z aparatem kontroli państwa. Wprosił się na bal do zagranicznego turysty Wolanda i stracił na nim życie. Zabił go Azazello. Jego krwią Woland spełnił toast, wznosząc kielich, w który zamieniła się skradziona z kostnicy głowa Berlioza: „W tejże chwili w dłoniach Azazella coś błysnęło ogniem, coś niezbyt głośno trzasnęło, jak gdyby ktoś klasnął w dłonie, baron zaczął się przewracać na wznak, szkarłatna krew buchnęła z jego piersi, zalała wykrochmaloną koszulę i kamizelkę. Pod bijący strumień Korowiow podstawił czaszkę, po czym napełnioną podał Wolandowi."

 


 

Siódma pieczęć (Det Sjunde inseglet)  Ingmara Bergmana

Ingmar Bergman (1918 - 2007) – szwedzki reżyser filmowy i teatralny, scenarzysta, dramaturg. Jeden z najwybitniejszych twórców kina autorskiego w kinematografii światowej.
Początkowo realizował filmy będące autobiograficznymi analizami związków pomiędzy mężczyzną a kobietą (Kobiety czekają, 1952; Wakacje z Moniką, 1952) i społecznej kondycji artysty (Wieczór kuglarzy, 1953). Światową sławę przyniosły mu filmowe moralitety (Siódma pieczęć, 1956 i Tam, gdzie rosną poziomki, 1957). Jest mistrzem kina kameralnego, będącego wyrazem filozofii egzystencjalnej, opowiadającego o człowieku skazanym na cierpienie i samotność. (trylogia Jak w zwierciadle, 1961; Goście Wieczerzy Pańskiej, 1962; Milczenie 1963 oraz Persona, 1966). W filmie Fanny i Aleksander (1982), odwołując się do swoich wspomnień opowiedział o magicznym świecie dzieciństwa. W Polsce ukazały się dwie książki Bergmana: Laterna magica (1991) i Obrazy (1993). „W moich filmach chodzi o rzecz najważniejszą, o nadanie duchowego i ludzkiego sensu cywilizacji zaspokojonych potrzeb materialnych.”

Ingmar Bergman Bergman, syn protestanckiego pastora, w dzieciństwie towarzyszył ojcu w podróżach duszpasterskich. Malowidła przedstawiające taniec śmierci, które widział wówczas w wiejskich kościółkach, stały się po latach inspiracją do nakręcenia filmu Siódma pieczęć. Znawcy twórczości reżysera wskazują nawet bezpośrednio na XV-wieczne malowidło szwedzkiego malarza Albertusa Pictora w kościółku w Täby. Można także odnaleźć podobieństwo filmowych bohaterów do postaci z rysunków Albrechta Dürera i rycin Hansa Holbeina młodszego. Tytuł filmu nawiązuje do Objawienia św. Jana, zaczyna się i kończy cytatami z Apokalipsy.
Akcja filmu rozgrywa się w XIV wieku w Szwecji i obejmuje jedną dobę. To ostatni dzień życia dla większości bohaterów filmu. Po ziemi wędruje Śmierć. Pojawiają się znaki  zapowiadające koniec świata: na niebie widziano cztery słońca, kobieta urodziła niemowlę z głową cielaka, w nocy rzekomo otwierają się groby. W filmie dominuje atmosfera strachu, widać przechodzące procesje biczowników. Ludzie tracą sens życia.
Siódma pieczęć jest próbą zmierzenia się z problematyką nieuchronności śmierci, to opowieść o spotkaniu z nią i próba odpowiedzi na podstawowe pytania egzystencjalne. W filmie aktor grający Śmierć ma twarz jest połączeniem trupiej czaszki i maski clowna. Śmierć zdaje się ukrywać przed ludźmi swoje prawdziwe oblicze. Rozmowy bohaterów filmu ze Śmiercią, choć akcja dzieje się w średniowieczu, są zaskakująco współczesne. Osoby, po które przychodzi Śmierć, starają się wymówić nawałem zajęć, podpisaną umową, planowanymi występami a nawet… proponują Śmierci łapówkę. Siódma pieczęć jest filmowym, współczesnym moralitetem. Wymowa filmu ma charakter ponadczasowy. Bergman porusza zawsze aktualne problemy dotyczące istnienia Boga i znaczenia wiary w życiu człowieka. Każdy, zdaniem reżysera, musi się w swoim życiu z tymi problemami zmierzyć. Jeden z bohaterów filmu, powracający z wyprawy krzyżowej rycerz Antonius Block, rozpoczyna ze Śmiercią grę w szachy. Stawką jest jego życie. Białe i czarne pola  szachownicy, białe i czarne figury przedstawiające ludzi różnych stanów, znajdują swoje odpowiedniki w świecie, który otacza grających. Morze i jego brzeg są raz białe, raz czarne. Ciemność i światło pojawiają się na twarzy rycerza modlącego się na plaży. Parodiujący zachowania ludzi kuglarze noszą dwukolorowe stroje. Choć film jest czarno-biały, a co za tym idzie odbierany przez widzów jako pozbawiony kolorów, to jednak biel i czerń mają w Siódmej pieczęci znaczenia symboliczne. Poprzez obecność obu tych barw reżyser opowiada o podziale i złożoności świata, w którym żyje człowiek. Świat jest podobny do szachownicy. Może to właśnie świat jest szachownicą, na której toczy się gra przeciwieństw? Tu spotykają się ze sobą wartości materialne i duchowe, a film poprzez kontrast czerni i bieli opowiada o walce dobra ze złem. Biel związana jest z obecnością światła, narodzinami, czystością i niewinnością. Czerń to brak światła, śmierć i nicość. Jest kojarzona z chorobami, piekłem, światem podziemnym i diabłem. Znaczenia pozwalające odczytać przesłanie filmu Ingmara Bergmana są zatem obecne nie tylko w fabule i w wypowiedziach bohaterów, lecz także w tak ważnej dla sztuki filmu warstwie obrazowej. Dla pełniejszego zrozumienia wymowy filmu konieczne staje się dostrzeżenie relacji istniejących pomiędzy toczącą się w filmie grą w szachy a sposobem obrazowania wykorzystującym naczenia, które przynosi ze sobą czerń i biel. Jedynymi, którzy przeżyją są Jof, Mia i ich malutki synek. Wiodą proste życie, starają się zachowywać czystość w swoich myślach i uczynkach. Pieśń, którą śpiewają to swoiste memento mori. Opowiada o nadchodzącej apokalipsie, mówi o znakach pozwalających ją rozpoznać i przypomina o zasadach uczciwego życia. Koń siedzi na drzewie i pieje. Ohü! Ohü! Szeroka jest droga, lecz brama wąska. Czarny tańczy na brzegu. (przekład Anny Melon) Słowa pieśni  nawiązują do słów Jezusa z Kazania na górze: Wchodźcie przez wąską bramę, bo szeroka jest brama i szeroka droga, która wiedzie na zatracenie, a wielu jest takich, którzy  przez nią wchodzą. A jakże ciasna jest brama i jak wąska droga, która prowadzi do życia! (Mt 7,13) W pojawiających się w Siódmej pieczęci dialogach można także odnaleźć nawiązania do dramatów Szekspira (rozmowa giermka z kowalem o kobietach, monolog rycerza unoszącego pięść) a w niektórych epizodach dostrzega się elementy  przypominające komedię dell’ arte. Obecny w filmie sposób obrazowania zawiera także elementy realistyczne. Scena palenia czarownicy i scena w karczmie ukazują  okrucieństwo, jakie ludzie zadają sobie nawzajem. Badacze twórczości Ingmara Bergmana odnajdują w poszczególnych bohaterach filmu cechy osobowości samego reżysera.  Rycerz, swoisty everyman, może być upostaciowaniem strachu reżysera przed śmiercią i pochłaniającymi go dylematami religijnymi, refleksji nad sensem istnienia. Postacie  kuglarzy ukazują tajniki rzemiosła aktorskiego i reżyserskiego. Giermek Jöns może reprezentować bliskie Bergmanowi racjonalne podejście do życia.

BIBLIOGRAFIA

Alicja Helman, Ingmar Bergman albo parabola odwiecznych pytań, „Kino” 1974, nr 8, s. 60-
63.
· Anna Melon, Doświadczenie śmierci w „Siódmej pieczęci” Ingmara Bergmana,
„Kwartalnik Filmowy” nr 39-40, 2002 (jesień-zima), s. 117-134.
· Tadeusz Szczepański, Apokalipsa według Ingmara Bergmana, „Kwartalnik
Filmowy” nr 12-13, 1995 (zima-wiosna), s. 135-146.

 


GRA W SZACHY - królewska gra w życie
 
O powstaniu gry:
 
Legenda
1.Grę wynaleźli mędrcy chcąc wyjaśnić matce królewicza Thalhanda  jak zginął jej syn, choć nie został pokonany w bitwie.  (Wzmianki w Księdze królów należą do najstarszych wzmianek o tej grze. Autorem dzieła był znany poeta perski żyjący na przełomie X i XI wieku. Opisuje dzieje perskich władców do 632 roku i umieszcza podaną wyżej legendę w eposie.)
 
2.Na dworze królewskim zjawili się trzej mędrcy. Mieli odmienne poglądy na życie: pierwszy wierzył w siłę Rozumu – przyniósł szachy, drugi sądził, że wszystko zależy od Szczęścia – przyniósł kości do gry, trzeci –, że ważny jest Rozum i Szczęście, więc przyniósł gry tablicowe. ( Legenda znajduje się w Księdze o szachach, grach w kości i grach tablicowych,  napisanej po hiszpańsku w 1283 na zlecenie kastylijskiego  króla Alfonsa X Mądrego.)
 
 
Prawda
 
Bliskie współczesnym zasady gry w szachy opracowano w V wieku n.e. w Indiach, ta starożytna odmiana szachów nosiła nazwę „czaturanga”. Termin ten oznaczał oddział wojska o czterech formacjach. Graczy było czterech.
W VI wieku czatarunga zostaje przekształcona przez Persów w grę dwuosobową i nazwana czatrang. Po podboju Persji przez Arabów, w epoce kalifatów ( VII – VIII wiek), czatrang otrzymuje nazwę szatrandż. Zmodyfikowano terminologię i zasady gry.
Powstało wiele odmian. Szachy traktowano jako szkołę taktyki i strategii walki, ale także rozrywkę.
 
Stare byliny ruskie zawierają wzmianki o szachach, umiejętność gry stanowiła wielką zaletę opiewanych bohaterów ( np. w bylinach o Stawrze Godinowiczu, o Kalinie i kniaziu Władymirze, Nikticzu ).
 
Królowie grywali w szachy:
1.KAROL WIELKI – król Franków i cesarz rzymski. Grywał w szachy? Raczej się nimi nie interesował, lecz rzeczywistość to jedno a legendy mówią co innego.  Zachowały się figury szachowe z dwóch kompletów przypisanych temu władcy, pochodzą one jednak z okresu późniejszego. W licznych anegdotach i utworach literackich występuje Karol Wielki jako zapalony szachista. W Pieśni o Rolandzie: „ cesarz siedzi w wielkim sadzie; koło niego Roland i Oliwer [...]Na białych jedwabnych dywanach zasiedli rycerze; dla rozrywki najstarsi i najmędrsi grają w warcaby i w szachy...”
2.LUDWIK IX ( zwany Świętym) – w 1254 wydał edykt przeciwko zajmowaniu się tą grą, choć sam ją lubił.
3.JAN BEZ ZIEMI –  król angielski, wielki amator szachów, w 1208 nie przerwał gry przyjmując posłów z Rouen.
4.ALFONS X MĄDRY – wspomniany już kastylijski król, historyk i wytrwały popularyzator kultury szachowej.
5.TIMUR ( TAMERLAN) – mongolski władca i zdobywca z XIV wieku. Miał on dwie namiętności: myślistwo i grę w szachy. Timur był wynalazcą „szachów doskonałych” lub „wielkich” – tablica o 110 polach .

 
 
Gry w szachy i kości były rozpowszechnione nie tylko wśród rycerstwa. W te gry grali także duchowni.  Gra w kości wciągnęła także ludność wieśniaczą. Liczne zakazy, które pojawiły się w okresie średniowiecza wiążą się z graniem w szachy i kości o pieniądze. Działo się to głównie w karczmach. Nic nie powstrzymało jednak rozwoju gry. Królowie francuscy Karol V i Karol VI zabraniali gry w szachy. Natomiast Karol VII szachy uwielbiał.
 
 
Prace archeologiczne
 
Szachy z Sandomierza – zawierają nieomal cały zestaw bierek ( brak trzech pionków ) posiadają lokalizacje zarówno miejscową jak i czasową – prawdopodobnie produkt lokalny, XII lub w związku z ich zużyciem XI wiek
 
 
Znaleziska na ziemiach Pomorza ( Szczecin, Kołobrzeg, wyspa Wolin, Gdańsk) – pojedyncze figury – X- XIII wiek – wskazują, że gra rozpowszechniła się morskim szlakiem handlowym
 
Brześć – figura kościana króla(?) wojownika w stylu orientalnym – XII- XIII wiek
 
Nowogród Wielki – liczne figury szachowe o formach stosowanych w świecie muzułmańskim –  dowód, że gra dotarła na Ruś z rejonu Azji Mniejszej i Bliskiego Wschodu
 
 
Szachy w herbie
Ta rozrywka znalazła swoje odbicie na nielicznych  herbowych tarczach.
Chyba najdziwniejszym herbem z motywem szachownicy jest Wczele, a wiąże się z nim taka oto legenda:
Hołub – słowacki rycerz, szukał przygód. Podróżował po całym świecie, zatrzymał się w Etiopii. Murzyński król miał córkę, która wyzywała przyjezdnych na szachowy pojedynek, przegrywający otrzymywał cios szachownicą.  Do tej pory królewna zawsze wygrywała, lecz tym razem to rycerz zwyciężył i ( zapewne niechętnie) uderzył swą przeciwniczkę szachownicą. Zranił ją w czoło. Król obdarował rycerza herbem przedstawiającym szachownicę, a w klejnocie umieścił królewnę, w koronie, ale z obwiązanym czołem.
 
Słowacy nazywali ten herb Łebno – od rozbitego łba, a Polacy Wczele – od zranionego czoła.

 

Tymczasem w grze w szachy najbardziej interesująca jest właśnie gra w szachy, tak jak w grze w brydża chodzi przede wszystkim o brydża. Chociaż ponoć Janusz Korwin Mikke tłumaczył zawodową wyższość mężczyzn nad kobietami tym, że w czasie studiów dziewczyny zakuwają, a chłopcy grają w brydża. Zakuwanie zaś ogranicza, a brydż rozwija intelekt. Pamiętając o tym spostrzeżeniu, starałem się podczas moich studiów w Rzymie przynajmniej raz w miesiącu porządnie policytować w jakimś zacnym gronie. Okazało się, że teologia dogmatyczna konweniuje z grą w brydża.

Chociaż w szachach chodzi przede wszystkim o szachy, to niewątpliwie ta królewska gra może być uznana za metaforę życia duchowego. Nie brakuje obrazów przedstawiających człowieka lub anioła grających w szachy ze złym duchem. W Mistrzu i Małgorzacie Bułhakowa szatan Woland rozgrywa partię, za którą - jak zauważa przytomnie Małgorzata - każde pismo szachowe dałoby wiele, aby móc ją wydrukować. W szachach, tak jak w życiu duchowym, potrzeba strategii i techniki. Trzeba stawiać sobie właściwe dalekosiężne cele i dobierać odpowiednie środki, aby móc je zrealizować. Święty Ignacy z Loyoli w swych Ćwiczeniach duchownych najpierw określa cel życia człowieka, a potem stwierdza, że "człowiek powinien w takim stopniu używać stworzeń, w jakim go wspomagają w zmierzaniu do jego celu, a w takim stopniu powinien się ich pozbywać, w jakim mu w dążeniu do celu przeszkadzają". Analogicznie jest w szachach: pionków i figur trzeba używać tyle, o ile... Niekiedy - tak jak w życiu duchowym - warto coś poświęcić, aby osiągnąć w dalszej perspektywie większe dobro. Takie poświęcenie w początkowej fazie gry nazywa się gambitem.

Żadna postmodernistyczna spontaniczność w poszukiwaniu wyimaginowanej (subiektywnej) prawdy o rzeczywistości nie doprowadzi nas do dobrych rezultatów. Modny bełkot, że każdy ma swoją wewnętrzną prawdę, okazuje się zgubny. Trzeba przestrzegać oczywistych reguł i słuchać sędziego. Zdarza się, że gracze nie znają reguł (np. że dotknięta figura idzie), a potem mają pretensje. Podobnie bywa w życiu duchowym: ktoś popełnia duże błędy, bo uważa, że nikogo nie musi słuchać, a potem się dziwi, że wszystko mu się rozsypało. "A miałem wygraną" - smuci się rozczarowany szachista. "A tak dobrze szło" - wzdycha człowiek, któremu życie się wymyka, pozostawiając smak goryczy. Stare zaś powiedzonko szachowe uczy: "Kiedy ktoś twierdzi, że miał wygraną, nie zaprzeczaj; rzeczywiście - miał...".

Zarówno w szachach, jak i w życiu trzeba być konsekwentnym pielgrzymem. Beztroskie bowiem spacerowanie po czarno - białych polach może drogo kosztować. W szachach chodzi tylko o szachy, ale przecież w życiu chodzi aż o życie.

Dariusz Kowalczyk SJ

 


Życie jest (prawie) jak partia szachów…

Na początek bardzo inspirujący fragment wypowiedzi jednej drugoplanowej postaci z filmu “Dwa tygodnie na miłość” (ang. Two Weeks Notice):

    “Two things I know is chess and women.
    Chess, it has rules, pieces, rooks, knights, bishops.
    They move in predictable patterns. Somebody wins, somebody loses.
    But women, they don’t have no rules, man.
    They move in unpredictable ways too.
    Nobody ever wins or loses when it comes to women.”

    Tłumaczenie:
    “Dwie rzeczy, na których się znam to szachy i kobiety.
    Szachy mają zasady, pionki, wieże, koniki, gońce.
    Poruszają się w przewidywalny sposób. Ktoś wygrywa, ktoś przegrywa.
    Ale kobiety? Tu nie ma żadnych zasad, człowieku.
    Nie można przewidzieć ich ruchu.
    Nikt nigdy nie przegrywa ani nie wygrywa jeśli chodzi o kobiety.”

W gwoli wyjaśnienia: w każdej metaforze otwarty umysł doszuka się słabego punktu, przez co taką metaforę można obalić. Tu jednak chodzi o pewne przedstawienie modelu - stąd słowo “prawie” w tytule :) Nie spodziewajcie się jednak, że powiem: życie jest tak proste, jak gra w szachy… nie jest. Każdy jednak może osiągnąć to co sobie zamierzył.

Zasady gry
Z przekonaniem mogę powiedzieć, że życie toczy się według pewnych zasad. Kto zna zasady gry, ten wie jak poruszać się po planszy aby osiągnąć cel - wygrać. Na planszy mamy 7 różnych rodzajów figur (pionki, wieże, goniec na białych polach, goniec na czarnych polach, skoczek, królowa i król). Każda z figur ma określone zasady poruszania się - o jedno pole, po skosie, przeskakiwać itd. Zawsze możemy przeanalizować każdy możliwy ruch swój czy przeciwnika. Wprawni gracze znają przebieg partii nim ruszą pierwszym pionkiem.

W życiu (na nasz plus) zasady się zmieniają, możemy je zmieniać, tworzyć. Obowiązują nas przepisy prawa, zasady etyczne, moralne… jednak one się zmieniają. Każdy człowiek działa na innych zasadach - podlega pewnym ramom, lecz słyszeliśmy o indywidualnościach, którzy wbrew wszystkiemu i wszystkim prą pod prąd… i też wygrywają.

Liczba ruchów
Grając w szachy mamy do dyspozycji 64 pola na planszy, 16 własnych figur, każda z figur ma określoną liczbę możliwych ruchów w danej sytuacji. Wprawni matematycy wnet policzyliby ile możliwych decyzji możemy podjąć w danej chwili, przy danym ustawieniu figur - liczba skończona.

Liczba ruchów jakie możemy wykonać na przestrzeni całego naszego życia czy też w danej chwili, jest tak wielka, przy tak złożonej sytuacji, że możemy śmiało przyjąć nieograniczoność możliwych decyzji. Każdy człowiek jest inną figurą i choć można nas poklasyfikować na pionki, wieże… to jednak możemy kształtować własne kombinacje ruchowe.

Gdy jesteśmy pionkami…
Na planszy szachowej połowa graczy to pionki. Takie jest też odczucie wielu osób, że są tylko pionkami. Na szczycie (elita - królowa i król) to tylko ułamek społeczeństwa. Jak przyjrzymy się na rozgrywane partie szachowe, to albo pionki giną, albo są pomijane i gra toczy się na szczytach. Pionki niby nie mają wielkiego wpływu na grę, często też po prostu przeszkadzają.

Jednak pionki mają bardzo ciekawą właściwość - gdy dojdą do końcowej linii mogą zostać kim chcą. Królem nie można zostać, bo król jest tylko jeden… można jednak zostać królową ;)

Pionek sam może mieć problem, aby dojść na końcową linię planszy - niezbędna jest pomoc innych, ochrona ze strony tych, co nie są pionkami. Można zapewnić sobie ochronę od strony pionków, lecz jest ona często nieskuteczna.

Koncentracja czy zmasowany atak?
Gdy grywałem jako mały chłopiec w szachy spotkałem się z dwiema metodami:

    • pozbycie się wszystkich niewygodnych figur (np. oczyszczenie planszy z pionków) i przeprowadzanie ataku za pomocą dwóch, trzech wybranych najmocniejszych figur;
    • ochrona wszystkich figur i atakowanie wszystkimi jakie ma się do dyspozycji.

Trudno powiedzieć mi, która metoda jest efektywniejsza. Pewne jest, że niezdecydowanie prowadzi do porażki. Jako chłopiec starałem się chronić wszystkie figury, atakować wszystkim co mam… w efekcie przegrywałem. Wymaga to dużego skupienia, aby ochraniając jedną figurę, nie stracić innej czy tej chroniącej.
Przy koncentracji zostawiamy sobie kilka figur, na których się skupiamy - je chronimy, nimi atakujemy. Mając mniej figur każda strata jest jednak bardziej dotkliwa.

Defensywa czy ofensywa?
Zależy co chcemy osiągnąć… możemy bronić swoje figury albo atakować najlepszymi niezważając na możliwe drobne straty.

Gra na czas
W szachach mierzymy czas - po równo dla każdego gracza. Gdy wykonam ruch, naciskam przycisk zegara zatrzymując swój, a uruchamiając zegar przeciwnika… jego czas biegnie. Klasyczna wymiana ruchów - ja jeden ruch, przeciwnik jeden ruch.

W życiu możemy wykonywać serię ruchów nieczekając na ruch przeciwnika. Czasem jednak warto zaczekać na rozwój sytuacji, bo nasz nieprzemyślany ruch to szansa dla przeciwnika.

Nie ma pata
I chyba to co najważniejsze w życiu: nie ma pata! Czyli sytuacji, w której nie możemy wykonać żadnego ruchu. Otóż w życiu zawsze mamy jakiś możliwy ruch do wykonania. Wynika to z niemal nieskończonej ilości ruchów do dyspozycji. I choć dziś, w tej chwili może wyglądać na to, że nie mamy żadnych możliwości, to czasem okazuje się, że nas oświeca i dostrzegamy możliwość, której nie widzieliśmy wcześniej. Możemy przecież poczekać na ruch przeciwnika lub dać sobie więcej czasu do zastanowienia się nad ruchem.

Zawsze warto skonsultować się
W szachach gramy jeden-na-jeden. W życiu jest to wiele-na-wielu. W trakcie gry możemy się skonsultować, zapytać, poradzić. Może to być coach, mentor, znajomy, przyjaciel, ktoś obcy. Wszyscy bierzemy udział w grze jaką jest życie, więc każdy ma jakieś doświadczenia. Wiele sytuacji na tej planszy się powtarza w przypadku wielu osób - nie jesteśmy sami. Korzystajmy z doświadczeń innych.

Kim jest przeciwnik?
W poście użyłem kilka razy słowa “przeciwnik”. W sumie ciężko stwierdzić kim on jest. W poście Ciężki start… jeszcze cięższy finisz? napisałem:
“Nie ma jednego zwycięscy - każdy może wygrać w swojej kategorii.”

Możemy mieć różne cele, możemy chcieć z pionka stać się gońcem, skoczkiem, zwiększyć swoje możliwości. Będąc skoczkiem możemy chcieć pomagać pionkom osiągać ich cele - linię końcową.
Możemy przyjąć, że przeciwnikiem jest życie - jednak mało doświadczony przeciwnik może stwarzać nam sytuacje do wygranej (podstawiać się).

I to chyba najsłabszy punkt tej metafory - nie ma przeciwnika dopóki sobie go nie wykreujemy. Każdy może nam pomóc :)

O co jeszcze moglibyśmy rozbudować tę metaforę?

 


Eleuzis było symbolem pogańskich wierzeń. Zakazanie wtajemniczeń i spalenie świątyni było kresem pogaństwa. Jednak nie oznaczało to całkowitego zniesienia tych tajemnych misteriów, a jedynie jego przysłonięcie.

Orfizm i pitagoreizm

Orfeusz twórcą wszelkich wtajemniczeń

Orfeusz był synem Eagrosa, króla trackiego, oraz muzy Kaliopy, najwyżej postawionej w hierarchii dziewięciu muz. Orfeusz był śpiewakiem, muzykiem i poetą. Niektóre mity czynią go królem Traków.

Do najbardziej znanych mitów dotyczących Orfeusza to opowieść o zstąpieniu jego do piekieł z miłości do żony Eurydyki, która była nimfą, bądź córką Apollona. Została ona ukąszona przez węża i zmarła. Orfeusz po jej śmierci, nie mogąc żyć bez niej poszedł jej szukać do piekieł. Śpiewał tam tak pięknie, że wzruszył samego Hadesa i ten zgodził się zwrócić mu żonę pod jednym warunkiem, że Orfeusz przed wyjściem na światło dzienne nie obejrzy się. Był jednak spragniony widoku żony, nie wytrzymał i obejrzał się. Stracił żonę na zawsze. Orfeusz po powrocie z piekieł ustanowił misteria oparte na zdobytych tam doświadczeniach. Dostęp do nich mieli tylko mężczyźni, nie mogły być do nich dopuszczone kobiety. Mówiono, że Orfeusz po powrocie z piekieł nie chciał w ogóle obcować z kobietami. Żył z młodzieńcami. Pewnego razu w Tracji bachantki, wściekłe na niego za to, że nimi wzgardził, rzuciły się na niego i rozszarpały go na sztuki.

Teologia orficka skrystalizowała się wokół mitu o Orfeuszu i Dionizosie. Orfeusz jest uważany za reformatora dionizyjskich wtajemniczeń, dlatego te wtajemniczenia zwane są też orfickimi. Orfeusz został ogłoszony „prorokiem Dionizosa” i twórcą wszystkich wtajemniczeń i obrzędów z nimi związanymi. Mistrzem Orfeusza był sam Apollon, który uchodził za patrona szamanów znających przyszłość dzięki ekstazie, w której mają wizje, zesłane przez Apollona. Właśnie trans powodowany śpiewem i biciem w bębny wprowadza szamanów w trans.

Symbolem Apollona jest słońce, dlatego Orfeusz często wstępował na górę Pangajon, by witać pierwsze promienie słońca i oddać hołd Apollonowi. W V w. przed Chrystusem Orfeusz został ogłoszony twórcą wszelkich wtajemniczeń.

W orfizmie bogowie byli raczej ubóstwionymi symbolami niż istotami samoistnymi. Zeus oznaczał rozum a Posejdon „morze białopieniste”, stał się on bogiem żywiołu płynnego we wszystkich jego przejawach, również ludzkiego. Natomiast Glaukosa, syna Posejdona, tak określił Renan: „Pomieszajmy razem wszystkie pojęcia ludzi, powiążmy rozsypane gałęzie marzeń, oto będziemy mieli mit Glaukosa: smętek, ciężkie i potworne sny, wieczny niepokój, wszędzie niebezpieczeństwo, niepewność jutra, silne poczucie fatalności”.

Nauki tajemne Orfeusza zostały następnie zmodyfikowane przez pitagorejczyków i stały się ich główną filozofią.

Pitagoras najwyższym kapłanem

Pitagoras (582 - 492 przed Chrystusem) był założycielem sekt orfickich w Krotonie, Metapontianie, Tarencie w płd. Italii. Bractwa pitagorejskie nazywały się heterie, które były tajnymi związkami politycznymi i religijnymi. Ich współczesnym odpowiednikiem są loże masońskie. Bractwa te rozszerzyły się z Krotonu, gdzie była hetaria macierzysta, na wszystkie miasta ówczesnej Grecji, w których wywierały potężny wpływ na bieg polityki. Bractwo Pitagorejskie dążyło do objęcia władzy w całej południowej Italii. Rozgałęzienia jego sięgały Tarentu, Heraklei, Metapontu, Regium, Himery, Katany, Arygentu, Sybarysu.

Członków obowiązywało bezwzględne posłuszeństwo dla mistrza i jego nauczania. Adeptom nakazywano milczenie, po czym musieli składać przysięgę zachowania w tajemnicy nauk i wiele symbolicznych przepisów. Orficy wierzyli w reinkarnację. Pitagoras twierdził, że pamięta swoje poprzednie wcielenia. W jednym z nich miał być Apollonem. Sekta miała wyznaczone cele religijne i polityczne. Przez długi czas orficy odgrywali wielką rolę polityczną i religijną w płd. Italii i na Sycylii. Orficy wywarli ogromny wpływ na nauki eleuzyńskie. Zajmowali się również magią. W jej zakres wchodziło panowanie nad zjawiskami przyrody, wywoływanie nadzwyczajnych wrażeń lub skutków przy pomocy sił tajemniczych, rzucanie i odczynianie uroków, ale przede wszystkim ujarzmianie woli osób drugich.

Pitagoras był mistrzem pierwszego króla Rzymu, Numy. Jak można wnosić z zachowania króla, to pitagorejczycy do orfizmu wprowadzili magię i szarlatanizm. Numa posiadał moc czarodziejską. Był bezwzględnie posłuszny wskazaniom mistrza, który kierował jego polityką i sprawami religijnymi. Król wprowadził wielką liczbę bóstw. Rozpoczął od oddawania czci boskiej Romulusowi pod imieniem Kwirnusa. Zapoczątkował kult Jowisza z przydomkiem Elicius i Terminus, bogini Fidea, bóstwa Dius Fidius i kult bogów sabińskich. Dał Rzymianom święte tarcze i Palladium, mistyczne oznaki panowania oraz wprowadził Janusa o dwóch obliczach, symbol pokoju i wojny (Michael Grant, „Mity rzymskie”, przełożył Zygmunt Kubiak, PIW, Warszawa 1978).

W Krotonie Pitagoras stworzył porządek społeczny, który oparty był na surowym systemie spartańskim (arystokratyczno-niewolniczym) i wprowadził do niego wtajemniczenia. W ciągu dwudziestu lat zyskał tak wielką władzę, że został nazwany półbogiem. Kroton, osada achajska, miał rząd oligarchiczny. Na czele stała RADA TRZYSTU. Członkowie byli najwyżej wtajemniczeni i piastowali równie wysokie stanowiska jak kapłani egipscy. Wprowadził żywioł wtajemniczenia do rządów państwowych. Połączył zasadę demokratyczną, a więc obieralności, z zasadą rządu opartego na ludziach wtajemniczonych. RADA TRZYSTU tworzyła zatem rodzaj zakonu politycznego i religijnego, na którego czele stanął z natury rzeczy sam Pitagoras. Niżej była RADA TYSIĄCA, złożona z przedstawicieli wielkich rodów. Sprawowała ona władzę prawodawczą i rozciągała pieczę nad władzą wykonawczą. Istniały również zgromadzenia ludowe, jednak władza ich była ograniczona. Panowanie pitagorejczyków trwało 25 lat Wymordowanie pitagorejczyków było hasłem do przewrotu w Krotonie i w zatoce Tarenckiej. Jedno z podań mówi, że Pitagoras zginął wraz z trzydziestoma uczniami w budynku, który został podpalony przez tłum. Miasta italskie skazały pozostałych pitagorejczyków na wygnanie. Bractwo zostało rozproszone, jego niedobitki rozpierzchły się po Sycylii i Grecji (Edward Schure, „Wielcy wtajemniczeni”, Tom I i II. Interart TEDAR, Warszawa 1995). Współcześnie odpowiednikiem Rady Trzystu jest rząd światowy o nazwie Klub 300. Członkowie tego komitetu nazywają siebie Olimpianami.


 

Spisek pitagorejczyków w Rzymie

Jedna z doktryn orfizmu mówi, że runie stary świat w niszczącym przedodrodzeniowym ogniu. Na zgliszczach świata ma wyrosnąć nowy świat, w którym zapanuje nowy ład, nowy porządek i wieczny pokój. Tadeusz Zieliński w swojej książce „Rzeczpospolita Rzymska pisze, że w 183 r. przed Chrystusem w Rzymie wybuchła panika. Było to równe tysiąc lat po zburzeniu Troi. Wierzono wówczas, że po tym okresie nastąpi odnowienie całego świata, lecz będzie go poprzedzała zagłada starego. Księgi Sybilli, które odgrywały istotną rolę w starożytnym Rzymie, mówiły, że „Forum pokryje się namiotami”, ogień pochłonie gród na siedmiu wzgórzach. Oczywiście, że doktryna filozoficzna, nauka o powszechnym spopieleniu, zasadniczo różniła się od proroctwa Sybilli o przeznaczeniu, które zawisło nad miastem, to je jednak połączono, zwłaszcza za pomocą astrologii.

Rzeczywiście, jedno i drugie mogło się spełnić. Przypadek sprawił, że senator Katon wykrył wielki spisek pitagorejczyków, którzy po rozgromieniu w Tarencie, zaczęli odgrywać dużą rolę w Rzymie. Fama ludowa przypisywała im wszystkie okropności dostępne ludzkiej wyobraźni: nieograniczone pijaństwo, nienaturalną rozpustę, najrozmaitsze przestępstwa przeciwko życiu obywateli i państwa. Członkowie sekty na swoich zebraniach, które były tajne czcili Bachusa, rzymskie imię greckiego Dionizosa. Stąd zebrania ich zwane były bachanaliami. Spisek okazał się bardzo niebezpieczny i rozgałęziony. Zaszła potrzeba stworzenia specjalnego śledztwa pod przewodnictwem konsulów, których zaopatrzono w specjalne pełnomocnictwa, by spisek udaremnić. Skazanych zostało ponad siedem tysięcy ludzi. Większość z nich skazano na karę śmierci. Po wykryciu rzymskiego gniazda wyszły na jaw różne oddziały pitagorejczyków rozsiane po całej Italii. Liczba skazanych ciągle rosła. Po tym niespokojnym roku nadeszły dla Rzymu lata spokoju.

W 181 r. przed Chrystusem pewien człowiek pochodzący z Tarentu oświadczył, że znalazł na wzgórzu Janikulum w Rzymie dwie kamienne skrzynie. W jednej z nich była trumna, która dawniej zawierała zwłoki króla rzymskiego Numy, żyjącego w czasach Pitagorasa, lecz była już pusta. W drugiej znajdowało się dwanaście ksiąg napisanych przez Numę, niektóre z nich dotyczyły filozofii pitagorejskiej. Król Numa przyjaźnił się z Pitagorasem i znajdował się pod dużym wpływem tego filozofa. Księgi przyniesiono przed oblicze rzymskiego pretora, a ten kazał je natychmiast spalić. Przyczyną, dla której zniszczono owe księgi było to, że dzieła pitagorejskie uznano za teksty wywrotowe (Michael Grant, „Mity rzymskie”, przełożył Zygmunt Kubiak, PIW, Warszawa 1978).

Odnowienie wtajemniczeń


Eleuzis było symbolem pogańskich wierzeń. Zakazanie wtajemniczeń i spalenie świątyni było kresem pogaństwa. Jednak nie oznaczało to całkowitego zniesienia tych tajemnych misteriów, a jedynie jego przysłonięcie.

1 maja 1776 r. powstała najwyższa loża o nazwie Zakon Iluminatów (Order of Illuminist). Założyciel A. Weishaupt, który przybrał pseudonim Spartakus, dla miasta Inglstadt, które było stolicą tej loży, nadał nazwę Eleuzis, również dla miast niemieckich nadawał nazwy greckie. Działalność tej loży rozciągała się na całą Europę, i należeli do niej ludzie polityki, nauki, kultury. Jeżeli Weishaupt nadawał miastom niemieckim nazwy greckie, to i wtajemniczenia iluminatów musiały być eleuzyńskie.

W „Popiołach” w rozdziale „Gnosis” Stefan Żeromski opisuje pobyt Rafała Olbromskiego u księcia Gintułta. Obecny jest tam też major wojsk pruskich. Oficer ten zrobił Rafałowi wykład o Eleuzis, Demeter, Persefonie i Dionizosie.

Oto fragment: „Demeter szuka swej córki po całej ziemi przez dni dziewięć, a dziesiątego przybywa do Eleuzis… - mówił major, coraz bardziej zwrócony do księcia i zapominając zupełnie o obecności Rafała. – Niesie w ręku swych dwie pochodnie, znak widomy oczyszczającej siły ognia. Spoczywa w Eleuzis i łamie długotrwały post przez popijanie napoju z wody i miodu, zwanego kykeon. To wszystko działo się przed nocą tajemnic. Ci, którzy są mystaj, bez różnicy płci pozostaja sami, oddzieleni od profanów. Z pochodniami w ręku zwiedzają miejsca boleści Demetery, więc zdrój Antion i Smutny Kamień. Tajemniczą część uroczystości zwiastował głos hierokeryksa, nakazujący tym, którzy są mystaj, zupełne milczenie… Milczenie, milczenie…”.Później Rafał został wtajemniczony. Według L. Chajna „Wolnomularstwo w II Rzeczypospolitej” Stefan Żeromski był masonem.

Wincenty Lutosławski w latach 1903-1911 wydawał „Eleusis”, czasopismo Elsów, stowarzyszenia ideowego poczwórnej wstrzemięźliwości. W 1924 r. jako kontynuacja ruchu „Eleusis” powstał Filarecki Związek Elsów.

Inna nauka eleuzyńska, jak np. reinkarnacja została odnowiona w Europie dopiero w XVIII w. Choć teoria ta pochodzi od Platona, to w Europie była zapomniana. Dopiero w XVIII w. angielski sanskrytolog Wiliam Jones (1746 - 1794), przyczynił się do zainicjowania indyjskiej filozofii w Europie. Ponad dwieście lat temu powiedział: „Nie jestem Hindusem, lecz uważam, że doktryna Hindusów dotycząca reinkarnacji jest nieporównywalnie bardziej racjonalna, bardziej pobożna i bardziej przydatna do powstrzymywania człowieka od czynienia zła, niż przerażające poglądy wpajane przez chrześcijan o karze nie mającej końca”.
Reinkarnacja według Wergiliusza

Tysiącletni okres przebywania dusz w świecie podziemnym, o którym pisze Platon, ukazał Wergiliusz w „Eneidzie”. Poeta opisał wędrówkę Eneasza po świecie podziemnym. Przewodnikiem jego była Sybilla i Anchiz, ojciec Eneasza. Wergiliusz ustami Anchiza opowiada następującą historię: „Każdy z nas musi ponieść kary jego manom przeznaczone, potem nas wiodą w bezkresne Elizjum, gdzie na radosnych błoniach nieliczni tylko mieszkają wybrańcy, reszta zaś czeka, aż po długich lat obiegu czas się dopełni i zmaże z nich plamy win, aż się ostanie czysta myśl, duch niebiański, ogień elementarny. A kiedy tysiąc lat się przetoczy na kole czasu, wezwie bóg wielką rzeszę nad brzeg rzeki Lety, aby przyszłości niepomne, znów mogły oglądać niebieskie sklepienie i z tęsknotą na ziemię powrócić w nowe obleczone ciało”. Wergiliusz był pitagorejczykiem.

Św. Jan o upadku szatana

Pismo Święte Nowego Testamentu w sposób jednoznaczny wyjaśnia owe „powroty” i tysiącletnie przebywanie dusz w podziemnym świecie. Święty Jan w Apokalipsie przedstawia sąd nad szatanem: „Ujrzałem anioła zstępującego z nieba. W ręku trzymał klucze do przepaści i łańcuch wielki. Pochwycił smoka, węża starego, którym jest szatan i diabeł, związał go na tysiąc lat i wrzucił go do przepaści. Potem zamknął ją i położył pieczęć na niej. Nie miał on więcej zwodzić narodów, dopóki nie upłynie owych tysiąc lat. A potem ma być spuszczony z łańcucha na krótki czas”. O upadku szatana Święty Jan pisze: „A kiedy upłynie owych tysiąc lat, szatan zostanie zwolniony ze swego więzienia. Wówczas wyruszy, by zwodzić narody na czterech krańcach ziemi, Goga i Magoga, i aby zebrać je do walki. A liczba ich jak piasek morski. Idą poprzez świat szeroki i okrążają obóz świętych i miasto umiłowane. Lecz ogień spada z nieba i pochłania ich. A diabeł, który ich zwodził, zostanie strącony do jeziora ognia i siarki, gdzie znajduje się także bestia i fałszywy prorok; a męki ich trwać będą dzień i noc, przez całą wieczność”.

Prezydenci USA o reinkarnacji i upadłych aniołach

W czasach nowożytnych pojawili się myśliciele, którzy wierzyli w nieśmiertelność świadomości i wędrówkę dusz. Teorią reinkarnacji było zafascynowanych wielu prezydentów USA. Beniamin Franklin, wyrażając swoją zdecydowaną wiarę napisał: „Widząc siebie istniejącego w tym świecie, wierzę, że w takiej czy innej postaci będę istniał zawsze” (list do George’a Whatlya, 23 maj 1785 „Dzieła zebrane Benjamina Franklina”. Za: Coming Back, Tajemnice reinkarnacji, The Bhaktivedanta Book Trust 1990).

Inny prezydent USA, John Adams, w 1914 r. napisał list do innego byłego prezydenta, „mędrca z Monticello”, Thomasa Jeffersona, w którym wyłożył w sposób bardzo prosty platońską doktrynę reinkarnacji: „W efekcie buntu przeciw Najwyższej istocie, niektóre dusze zostały strącone w dół do regionów całkowitej ciemności. Następnie po zwolnieniu z tego więzienia, otrzymały one pozwolenie na zstąpienie na ziemię i migrację w ciała różnych zwierząt, gadów, ptaków, bydląt, ludzi, zgodnie z ich zaszeregowaniem i charakterem. Jeśli przeszły ją bez zastrzeżeń, otrzymały pozwolenie na wcielenie się w krowy i ludzi” (list do Thomasa Jeffersona, marzec 1814. „Korespondencja Johna Adamsa”. Za: Coming Back, Tajemnice reinkarnacji, The Bhaktivedanta Book Trust 1990).

Stary Testament o upadku szatana

W Księdze Izajasza jest taki fragment, w którym znajduje się przepowiednia upadku Babilonu, a o samym mieście i jego despotycznym królu prorok powiada: „Jakże to spadłeś z niebios, Jaśniejący, Synu Jutrzenki? Jakże runąłeś na ziemię, ty, który podbijałeś narody?” (Iz 14,12). „Jutrzenka” – Gwiazda Poranna (planeta Wenus), do niej tutaj jest porównywany tyran. Ojcowie Kościoła widzieli tu typ i obraz upadku z nieba wodza zbuntowanych aniołów (Biblia Tysiąclecia, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań – Warszawa 1988). Lucyfer, łac. Lucifer, nosiciel światła, który nazywany jest gwiazdą zaranną, planetą Wenus, nazywaną też „Jutrzenką”. Św. Łukasz o szatanie mówi: „Wtedy Chrystus rzekł do nich: Widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica. Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika” (Ew. wg. Łuk. 10,18). Później spadająca dzienna gwiazda (Wenus) otrzymała przydomek „zwiastunki światła”, a po przetłumaczeniu na łacinę i nadaniu jej rodzaju męskiego stała się Lucyferem. Tak więc u świętego Hieronima Lucyfer pojawia się jako Jaśniejący syn Wenus, podobnie jak 1400 lat później w „Raju utraconym” Johna Miltona:


(...) siedziby dumnej Lucyfera

Tak nazwanego, aby go przyrównać

Do owej gwiazdy promienistej, którą

Miał przypominać Szatana (..)

Żeńska Wenus ma dwa imiona męskie: Fosforos i Hesperos. Fosforos z gr. „phosphoros” „noszący światło” odnosi się do Lucyfera. Fosforos Wenus jako gwiazda zaranna, a Hesperos jako gwiazda wieczorna widoczna nad horyzontem po zachodzie słońca.

„Non serviam - Nie będę służył”

Pierwszy grzech powstał, jak mówi Objawienie Boże, w niebie. Nie było zapewne wówczas jeszcze ziemi, słońca i gwiazd, a tylko „Duch Boży unosił się nad wodami”. Bóg nigdy nie był samotny. Był jednym w Trójcy Przenajświętszej. Zanim stworzył ziemię i człowieka, stworzył w hierarchii bytowej istoty wyższe, lepsze i doskonalsze od człowieka, nazwanych aniołami. Byli oni podzieleni na dziewięć chórów anielskich. Niestety, część aniołów, zaślepiona własnym blaskiem, uniosła się straszliwą pychą i rzuciła bluźniercze słowa: „Non serviam - Nie będę służył”.

Na czele buntowników stał jeden z najpiękniejszych i najwspanialszych, pełen blasku, anioł nazwany Lucyferem czyli Cherubinem zapalającym złocistą jutrzenkę. Część zbuntowanych aniołów uczyniła, jak byśmy dzisiaj powiedzieli „przewrót pałacowy” w niebie. Zamierzała zdetronizować samego Boga. Do walki z buntownikami stanął Archanioł Michał, który z okrzykiem: „Któż jak Bóg?” wypędził buntowników z nieba i od tej chwili wzięło początek miejsce zatracenia i odrzucenia stworzenia przez Boga, nazwane piekłem (Ks. Bronisław Miller, „Osiem dni z księdzem Michałem Kozalem, Caritas 1987”). Zbuntowane anioły zostały do niego strącone, skąd „na krótki czas” wychodzą na ziemię (Apokalipsa św. Jana, XX).

Na wskutek buntu utracili łaskę Bożą, której symbolem są skrzydła. Platon wyraźnie o nich pisze w „Fajdrosie”: „Do tego samego stanu żadna dusza nie wróci przed upływem dziesięciu tysięcy lat, gdyż w ciągu tego czasu dusza nie zostanie uskrzydlona, chyba, że ktoś bez obłudy oddawał się szukaniu mądrości”. Dalej: „Dlatego więc słusznie jedynie umysł miłośnika mądrości otrzymuje skrzydła”.

Szatan działa przez małpowanie Boga. Ks. Józef Warszawski TJ w książce „Garabandal - Objawienie Boże czy mamienie szatańskie” wykazał jak Szatan w Garabandal próbował przez naśladownictwo objawień fatimskich je zdyskredytować. Objawienia w Garabandal nie zostały uznane przez Kościół.

Działanie Księcia Ciemności i jego zastępów to działanie programowo odwrotne boskiemu. Wciąż wypaczają idealną linię życia nakreśloną przez Boga. Kiedy, mówią, że budują raj na ziemi, zawsze będzie to piekło jak np. nazizm i komunizm. Upadła dusza to ktoś i coś zarazem więcej niż „człowiek grzechu”, to syn zatracenia, który się sprzeciwia i wynosi ponad Boga. Choć niewiedzą o tym, że myślą odwrotnie, to jednak chcą odzyskać łaskę Bożą (skrzydła) poprzez wtajemniczenia, w których również czynią wszystko na odwrót. W latach 80. XX w. Leszek Kołakowski, jeden z ideologów marksistowskich, napisał książkę, „Czy diabeł może być zbawiony” z przedmową ks. Józefa Tischnera (1931-2000). W książce tej twierdzi się, że diabeł może być zbawiony.
Teoria wiecznych powrotów

Fryderyk Nietzsche wierzył w teorię wiecznych powrotów. Nie chodziło mu o jakieś powracające ciągle od nowa podobieństwo stosunków ludzkich, lecz o rzeczywisty powrót tych samych ludzi i warunków ich życia, identyczny aż do najdrobniejszych szczegółów i pozornie przypadkowych wydarzeń. Największy wstręt miał do wartości chrześcijańskich, gdyż według niego, owe zakazy i nakazy krępują ludzi, społeczeństwa i są obrazem najwstrętniejszego objawu życia. Twierdził, że nad tym wszystkim panuje jednak prawo wiecznego powrotu. Myśl wiecznego powrotu upajała duszę Nietzschego. Czuł się władcą nad niezmierzonymi okresami czasu i dumny był z wielkości zadania, które mu przypadło w udziale. W uniesieniu wołał: „O, i jakżebym miał ku wieczności żądzą nie pałać i ku weselnemu pierścieniowi pierścieni, ku pierścieniowi powrotu” (J.N Szuman, „Nietzsche”, Lwów – MCMV, Nakładem Księgarni Polskiej B. Połonieckiego). Teoria ta nie jest nowa, gdyż już w starożytności w nią wierzono, a ślady jej są już u Heraklita, Pitagorasa, pitagorejczyków i stoików. Bogiem, który ciągle powracał był Dionizos. Owe zniknięcia i ukrycia się Dionizosa, były mitologicznym wyrazem zstąpienia do piekła. Pitagoras również twierdził, że pamięta swoje poprzednie wcielenia. W jednym z nich miał być Apollonem. Często w Delfach odwiedzał jego grób.

W reinkarnację wierzył cieszący się najgorszą sławą poza Hitlerem, zbrodniarz wojenny reichsfuhrer SS Heinrich Himmler, który uważał się za wcielenie Henryka Ptasznika (875-936), monarchy, założyciela domu Saksonii. Henryk Ptasznik został obrany królem w 919 r. Zmusił książąt szwabskiego i bawarskiego do uznania swego zwierzchnictwa. W 923 r odzyskał Lotaryngię. Od 933 r. rozpoczął walkę ze Słowianami połabskimi. Himmler czcił jego pamięć i w tysiącletnią rocznicę jego śmierci złożył ślubowanie, że będzie kontynuował jego „misję cywilizacyjną na Wschodzie”. Często medytował on nad grobem Henryka. Uważał, że grób ten jest „świętym miejscem, do którego my, Niemcy, udajemy się na pielgrzymkę” (Francis King, „Szatan i swastyka. Okultyzm w partii nazistowskiej”, Wydawnictwo Axis, Poznań 1996).

„Rumpelstiltskin” – makabryczna bajka

Ryt z sakramentalnym posiłkiem w misteriach eleuzyńskich stał się motywem w wydanej w Niemczech w 1812 r. powieści braci Grimm „Rumpelstiltskin” (z niem. „Rumpelstilzchen”). Powieść jest wielowątkowa. Jest w niej wątek o miłości, alchemii, księżycu oraz o dziecku. Na motywach powieści powstał nawet film o tej samej nazwie.

Rumpelstilzchen w języku niemieckim znaczy dosłownie „mała grzechotka stilt”. Stilt jest to pręt rączka, który zapewnia wsparcie dla grzechotki. Znaczenie jest podobne do rumpelgeist (grzechotka duchów) lub do poltergeist (złośliwego ducha), który turkocze i przesuwa sprzęty domowe. W polskim przekładzie tytuł opowieści został zmieniony na „Titelitury” (tłum. M. Tarnowski).

Karzeł o imieniu Rumpelstiltskin pomagał zamkniętej przez króla w wieży Marii zamieniać słomę w złoto, w zamian za jakiś podarunek. Trzeciej nocy, kiedy Maria już nic nie mogła ofiarować, karzeł wymógł na niej, by mu obiecała, że jak zostanie królową i urodzi dziecko, to mu je odda. Później syn króla był tak zachwycony Marią, że się z nią ożenił, ale kiedy ona urodziła ich pierwsze dziecko, karzeł zażądał spełnienia obietnicy. Król zląkł się i zaproponował mu w zamian całe bogactwa królestwa. Karzeł odmówił, ale ostatecznie zgodził się zrezygnować z pretensji do dziecka, jeśli królowa w ciągu trzech dni odgadnie jego imię. Niestety, po dwóch dniach królowa nie zdołała wymówić imienia karła, ale w komnacie z czapki karła spadła szyszka jodłowa.

Przed ostatnią nocą jeden z gońców w lesie zobaczył karła przy ognisku, który z radością skakał wokół wielkiego garnka, w którym gotowała się woda. Karzeł tańcząc wokół wielkiego garnka śpiewał sobie piosenkę i wyjawił swoje imię.

Goniec podsłuchał piosenkę i następnie wyjawił imię karła królowej. Kiedy karzeł przyszedł trzeciej nocy do królowej, ona wymówiła jego imię Rumpelstiltskin. Karzeł ze wściekłością odpowiedział: „To ci chyba sam diabeł powiedział!”. W tym momencie uciekł ze złością i nigdy już nie wrócił.
Ofiary z dzieci w okultyzmie we Francji

Francuski rycerz Gilles Rais (1404-1440), okultysta i morderca, od 1427 do 1435 roku służył jako dowódca w królewskim wojsku, włączając w to służbę pod Joanną d’Arc w kampanii w 1429 roku. Mimo świadectw kilku popularnych autorów, którzy wyolbrzymiali jego znaczenie w późniejszych kampaniach, zostało udowodnione na podstawie ocalałych ksiąg rachunkowych, że dowodził raczej niewielkim oddziałem osobistym, składającym się z dwudziestu pięciu zbrojnych i jedenastu łuczników, i był raczej jednym z wielu pomniejszych dowódców niż wodzem. Nie służył również Joannie d’Arc jako osobisty ochroniarz (ta funkcja przypadła Janowi z Aulon). Największym osiągnięciem Gillesa de Rais było znalezienie się pośród trzech wyróżnionych ceremonialnym tytułem marszałka (fr. maréchal) ustępujących pozycją jedynie królewskim konstablom (fr. connétable). Tytuł ten nadano mu podczas koronacji Karola VII, 17 lipca 1429 roku.

W 1435 roku Rais odszedł ze służby wojskowej, by spełniać swoje zachcianki w swych majątkach, promując teatralne przedstawienia i przepuszczając odziedziczony majątek. W tym czasie, zgodnie z późniejszymi zeznaniami jego i pozostałych współwinnych, zaczął eksperymentować z okultyzmem pod przewodnictwem człowieka zwanego Francesco Prelati, który wmówił mu, że może odzyskać majątek, który roztrwonił, poświęcając dzieci demonowi zwanemu „Barron”. Dramat rozpoczął się w 1432 roku, w kaplicy zamku Tiffauges. Jego właściciel, w obecności Francesco Prelatiego, Florentczyka podającego się za kapłana Lucyfera, złożył mroczną przysięgę. Przyprowadzono ofiarę - małego chłopca. Baron de Rais, marszałek Francji, zabił go ciosem noża. Potem były następne mordy, w trakcie „czarnych mszy” i szalonych orgii. Do Tiffauges, głównej rezydencji barona, ściągały dziwne postaci - okultyści, magowie, szamani, również spragnieni mocnych wrażeń arystokraci.

Gilles de Rais, bohater narodowy w 1440 roku został skazany na śmierć za torturowanie, gwałty i zamordowanie 30 dzieci, choć liczba ofiar w rzeczywistości mogła sięgnąć nawet dwóch setek. Na procesie opowiadał o wyuzdanych orgiach i homoseksualnych gwałtach. O chłopcach zakłuwanych nożem, bądź zabijanych ciosem pałki. O bestialskich torturach, o odrąbywaniu głów, o wypruwaniu wnętrzności. O przerażających eksperymentach okultystycznych - próbach stworzenia „kamienia filozoficznego” i „eliksiru młodości” z krwi i mózgu mordowanych dzieci. O krwawych ofiarach ku czci szatana, o „czarnych mszach” i bluźnierstwach przeciw Bogu. Szczegóły zbrodni były tak potworne, że w pewnej chwili prowadzący rozprawę biskup Nantes, wstrząśnięty głęboko, wstał, podszedł do krucyfiksu i zakrył go zasłoną. Rais został posądzony o zwabianie młodych chłopców do swojego majątku, gdzie ich gwałcił, torturował i ranił, często masturbując się siedząc na umierającej ofierze. Dokładnie nie wiadomo ile osób zostało zamordowanych przez de Rais, ponieważ większość ciał została spalona lub zakopana. Przyjmuje się, że było od 80 do 200 ofiar. Ofiary miały od 8 do 16 lat i były obu płci. Choć Rais wolał chłopców, zadowalał się młodymi dziewczętami, jeżeli jego słudzy nie byli w stanie zdobyć dzieci płci męskiej. 26 października 1440 roku w Nantes zapłonęły stosy. Gilles de Rais i jego wspólnicy spłonęli na stosie (Za: http://pl.wikipedia.org/wiki/Gilles_de_Rais).

Gilles de Rais mógł być członkiem tajnego zakonu Prieure de Sion. Autorzy książki „Święty Graal, Święta Krew”, którzy natknęli się na artykuł napisany jakoby przez członka Prieure de Sion, przytaczają z niego następujące zdanie: „Bez Merowingów nie istniałby Prieure de Sion, bez Prieure de Sion wygasłaby dynastia Merowingów”. Charakter powiązań miedzy zakonem a linią rodową częściowo wyjaśnia następujący fragment: „Król jest; to pasterz i przewodnik jednocześnie. Czasem wysyła on jakiegoś wspaniałego ambasadora do swego wasala, który panuje, do swego sługi, który ma to szczęście, iż jego udziałem jest śmierć. Takoż Rene Andegaweński, konetabl de Bourbon, Nicolas Fouquet… i liczni inni, dla których po zadziwiającej pomyślności następuje niewytłumaczalna niełaska – albowiem wysłannicy ci wzbudzają postrach, ale ich misja ma swój koniec. Strażnicy tajemnicy mogą być jedynie wyniesieni lub zniszczeni. Takoż Gilles de Rais, Leonardo da Vinci, Joseph Balsamo, książę Nevers i Gonzaga, ci, których śladem podąża woń magii, w której siarka miesza się z kadzidłem – zapach Magdaleny” (Baigent Michael, Richard Leigh, Henry Lincoln, „Święty Graal, Święta Krew”, przeł. Robert Sudół, KiW, Warszawa 1994).

Ofiary z dzieci w Niemczech

W 1918 r. Theodor Fritsch założył okultystyczny Zakonu Germański (Germanenorden) i jego wewnętrzny krąg - Towarzystwo „Thule”, które miało w swoich szeregach członków, którzy przyczynili się do powstania partii nazistowskiej. W 1919 r. członkowie towarzystwa odegrali dużą rolę w bawarskim białym terrorze. W późniejszym czasie towarzystwo stało się częścią magicznego zakonu rycerskiego Rzeszy Niemieckiej Schutzstaffeln – Sztafety Ochronne NSDAP, znane jako SS (Schwarze Orden), których twórcą był Heinrich Himmler, reichsfuhrer SS, cieszący się najgorszą sławą poza Hitlerem. Był zagorzałym zwolennikiem ideologii okultystycznej i inspirował się natchnieniem ezoterycznym, tradycjami greckimi, tybetańskimi, katarów i rycerzy Graala. Nauki czerpał od Guida von Lista i Lanza von Liebefelsa. Wszyscy esesmani byli zobowiązani do brania udziału w pogańskich obrządkach, obmyślonych przez Himmlera. Wymagał by esesmani byli lojalni wobec niego i wobec siebie.

W międzyczasie jak grzyby po deszczu pojawiają się kolejne tego typu organizacje i loże, niektóre pod skrzydłami Ordo Novi Templi czy Thule, inne luzem, nie zrzeszone. Jedną z nich jest Vril (Świetlista Loża) założony przez Karla Haushofera- byłego członka stowarzyszenia Thule. Vril funkcjonuje już formalnie jako zakon religijny, propagujący idee już bardziej polityczne niż filozoficzne, dotyczące rozszerzenia przestrzeni życiowej Niemiec czy doktryny kontynentalnej. Vril miał ponoć kontakt z pewną tajemniczą „tybetańską lożą”, która posiadła rzekomo sekret „nadczłowieka”.

Historyk Michael Fitzgerald, w swej książce „Stormtroopers of Satan” pisze, że „Mity okultystyczne odgrywały w nazizmie najważniejszą rolę, przez kontrolę partii nazistowskiej towarzystwo dokonało największych aktów zła XX wieku”.

Autor pisze, że „Najmroczniejszym aspektem Vril było jednak składanie ofiar z małych dzieci, które ranili ostrym narzędziem w klatkę piersiową i podrzynali im gardła. W okresie największego rozkwitu Vril w latach dwudziestych w Monachium zaginęły setki dzieci. Podejrzewa się, że wiele z nich zostało zabitych przez sektę, by przyzwać energię Vril. To stwierdzenie może się wydać dziwne, jednak gdy rozważysz to, co ci ludzie zrobili w Trzeciej Rzeszy, składanie ofiar z dzieci wygląda przy tym jak normalne zachowanie” (Danny Penman, NewsMonster.com/ Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios).

I w Bohemian Grove…

W dniu 15 lipca 2000 roku reżyser Alex Jones i kamerzysta Mike Hanson przeniknęli na teren Bohemian Grove, gdzie udało im się z daleka sfilmować część obrzędów odprawianych pod sową. Z ukrytej kamery sfilmowali uroczystość nazwaną „Kremacja Troski”. Alex Jones twierdzi, że podczas tych uroczystości wrzuca się do ognia dziecko. Najnowsze informacje mogą radykalnie zmienić wizerunek Bohemian Grove. Nie tylko pijaństwo, nieograniczone używanie alkoholu i narkotyków, niejasne sygnały praktyk homoseksualnych, ale podejrzenie o działania dużo bardziej poważne, takie jak porwanie, gwałt, pedofilia, sodomia, mord rytualny. Dochodzenie jest zablokowane przez National Security Act of 1947 (Za: Cathy O’Brien, Mark Phillips, “Trance Formation of America”).

Materiały źródłowe:

Nie ma żadnego opracowania, w którym zostałyby opisane szczegółowo stopnie wtajemniczeń eleuzyńskich. Przypuszczam ,że nawet nie ma ich masoneria. Masoński symbol ściętej u góry piramidy oznacza brak dwóch najwyższych stopni wtajemniczenia. Zostały zagubione. Tajne obrzędy w Eleuzis znali tylko wtajemniczeni, a oni byli związani straszną przysięgą. Nieliczni autorzy tylko o nich wzmiankowali. Jeden autor przedstawiał jakiś opis, następny inny, jak na przykład James George Frazer w książce „Złota gałąź”, napisał tylko krótką informację o tym, że po przejściu szeregu stopni wtajemniczenia adepci w Eleuzis otrzymywali nowe imię. Inni autorzy w ogóle o tym nie wzmiankują, natomiast piszą o innych rzeczach. Jan Parandowski w swojej „Mitologii” pisze bardzo krótko o misteriach.

W opracowaniu powyższego materiału korzystałem z następujących książek:
Henri de Vibraye w „Mitologii” w rozdziale XIV zamieścił „Misteria eleuzyńskie”. Autor pisze, że jego opracowanie jest streszczeniem nauki eleuzyńskiej zaczerpniętej z książki Wiktora Magnien „Les Mysteres d’Eleusis”. H. de Vibraye wyjaśnił sens misteriów i krótko przedstawił stopnie wtajemniczenia. Jest chyba jedynym autorem, który je uporządkował i opisał. Wspomniał też, że cesarze rzymscy byli wtajemniczeni w Eleuzis.

Mircea Eliade w swoim dziele „Historia wierzeń i idei religijnych” na stronach 205 do 211 opisał misteria. We wstępie zamieścił hymn „Do Demeter”. Natomiast o inicjacjach pisze tylko w zarysie. Więcej interesujących szczegółów zamieścił na końcu książki w rozdziale „Stań badań. Bibliografie krytyczne” o misteriach na stronach 320 do 324. Porwanie dziecka, zabicie go i ugotowanie w kotle opisał w rozdziale XV „Dionizos czyli błogostan odnaleziony”.
Edward Schure w swoje książce „Wielcy wtajemniczeni” pisze dość dużo o niektórych stopniach wtajemniczenia, i opisał całe przedstawienie, w którym odgrywano sceny z życia Demetr i jej córki Persefony.

Bibliografia

Henri de Vibraye, „Mitologia”, Wydawnictwo Trzaska, Evert i Michalski S.A., Warszawa. Brak daty wydania, ale na pewno została wydana w latach 30. XX w.
Mircea Eliade, „Historia wierzeń i idei religijnych”, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1988.
Gajus Swetoniusz Trankwillus, „Żywoty cezarów”, Ossolineum 1987.
Tadeusz Zieliński, „Rzeczpospolita Rzymska”, Książka i Wiedza, Warszawa 1958.
Edward Schure, „Wielcy wtajemniczeni”, Tom I i II. Interart TEDAR, Warszawa 1995.
Coming Back, Tajemnice reinkarnacji, The Bhaktivedanta Book Trust 1990.
Wergiliusz „Eneida”, przełożyła Wanda Markowska, Instytut Wydawniczy „Nasza Księgarnia”, Warszawa 1987.
Platon, „Pochwała Erosa” z dialogu „Fajdros”, przełożył Leopold Regner, Meander 1988.
Michael Grant, „Mity rzymskie”, przełożył Zygmunt Kubiak, PIW, Warszawa 1978.
Pierre Grimal, „Słownik mitologii greckiej i rzymskiej”, Ossolineum 1987.
Homer „Iliada”, przełożył Ignacy Wieniewski, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1984. Tekst według wydania Londyn 1961.

K o n i e c
Dodatek - 33 stopnie wtajemniczenia

Bachanalia. Ku czci Dionizosa, boga wina i natchnienia, odbywano burzliwe procesje „Orszak Dionizosa”, w których uczestnicy mieli na twarzach maski przedstawiające bóstwa ziemi i płodności. Jedni byli ledwo osłonięci skórami zwierząt, inni nadzy, uwieńczeni liśćmi winnej macicy i obnoszący girlandy uplecione z bluszczu, wymachiwali pochodniami, potrząsali biodrami, biegali, wrzeszczeli i wyczyniali najrozmaitsze skręty ciała. Tańcząc odrzucali gwałtownie głowę wstecz, aby zwiększyć zawrót głowy, który ich ogarniał. Wreszcie bóg opętywał ich. Zaiste wydobyli się z uciążliwych kajdan ludzkości; wydaje im się, że osiągnęli wieczną szczęśliwość. Wyzbyli się życia powszechnego, i zakosztowali życia nowego - daru Dionizosa (Henri de Vibraye) W epoce rzymskiej, od II wieku przed ur. Chrystusa misteria dionizyjskie przeszły do Italii, zachowując charakter rozwiązły i orgiastyczny. Misteria były odprawiane przeważnie przez mało jeszcze cywilizowanych szczepów, zamieszkujących górzyste okolice Italii południowej i środkowej. W roku 186 przed ur. Chrystusa senat rzymski musiał wydać zakaz święcenia Bachanaliów. Mimo to sekty mistyczne przechowały tradycje dionizyjskie. Od 1989 roku w Berlinie są urządzane „Parady Miłości” (Love Parade), które nawiązują do greckich procesji ku czci Dionizosa. 17 czerwca 2007 roku w Berlinie blisko milion entuzjastów muzyki techno, w tym wielu Polaków, uczestniczyło w tej paradzie, zorganizowanej po dwuletniej przerwie. Festyn, uważany za największą imprezę tego rodzaju na świecie, odbywał się pod hasłem „The Love is Back”. W takt muzyki na platformach tańczyły skąpo ubrane dziewczyny i ich partnerzy. Za wolno poruszającymi się platformami szły grupy roztańczonej młodzieży. Wielu uczestników miało peruki i wyszukane, czasami prowokujące, kolorowe stroje. Służby medyczne musiały udzielić pomocy 180 wyczerpanym lub pijanym fanom.
Autor o orfizmie: W „Czasie milczenia” Luisa Santosa, głównym bohaterem jest Pedro, któremu w nocnych wędrówkach towarzyszy Matias. Po różnych perypetiach, jakich przysparzają im nocne spacery, trafiają do miejsc, „gdzie odprawiają się nocne rytuały orfickie”. Do domu publicznego, którego właścicielką jest Dona Luisa, udaje im się wejść, mimo natłoku klientów, dzięki znajomością Matiasa. Pedro z przerażeniem obserwuje dno ludzkiego upadku. Bowiem atmosfera panująca wewnątrz jest straszna: duszne pomieszczenie, opary spoconych ciał, dym z papierosów, w którym rozpływają się postacie. Pijanemu Matiasowi stara prostytutka Charo wydaje się być uroczą czarodziejką, boginią.
Myślę, że ryt szkocki, który posiada 33 stopnie wtajemniczenia, jest powieleniem wtajemniczeń eleuzyńskich. W 1425 r. we Francji utworzono specjalną formację szkocką, której rola polegała na stałym chronieniu osoby francuskiego króla. Początkowo liczyła trzynastu (13) żołnierzy i dwudziestu łuczników. Złożona z nich warta nieustannie pilnowała króla, sypiała nawet z nim w jego komnatach. Ta elitarna formacja podzielona była na dwa oddziały: Straż Królewska i Straż Osoby Królewskiej, czyli Gwardii Przybocznej. Obie zwano gwardią szkocką. W 1445 roku król Francji, Karol VII, otrzymał od Stanów Generalnych prawo podwyższenia podatków, co umożliwiło mu stworzenie stałej armii, w której zaszczytne miejsce zajmowali Szkoci. Od tego czasu stan liczebny gwardii szkockiej wzrastał o wielokrotność liczby 13. Od 1474 roku gwardia szkocka liczyła 77 ludzi oraz dowódca w składzie Gwardii Królewskiej, 25 i dowódca w składzie Gwardii Przybocznej. Gwardia Szkocka była wspólnotą w znacznie większym stopniu oparta na wzorcach templariuszy. Podobnie jak u templariuszy na jej rację bytu składały się wojna, polityka i dyplomacja. Podobnie jak templariusze Gwardia Szkocka była elitarną formacją wojskową epoki. Przez ponad półtora wieku Gwardia Szkocka odgrywała znaczną rolę w dziejach Francji. Jej działalność nie ograniczała się do pól bitewnych, ale wkraczała w sferę polityki. W sprawach wewnętrznych gwardziści bywali kurierami i doradcami, w stosunkach międzynarodowych sprawowali obowiązki emisariuszy i ambasadorów. Oprócz służby wojskowej dowódcy zwykle pełnili urząd królewskiego szambelana, oraz jeszcze kilka innych funkcji, zarówno honorowych, jak i faktycznych. Podobnie jak templariusze, którzy wywodzili się ze szlachty, członkowie gwardii rekrutowali się z najszacowniejszych i najbardziej wpływowych rodów Szkocji, takich jak Cockburn, Cunningham, Hamilton, Hay, Montgomery, Seton, Sinclair i Stewart (Stuart). Wstąpienie do gwardii stanowiło dla młodych szlachciców swego rodzaju inicjację, czyli zakosztowanie wojny, polityki, życia dworskiego, obcych obyczajów i etykiety. Za chwilę dalszy ciąg.
Gwardia Szkocka stanowiła wspólnotę o rodowodzie rycerskim. Pielęgnowano w niej ducha dawnych zakonów i w tym sensie szlachcice w niej służący byli spadkobiercami tradycji templariuszy. Dzięki nim tradycja ta powróciła do Francji i zakorzeniła się tam ponownie, by dwa wieki później wydać nowe owoce. Jednocześnie poprzez swe związki z rodami Gwizjuszów i Lotaryńczyków Szkoci we Francji zetknęli się jeszcze z innym prądem „ezoterycznym”. Jedno jego odgałęzienie znalazło już wtedy drogę do Szkocji dzięki małżeństwu Marii z Gwicjuszów z Jakubem V, drugie zaś dotarło tam za sprawą rodów związanych z Gwardią Szkocką. Splecenie się tych wątków stanowiło zalążek masonerii. Gwizjusze zajmowali się naukami tajnymi. Pierwsze francuskie wydanie „Corpus hermeticum”, z 1549 r., dedykowane było Karolowi Gwizjuszowi, kardynałowi Lotaryngii, a zarazem bratu Marii z Gwizjuszów, żony króla Szkocji Jakuba V i matki Marii Stuart. Od tego rodu, za pośrednictwem związku Marii z Jakubem V, gwardii szkockiej oraz Stuartów, Setonów, Hamiltonów i Mongomery’ów, nurt tajemnej nauki rozprzestrzenił się w Szkocji. Tam zaś trafił na podatny grunt, przygotowany przez spuściznę po templariuszach, a może za ich przyczyną, oraz tradycję cechów murarskich, które pod patronatem Sinclairów rozwijały własne wtajemniczenia. Oto co napisała 3 czerwca 1546 r. Maria z Gwizjuszów do Williama Sinclaira: „(…) zobowiązujemy się (…) wobec onego sir Williama być nadto jego wierną i prawdziwą protektorką, jego radę zaś i sekret nam okazany w tajemnicy utrzymać”.
Choć powszechnie przyjmuje się, że przez pierwsze lata 1118-1127 zakon templariuszy stanowiło tylko dziewięciu rycerzy, to w rzeczywistości już w 1126 roku zakon powiększył się o co najmniej czterech rycerzy i liczył trzynastu rycerzy. Gwardia Szkocka, która została założona do obrony króla Francji, była wspólnotą w znacznie większym stopniu opartą na wzorcach templariuszy. Stan liczebny gwardii szkockiej wzrastał zawsze o wielokrotność liczby 13, i była to liczba templariuszy.
Jednym z bohaterów szkockich jest Robert Bruce, który jest uważany za najwybitniejszego bojownika o niepodległość Szkocji. Bruce miał daleko ambitniejsze plany, niż pozbycie się zwierzchnictwa Anglików. Walczył o restaurację celtyckiego królestwa, wzniesionego na celtyckich fundamentach władzy, funkcjonującego według prawa celtyckiego. W wigilię święta Jana Chrzciciela, 23 czerwca 1314 r. w bitwie pod Bannockbum w Szkocji pomiędzy Anglikami i Szkotami szalę zwycięstwa na korzyść Szkotów przechylili templariusze. W pewnej chwili, kiedy wszystkie siły szkockie były zaangażowane w walce, na polu bitwy pojawił się nowy hufiec angielskich rycerzy. Kiedy wydawało się, że te świeże siły Anglików, mogą przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, pojawili się na polu bitwy templariusze. Anglicy zostali pobici przez 300 templariuszy. Dowodził nimi Thomas Randolph. Według legendy Randolph utracił w tym ataku tylko jednego rycerza. Armię Anglików pod wodzą króla Edwarda II oceniano na sto tysięcy, a chociaż liczba ta była niewątpliwie przesadzona, to jednak Anglicy byli lepiej uzbrojeni. Szkoci ustępowali też liczebnie Anglikom w proporcji jeden do trzech. W rezultacie tej klęski Anglików Szkocja uzyskała niepodległość, a Robert Bruce został królem. Anglia uznała niepodległość Szkocji. Templariusze otrzymali domy, ziemie oraz cechy murarskie. W Szkocji istniały dwa nowo powstałe zakony, do których templariusze mogli wstępować. Jednym z nich był ukryty Królewski Zakon Szkocji, którego wielkim mistrzem był król. Drugim zakonem był Order of Heredom, tzn. Sanktuarium.
To właśnie templariusze ze Wschodu sprowadzili do Europy wtajemniczenia i symbol Czarnego Słońca. Proszę nie lekceważyć zakonu Prieure de Sion. On istnieje naprawdę.
Publikacja „Święty Graal, Święta Krew” nie jest jedyną, która zawiera herezję. Laurence Gradner, historyk, badacz i genealog, powiązany z dziedzicami szkockiego domu panującego opublikował kilka książek na ten temat, w tym głośną pracę „Krew z krwi Jezusa”, zamieszczając w niej genealogie władców francuskich, brytyjskich, szkockich i innych, wywiedzione bezpośrednio od rodu Jezusa. Wykorzystując zainteresowanie tą tematyką Dan Brown napisał powieść „Kod Leonarda da Vinci”, w której hipoteza o możliwych potomkach Jezusa ukazana została w formie „spiskowej teorii dziejów”. Czyżby się zbliżała chwila zapowiadana w „Protokółach Mędrców Sionu”. Są tam takie zdania: „Król Izraela stanie się prawdziwym papieżem świata”; „... Umocnimy dynastię króla Dawida”; „... Kilku członków plemienia Dawidowego będzie przygotowywać królów i ich następców”; „... Tylko nasz monarcha oraz trzej, którzy go wtajemniczyli, będą znali przyszłość”; „Podporą świata w osobie Władcy Świata, który pochodzi ze świętego nasienia Dawidowego...”. Uważam, że wymienione książki nie ukazałyby się, gdyby nie życzyła sobie tego masoneria. One powstały na zlecenie masonerii. Sygnalizują, że zbliża się chwila panowania rodu Dawida nad całym światem. One przygotowują ludzi na to panowanie.

 

 

 

http://okultura.pl/texts/raj.html

http://satanorium.pl/czytelnia/120

http://mam-cel-w-zyciu.bloog.pl/id,6330358,title,Michail-Bulhakow-Mistrz-i-Malgorzata-problematyka,index.html?ticaid=6e2f7

http://humanisci12.blogspot.com/

http://www.smpd.pl/onas/kol_n_szach.html
http://www.konserwatyzm.pl/artykul/413/wtajemniczenia-eleuzynskie-czyli-sposob-na-szczescie-w-piekl

zdjęcie: http://icity.pl/mistrz-i-ma%C5%82gorzata-michai%C5%82-bu%C5%82hakow-w2864

 

http://orest.tabaka.eu/staryblog/2008-08-27/rozwoj-osobisty/zycie-jest-prawie-jak-partia-szachow/

http://www.platformakultury.pl/files/2011-04-20/siodmapieczec.pdf

zdjęcie: http://www.esotericonline.net/profiles/blogs/evolution-of-intelligence-dr-timothy-leary-podcast

Źródło: logonia.org
Źródło: jantra.com.pl
Źródło: iereos.wordpress.com
Źródło: prawoslawie.pl
Źróðło: samadi.republika.pl
Źróðło: communiocrucis.pl
Źróðło: teologiapolityczna.pl
Źróðło: metta.lk

W artykułach przedstawiamy różne spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość. Prezentowane poglądy są jedną z bardzo wielu możliwych interpretacji rzeczywistości i są to prywate poglądy autorów publikacji. Nie muszą one odzwierciedlać poglądów administracji "JOGA PORTALU JOGINA". Jeżeli zamieszczony materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj lub skontaktuj się z administratorem portalu!

 Polecane Strony

JOGA PORTAL JOGINA
JOGA Dolnośląska Szkoła Jogi
JOGA Dolnośląska Szkoła Jogi
PORTAL SKLEPU JOGINA - w przygotowaniu
JOGA SHOP JOGINA

 

Skomentuj artykuł » Zobacz wszystkie komentarze »
Co sądzisz o: Czym jest Huna? Filozofia oraz siedem poziomów świadomości świata niewidzialnego?

Jan Klimak – wypisy


By zapewnić sobie fundację jak skała, ci pragnący życia religijnego odwrócą się od wszystkiego, pogardzą wszystkim, wyśmieją wszystko, otrząsną się ze wszystkiego. Niewinność, abstynencja, wstrzemięźliwość – te uczynią odpowiednią, potrójnie stabilną podstawę.

Niech nikt mi nie mówi, że nie nadaje się do monastycznego życia, z uwagi na ciężar i liczbę swych nieprawości, bądź, że z powodu jego uzależnienia od przyjemności musi być mu wybaczone pozostanie utkwionym w grzechu. Czym większa zgnilizna, tym większa potrzeba by usunąć nieczystość, gdyż zdrowi nie odwiedzają lecznicy.

Ci noszący łańcuch, ciągle mogą chodzić. Ale często się potykają i są przez to poranieni. Człowiek nieżonaty i w świecie, mimo wszystkich swoich obciążeń, może jednakże uczynić krok ku życiu monastycznemu. Ale człowiek żonaty jest jak ktoś kogo ręce i nogi są zakute.

Jest taka rzecz jak wygnanie, nieodwołalne wyrzeczenie się wszystkiego w naszym znanym otoczeniu co przeszkadza w osiągnięciu ideału świętości. Wygnanie jest zdyscyplinowaniem serca, niezapowiedzianą mądrością, prywatnym zrozumieniem, ukrytym życiem, przesłoniętymi ideałami. Jest niewidoczną medytacją, dążeniem do skromności, chęcią ubóstwa, tęsknotą za świętością. To wylewna miłość, negacja próżności, głębia milczenia.

Nie czekaj na dusze rozkochane w świecie, gdy dążysz ku samotności i wygnaniu.

Złe, światowe i nieporządne towarzystwo niszczy dobry charakter.

Niebezpiecznym jest podjęcie się samotnego życia dla mnicha, zanim nie zdobędzie doświadczenia i praktyki co do namiętności duszy.

Tak jak chleb jest najbardziej koniecznym dla wszystkich pokarmów, tak też myśl o śmierci jest esencjonalna dla wszystkich prac.

Wolność od gniewu jest niekończonym się życzeniem obrazy, podczas gdy w próżności występuje nieograniczone pragnienie pochwały. Wolność od gniewu jest triumfem nad własną naturą. Jest zdolnością bycia nieporuszonym wobec zniewagi i dochodzi się do niej przez ciężką pracę w pocie czoła.

Pierwszym krokiem w kierunku wolności od gniewu jest trzymanie ust milczących gdy serce jest poruszone, następnie utrzymanie milczenia myśli, gdy dusza jest zaniepokojona; i ostatnim bycie całkowicie spokojnym gdy nieczyste wieją wiatry.

Gniew jest chęcią skrzywdzenia tego kto cię sprowokował.

Tak jak ciemność ustępuje przed światłem, tak wszelki gniew i zgorzknienie znikają przed zapachem pokory.

Traktuj zawsze swe ciało jako wroga, gdyż jest ono niewdzięcznym i zdradliwym przyjacielem. Czym bardziej o nie dbasz, tym bardziej cię rani.

Żaden rozsądny człowiek nie wyobraża sobie by kłamstwo było poślednim zbłądzeniem.

Człowiek który dba o swój żołądek i jednocześnie ma nadzieję kontrolowania swej zmysłowości, jest jak ktoś gaszący ogień oliwą.

Jeżeli przyrzekłeś Jezusowi iść prostą i wąską drogą, nie pobłażaj swemu żołądkowi; gdyż jeżeli to zrobisz, jeżeli go powiększysz, złamiesz obietnicę.

Upadły Lucyfer jest księciem demonów, a obżarstwo jest księciem namiętności.

Post zakańcza pożądanie, wykorzenia złe myśli, uwalnia od złych snów. Post sprzyja czystości modlitwy, oświeceniu duszy, uważności umysłu i wyzwoleniu się od ślepoty.

I tak zdarza się, że kiedy asceci spotykają kobietę i odnajdują się nieporuszonymi ani przez pożądanie, ani przez złe myśli, to zaczynają sobie wyobrażać, że osiągnęli prawdziwe błogosławieństwo. Biedni idioci! Nie rozumieją, że mniejsze potknięcie nie jest wymagane, gdyż większy upadek został faktycznie dla nich przygotowany.

Często wydaje się, że ci którzy mają inklinacje w stronę zmysłowości są sympatyczni, litościwi, i opanowani przez skrupuły, podczas gdy ci co dążą do czystości jawią się jako w pewnym stopniu pozbawieni tych cech.

Diabły nie zajmują się nami gdy jesteśmy w świecie, a to ponieważ myślą, że jeżeli nas tam nie zaatakują, pozostaniemy dalej wśród ludzi o światowych umysłach.

Czystość zasługuje na tak wielką pochwałę, że pewni Ojcowie ośmielili się ją nazwać wolnością od namiętności.

Mnich żądny pieniędzy jest obcym dla spraw ducha.

Mówi głęboko o śmierci i działa jakby nigdy nie miał umrzeć.

Błogosławi milczenie i nie może przestać o tym mówić.

Ospałość zniewala duszę. Czujny mnich walczy ze zmysłowością, ale senny z nią żyje.

Nieumiarkowany sen jest złym towarzyszem, kradnącym leniwemu człowiekowi połowę życia czy więcej.

Leniwy mnich jest wielkim gadułą którego oczy zaczynają się zamykać, gdy rozpoczyna się czytanie świętych pism.

Jeżeli oddajesz się cnocie w klasztorze czy zgrupowaniu świętych mężów, mało prawdopodobne byś został zaatakowany przez strach. Ale jeżeli spędzasz swój czas w samotnych miejscach, musisz dążyć do tego by nie być opanowany przez lęk, dziecko próżności, córkę niewiary.

Jednakże to jałowość duszy, nie ciemności czy pustka miejsc, jest tym co daje demonom moc przeciwko nam.

Człowiek wysokiego ducha znosi obrazę szlachetnie i chętnie. Ale tylko święty może przejść niedotknięty przez pochwałę.

Zignoruj go (demona próżności) gdy mówi ci byś zaakceptował stanowisko biskupa czy przeora czy nauczyciela. Trudno jest przegonić psa od rzeźni.

Sługa próżności wiedzie podwójne życie. W zewnętrznym przejawie żyje wraz z mnichami; ale w swym sercu jest ze świata.

I w rzeczy samej, pierwszym krokiem dla pokonania próżności jest pozostanie milczącym i zaakceptowanie hańby z zadowoleniem.

Robak w pełni rozwinięty, często wytwarza skrzydła i może wznieść się wysokim lotem. Próżność, w pełni rozwinięta, może zrodzić dumę, która jest początkiem i końcem wszelkiego zła. Każdy wolny od tej choroby jest bliski zbawiania. Każdy nią zarażony jest bardzo daleko od chwały świętych.

Pomocą dla dumnego jest posłuszeństwo, skromniejszy sposób życia, i czytanie o nadzwyczajnych wydarzeniach z życia Ojców. I mimo tego jest raczej mała nadzieja na zbawienie dla tych, którzy cierpią na tą chorobę.

Kiedy demon dumy znajdzie miejsce dla siebie wśród swoich, pojawiwszy się im we śnie czy na jawie, wygląda na świętego czy męczennika i sugeruje odkrycie tajemnic czy obietnice duchowych podarunków, tak, że biedacy zostają zwiedzeni i odchodzą od zmysłów.

Zawsze powinniśmy porównywać się z ojcami i światłem co przyszło przed nami. Jeżeli tak będziemy robić, odkryjemy, że dopiero co zaczęliśmy ascetyczne życie, że z ledwością utrzymujemy święte śluby i że nasze myślenie jest ciągle zakorzenione w świecie.

Prawdziwym mnichem jest ten, którego oczy duszy nie są dumne i którego cielesne zmysły są nieporuszone.

Mnich jest kształtowany przez cnoty w taki sam sposób jak inni są kształtowani przez przyjemność.

Duma sprawia, że zapominamy nasze grzechy, gdyż pamięć o nich wiedzie do skromności.

Dumny mnich nie potrzebuje demona. Sam się zmienił w niego, wroga siebie samego.

Ciemność jest obca światłu. Duma jest obca każdej cnocie.

Dzieje się, sam nie wiem jak, że większość dumnych nigdy nie poznaje samych siebie. Myślą, że pokonali swe namiętności i jak bardzo są biedni, odkrywają dopiero po śmierci.

Przed spojrzeniem na słońce pokory, musimy spocząć w świetle łagodności.

Łagodność jest skałą patrzącą na morze gniewu, które rozbija oń fale przychodzące ją zniszczyć i która pozostaje całkowicie nieporuszona.

Silna wiara jest matką wyrzeczenia.

Oderwanie od rzeczy postrzeganych zmysłami oznacza wizję rzeczy duchowych.

Początkiem wyciszenia jest odrzucenie wszelkiej hałaśliwości jako czegoś co zakłóca głębie duszy. Końcowym punktem jest to gdy już dłużej nie ma obawy przed hałasem, gdy jest się nań odpornym.

Dziwnym, jakim może się to wydawać, hezychasta jest człowiekiem który walczy by zamknąć swą bezcielesność w domu ciała.

Pierwszym zadaniem wyciszenia jest uwolnienie się od wszystkich spraw, dobrych czy złych, gdyż troska o pierwsze prowadzi do tych drugich.

Drobny włos przeszkadza oku. Niewielka troska zakłóca wyciszenie, gdyż przede wszystkim, wyciszenie oznacza usunięcie myśli i odrzucenie nawet rozsądnych trosk.

Nie ma wielu wybitnych ekspertów w światowej filozofii. Ale twierdzę, że jeszcze rzadsi są ci którzy są prawdziwymi ekspertami w filozofii wyciszenia.

Człowiek bez doświadczenia Boga nie powinien podejmować odosobnionego życia.

Człowiek który doświadczył cenności modlitwy, ucieka przed tłumem jak dziki osioł.

Beznamiętna dusza jest pogrążona w cnotach tak jak istota namiętna w przyjemności.  

Ubóstwo u mnicha jest rezygnacją z trosk. To życie bez niepokoju, podróżując lekko, z dala od żalów, trzymając się wiernie przykazań. Ubogi mnich jest panem świata. Powierzył wszystkie swe troski Bogu, i dzięki tej wierze wszyscy ludzie stali się jego sługami. Jeżeli mu czegoś brakuje, nie narzeka na to swym towarzyszom i akceptuje to co go spotyka tak jakby było to dane ręką Pana. W swym ubóstwie, zamienia się w syna oderwania i nie przywiązuje się do tego co posiada. Odsunąwszy się ze świata, dochodzi do traktowania wszystkiego jako odpadki. W rzeczy samej, nie jest on prawdziwie ubogi, jeżeli zaczyna się o coś martwić. Modlitwa człowieka który przyjął ubóstwo jest czysta, podczas gdy miłośnik posiadłości modli się do materialnych wizerunków.

Ci co żyją w posłuszeństwie wobec innych są wolni od wszelkiej zachłanności, gdyż, jeżeli zrezygnowało się z ciała co jeszcze może być nazwane „moim własnym”? Jedynym sposobem w jaki mogą być skrzywdzeni to przez gotowość i łatwość przemieszczania się z miejsca na miejsce. Widziałem mnichów zadowolonych z pozostania w jednym miejscu z powodu materialnych posiadłości, ale moja pochwała jest dla tych, którzy są pielgrzymami Pana.

Człowiek który posmakował rzeczy niebiańskich łatwo bierze za nic to co poniżej, ale ten kto nie posmakował nieba, znajduje przyjemność w posiadłościach.

Człowiek który jest ubogim nie z powodów dobrych, popada w podwójne nieszczęście. Jest bez obecnych dóbr i jest pozbawiony tych przyszłych.

My mnisi powinniśmy dbać by nie troszczyć się bardziej niż ptaki, które nie niepokoją się i nie gromadzą w stodole (cf Matt 6: 26).

Człowiek który zrezygnował z posiadłości dla religijnych powodów jest wielki, ale człowiek który wyrzekł się swej woli jest rzeczywiście świętym. Jeden zdobędzie pieniądze i łaski stukrotne (do swego wyrzeczenia), ale ten drugi odziedziczy życie wieczne.

Człowiek który ma za nic dobra doczesne, uwolnił się od kłótni i sporów. Ale miłośnik posiadania będzie walczył do śmierci o igłę. Mocna wiara odcina troski i pamięć o śmierci neguje ciało. Nie było śladu chciwości u Hioba, także pozostał on spokojnym gdy stracił wszystko.

Mówi się, że chciwość jest korzeniem wszelkiego zła (1 Tim 6: 10), i tak właśnie jest ponieważ powoduje ona nienawiść, kradzież, zazdrość, separację, wrogość, burzliwe wybuchy, pamiętliwość doznanych krzywd, nieludzkie działania i nawet morderstwo.

Mały ogień może spalić cały las. Ale jedna cnota może pomóc wielu uciec z wszystkich ułomności powyżej wymienionych, tą cnotą jest oderwanie, co jest odsunięciem się od złych pragnień, a która wzrasta wraz z doświadczaniem i smakowaniem wiedzy Bożej jak i wraz z medytacją nad osądem w godzinie śmierci.
NajnowszeNajpopularniejsze
joga mata fitnessmaty ekologiczne
maty dla dzieci  maty do jogi
maty w rolkach  maty do medytacji zabuton
poduszki do medytacji zafubolster wałek do jogi
plecaki na maty  pokrowce na maty
kadzidła nag champa  kadzidełka japońskie
paski do jogi szer.4 cmpaski do jogi szer.3 cm
kostki i klocki do jogi  klocki i pianki do jogi
przepaski relaksacyjne na oczy  koce do jogi
stylowe pomoce do jogiherbaty yogi tea
książki o jodze zdrowiu  książki ezoteryczne
piramidy  suplementy diety
Share/Save/Bookmark